Ultimate Ski Jumping
8

Kupiłem i zwróciłem. Ultimate Ski Jumping 2020 to porażka

Jeżeli chcielibyście zagrać w dobrą grę "w Małysza", to muszę Was rozczarować. Pomimo zapowiedzi USJ2020 taką produkcją zdecydowanie nie jest.

Na co dzień raczej nie zajmuję się tematyką gier komputerowych. Jest jednak pewien specyficzny gatunek gier, w którym nie mogę przegapić żadnej premiery. Są nim gry o skokach narciarskich. Nie będę się tu rozwodził, jak dobre było DSJ 2.1 – napisano już o tym tyle, że wystarczyłoby na sporej objętości książkę. Sam osobiście wolałem jednak DSJ 3 i zakochałem się w DSJ 4. Od premiery ostatniej części tej serii minęło jednak już 8 długich lat, a jej autor – Jussi Koskela – póki co twierdzi, że raczej na piątą edycję nie mamy co liczyć. Dlatego też od tamtego czasu z uporem wartym lepszej sprawy czekam, aż ktoś stworzy i wyda dobrą grę „o skokach”. Póki co w tym aspekcie przodują produkcje mobilne (Ski Jump, Ski Jumping Pro oraz Fine Ski Jumping). Ultimate Ski Jumping 2020 miało jednak być tą grą, która sprowadzi skoki narciarskie z powrotem na pecety. Co więc poszło nie tak?

Ultimate Ski Jumping 2020 – co poszło nie tak?

Wywiady w mediach, przekładana premiera i finalnie – wejście na rynek bez jakiegoś specjalnego rozgłosu. Nawet mi trudno było złapać moment, gdy gra pojawiła się na Steamie. Kiedy jednak zauważyłem, że tam dotarła, niewiele myśląc złapałem za wirtualny portfel i od razu ją kupiłem. Patrząc na wielkość studia, które ją robiło, nie spodziewałem się kolejnego RTL Ski Jumping, ale liczyłem chociaż na poziom DSJ. I niestety – zawiodłem się i to mocno.

Ultimate Ski Jumping

Może najpierw opowiem o tym, czego się nie czepiam. Nie czepiam się pikselartowej grafiki – ta może i byłaby całkiem odświeżająca, gdyby tylko została zrobiona z głową. Tutaj niestety chyba ktoś w ostatnim momencie podmienił sprite skoczka (widać to, jak porówna się stare i nowe screenshoty), przez co wydaje się on być w ogóle nie z tej bajki. Jest w zupełnie innej rozdzielczości niż otoczenie, jego narty nie poruszają się równo po najeździe, a pod koniec skoku skręca on je w stronę obserwatora, łamiąc efekt 2D. Jego animacje też nie powalają na kolana, żeby nie powiedzieć, że są drewniane jak pewien znany polski piłkarz. Byłoby to jednak do przełknięcia, gdyby nie to, że w tej grze leży to co najważniejsze – fizyka lotu.

Omawiając zachowanie skoczka, twórcy zwrócili uwagę, że bardzo dobrze bawili się, próbując ustanowić coraz to dalsze rekordy skoczni za pomocą drobnych korekt w locie. Ja się pytam – jakich korekt? Jeżeli chcecie wiedzieć, to w USJ2020 każdy skok wygląda w ten sposób, iż jednym przyciskiem myszy odpychamy się z belki, następnie tym samym przyciskiem wybijamy się z progu, po czym narty blokują się nam w jednej pozycji i możemy dokonywać tylko ograniczonych ruchów w górę i w dół ciałem zawodnika. Lądowanie to również jeden przycisk. Trzy przyciski – to wszystko co ta gra oferuje. Pomijam już, że całość wizualnie prezentuje się po prostu źle, ale gdzie tu jest miejsce na te drobne korekty, skoro skoczek w locie jest sztywny niczym pal Azji Tuchajbejowicza? Jestem przekonany, że po jakimś czasie mógłbym tak wypracować timing, że naciskałbym te przyciski na ślepo i za każdym razem biłbym rekord skoczni.  Jeżeli do listy mankamentów gry dodamy wiatr, którego siły nie ma (jest tylko strzałka) i system punktowy, który (przynajmniej u mnie) działa jak chce i krótki, ale ustany skok ocenia niżej niż daleki, ale z wywrotką, to mamy przepis na produkcję, która daje bardzo mało tego co powinna, czyli przyjemności z lotu. Innymi słowy – jest ona po prostu nużąca.

Ultimate Ski Jumping 2020 nie musiało być złą grą…

Przez ponad godzinę obcowania z produkcją miałem wrażenie, że zamiast dobrze się bawić muszę walczyć z grą. Nie chodziło tu o problem z oddaniem dobrego skoku – to jak już wspominałem szło mi całkiem nieźle. Co więcej, pamiętam, że kiedy wyszło DSJ 4, to pierwsze pare godzin lądowałem głową na buli i się nie zniechęcałem. Różnica polega na tym, że w przypadku produkcji studia Mediamond jej silnik fizyczny wymuszał na graczu naukę przynajmniej kilku podstawowych mechanik, precyzyjnego sterowania myszą i dobrego timingu. DSJ jako gra miało więc całkiem sporo do zaoferowania. W porównaniu z tym jedyne co może zaoferować USJ2020 to, nie bójmy się tego określenia, źle wyglądające animacje które w połączeniu z ograniczoną kontrolą nad poczynaniami zawodnika sprawiają, że ciężko z tej gry czerpać przyjemność. A jeżeli ciężko czerpać przyjemność, to i ciężko skłonić się do np. prób pobicia swoich rezultatów. Dlatego po tej godzinie z kawałkiem stwierdziłem, że mam dość i po raz pierwszy w życiu skorzystałem z opcji Steama pozwalającej „oddać” grę i uzyskać za to zwrot całości sumy. Szkoda, bo wcale nie musiało tak być.

ultimate ski jumping

Przede wszystkim, uważam, że twórcy zażyczyli sobie za tę produkcję sporo za dużo – patrząc jak prostacka jest jej najważniejsza część, czyli mechanika skoku (przypominająca raczej darmowe K-Point Ski Jumping) produkcja nie powinna kosztować więcej niż 10 zł, a już na pewno nie założone przez twórców 35 zł. Z tytułu uciąłbym też Ultimate, ponieważ określenie to jest tu więcej niż na wyrost. I tak – fajnie, że mamy tu różnorodne skocznie, efekty pogodowe, a w pewnym momencie pojawia się nawet księżyc. Wolałbym jednak, żeby zamiast skupiać się na detalach pikselartowej grafiki twórcy odpalili sobie starusieńkie DSJ 2.1 i zobaczyli, jak powinna wyglądać dobrze zrobiona i responsywna faza lotu i lądowania.

Być może część mojej opinii wywodzi się z oczekiwań, jakie miałem co do tej gry. Nic jednak na to nie poradzę, że chciałbym, aby moja ulubiona dyscyplina sportowa doczekała się w końcu dobrze wyglądającej produkcji z krwi i kości. Patrząc jak prezentuje się USJ2020, przyjdzie mi na taką jeszcze długo poczekać :(