51

Uczniu drżyj – nadciąga antyplagiat

Usłyszałem niedawno w wiadomościach radiowych, że szkoły zabiorą się za problem plagiatów, ukrócą proceder zrzynania treści, głównie z Internetu. Pisała o tym m.in. Gazeta Wyborcza, o sprawie zrobiło się głośniej, ale trudno się temu dziwić: temat istotny i nie można bagatelizować problemu. Zastanawiam się jednak, czy właściwie dobrano sposoby walki z metodą kopiuj-wklej. Szkołę skończyłem […]

Usłyszałem niedawno w wiadomościach radiowych, że szkoły zabiorą się za problem plagiatów, ukrócą proceder zrzynania treści, głównie z Internetu. Pisała o tym m.in. Gazeta Wyborcza, o sprawie zrobiło się głośniej, ale trudno się temu dziwić: temat istotny i nie można bagatelizować problemu. Zastanawiam się jednak, czy właściwie dobrano sposoby walki z metodą kopiuj-wklej.

Szkołę skończyłem dekadę temu, od tego czasu nie śledzę zmian w systemie edukacji, nie zagłębiam się zbytnio w problemy, z jakimi zmaga się ta sfera naszej rzeczywistości. Czytam jednak, że nasila się problem plagiatów i jestem skłonny w to uwierzyć: Internet poważnie się rozwinął i upowszechnił, młodzi ludzie doskonale się w nim poruszają i potrafią znaleźć czy to gotowe wypracowanie czy dłuższe odpowiedzi na zadania opisowe stanowiące pracę domową. Mają możliwości, więc korzystają. Często na zasadzie kopiuj-wklej, bez większego wysiłku, zagłębienia się w temat, analizy zagadnienia. Nie tylko oszukują, ale też ograniczają swój rozwój. I nie chcę, by zabrzmiało to moralizatorsko, ale to naprawdę jest problem, który trzeba rozwiązać. Podobno znaleziono sposób:

Promotorom na uczelniach w wyłapywaniu nadużyć pomagają systemy antyplagiatowe. Teraz podobne będą mogły stosować gimnazja i szkoły średnie. Jeszcze w tym roku taki system dla szkół wprowadzą wspólnie producent popularnych e-dzienników Librus i firma Plagiat.pl znana z walki z kopiowaniem na uczelniach wyższych (obsługuje 180 uczelni w Polsce i 200 na świecie).

W pierwszym etapie ich wspólny projekt ma objąć ok. 3,3 tys. polskich szkół, a więc blisko 1,2 mln uczniów oraz 115 tys. nauczycieli. Ci drudzy będą mogli bezpłatnie przeskanować prace swoich podopiecznych: zadania domowe, projekty, wypracowania, ale też klasówki. Bez wpisywania w Google’u i zgadywania, skąd pochodzi przepisana myśl, sprawdzą, czy nie ma tam „nieuprawnionych zapożyczeń”. System będzie porównywał zadania uczniów z zasobami internetowymi i bazami prac, które stworzą szkoły. Nie tylko w języku polskim, ale również w obcych.
[źródło]

I super: uczniowie korzystają z nowych technologii, nauczyciele też zaczną. Będziemy oglądać prawdziwe podchody, zawody polegające na tym, kto lepiej szuka i kombinuje. Czy uczniowi uda się wprowadzić nauczyciela w błąd? A może to belfer okaże się nie do pokonania? Zastanawiam się przy tym, ile czasu nauczyciel będzie musiał poświęcić, by to wszystko sprawdzić. Rozumiem, że dostanie specjalne narzędzie, ale ono samo nie działa. Część kadry zatem nie będzie z niego korzystać, lub zrobi to sporadycznie (chyba, że pojawią się jakieś wytyczne – trzeba złapać taki a ataki odsetek plagiatorów), część będzie tylko szukać internetowego kopiowania. Rozwiązanie idealne?

Nie napiszę, że wprowadzanie nowego systemu nie ma sensu, bo takie narzędzie faktycznie może się okazać pomocne – nawet w wyrywkowym sprawdzaniu. Warto jednak podejść do tematu od drugiej strony, nauczyć młodych ludzi, że można inaczej niż metodą kopiuj-wklej. Jesteśmy dzisiaj otoczeni przez źródła wiedzy i informacji, czerpać można do woli, ale nie jestem pewien, czy ktokolwiek przekazuje uczniom, jak poruszać się w tej rzeczywistości. Napiszę z własnego doświadczenia, że nie przypominam sobie, by nauczyciele tłumaczyli, jak robić przypisy, jak korzystać ze źródeł, jak tworzyć bibliografię, jak cytować. I przede wszystkim: jakie ma to znaczenie i po co się to robi. Nie dziwię się, że potem studenci mają z tym problem i wykładowcy narzekają na ich poziom (sami też często mają z tym problem).

Można oczywiście stwierdzić, że uczeń powinien się tego nauczyć sam albo może mu pomóc rodzina. Jasne, w niektórych przypadkach to zadziała. Ale czy każdy Polak wie, jak tworzyć (poprawnie!) przypisy? Tym powinna się zająć szkoła. Zaczynając od wyedukowania nauczycieli. Jeżeli uczeń przez kilka lat będzie przyswajał prostą informację: nie zrzynaj, a jeśli przepisujesz, zrób to fachowo, zgodnie z przyjętymi normami, to odsetek amatorów kopiuj-wklej powinien spaść.

Ktoś stwierdzi: ok, są przypisy i cytaty, ale co z zadaniami, wypracowaniami, które są w całości przepisywane? Przecież tego nie zacytujesz. I tu znowu pojawia się pole do zmian. Można przecież nauczyć ludzi, by korzystali z Sieci i szukali w niej odpowiedzi, ale w kreatywny sposób. Tak trzeba też konstruować zadania. Nie chcą siedzieć w bibliotekach (do tego też można zachęcić) czy ze stosem książek w domu? Trudno, Internet może sporo nauczyć, ale trzeba w nim wskazać odpowiednie miejsca. Dlaczego nie wykorzystać np. rozwiązania, o którym wczoraj pisał Marcin, by zachęcić do nauki historii, geografii czy fizyki? A to przecież jeden z masy przykładów.

Nie będę rozwijał tego wątku, bo nie chcę w kilku akapitach zmieniać systemu edukacji. Stwierdzam po prostu, że źle się stanie, gdy nauczycielom da się narzędzie do wyłapywania plagiatów, a nie zacznie się tłumaczyć ludziom (nauczycielom i uczniom), że można inaczej, że nie pokaże się, jak to robić. To znowu szukanie rozwiązania nie tam, gdzie trzeba. Ten system problemu nie rozwiąże, pewnie rozkręci się rynek pisania za kasę czy inne bonusy – specjaliści nie będą przepisywać albo nie wpadną przy weryfikacji.

PS Wrzucam w tekst krótki film, na którym prezentowane jest narzędzie do omijania Anty Plagiatu. Proste i pewnie skuteczne. A jak nie to, znajdzie się inne. Uczniowie będą mieli duże problemy, by znaleźć i korzystać? No właśnie…