209

Uczelnie w poważnym kryzysie: studenci uciekają przed nauką zdalną. Pewnie już nigdy nie wrócą

Okazuje się, że koronawirus może uderzyć w polskie uczelnie mocniej niż ktokolwiek mógł pomyśleć. Wydawało się, że wszystko mamy pod kontrolą. Szybkie przejście na nauczanie zdalne, całkiem niezłe rezultaty, czas na przegrupowanie sił przed kolejnym semestrem. Okazuje się jednak, że studenci wcale tego nie chcą i mają zamiar nacisnąć pauzę, problem w tym, że dużo mniej ponownie wciśnie play.

Tik tak, tik tak, tik tak…nowy semestr na uczelniach zbliża się wielkimi krokami. Jaka rzeczywistość nas czeka? W związku z tym, że jestem jednym z zainteresowanych i na pierwszej linii frontu, pozwoliłem sobie ostatnio napisać o tym czego bym sobie życzył w tym semestrze. Temat śledzę na bieżąco i uświadamiam sobie coraz mocniej, że uczelnie mogą stanąć przed ogromnym wyzwaniem jakim jest masowy odpływ studentów!

Nie o COVID-19 chodzi

No, a przynajmniej nie bezpośrednio. Patrząc po uczelniach rodzi się jasny obraz, że na większości z nich spodziewać się możemy raczej dwóch wariantów prowadzeniach zajęć. 

  1. Nauczania w 100% zdalnego
  2. Nauczania mieszanego: wykłady zdalne, ćwiczenia/laboratoria na miejscu na uczelni

W obu wariantach duża część prowadzonych zajęć odbywać się będzie z i w domu za pośrednictwem komputera. Okazuje się, że to właśnie z tego powodu coraz większa grupa przyszłych i obecnych studentów poważnie rozważa zrobienie sobie rocznej przerwy. Nie chodzi tu o strach przez zakażeniem, a o niechęć do nauki zdalnej. Muszę przyznać, że jest to naprawdę ciekawe zjawisko.

Możecie się pewnie zastanawiać co w tym złego? Jednoroczna czkawka nikogo nie zabije. Teraz będzie mniej, a potem będzie więcej (tzw. podwójny rocznik). Tak podpowiada logika, jednak praktyka jest inna. Z moich obserwacji z perspektywy studenta oraz ćwiczeniowca jasno wynika, że duża część z tych, którzy robią sobie przerwę już nie wróci, albo zrobi to dopiero po kilku latach.  

Weźmy jeszcze pod uwagę, że nikt tak naprawdę nie wie co będzie za rok oraz jak koronawirus wpłynie na szkolnictwo wyższe i czy nie doprowadzi to do szerszych i trwałych zmian w systemie.

Jakość na pierwszym miejscu

Cała historia ma pewien pozytyw. Pokazuje, że dużej części studentów nadal zależy na jakości zajęć i wiedzy jaką otrzymują. Nie zrozumcie mnie źle, ale z perspektywy stereotypowego „leniwego studenciaka” to nauka zdalna to istny raj na ziemi. Odpala się MS Teams, odbije się na liście, wycisza się mikrofon i można robić co się chce. Nie trzeba nigdzie jechać, łazić po salach, można siedzieć w bokserkach w zaciszu domu.

Zagrożenie jakie wyłania się przed uczelniami równocześnie pokazuje, że będą musiały one zawojować jakością. Wygrają te placówki, które poza posiadaną renomą będą wstanie przekonać studentów, że niezależnie od formy będą w stanie dostarczyć wysokiej jakości ofertę edukacyjną, a to oznacza inwestycje. Inwestycje w platformy szkoleniowe, obsługę zajęć online, a także szkolenie swojej kadry. Nawet na kierunkach informatycznych wykładowcy mają dość często problemy z dostosowaniem się do takiej formy nauczania. 

Studia bardziej elitarne?

A teraz puszczę wodze fantazji. Osoby z odpowiednią ilością lat na karku pamiętają czasy kiedy studia nie były tak masowe jak obecnie i posiadanie tytułu inżyniera czy magistra faktycznie coś znaczyło. Może, ale to takie ogromne MOŻE, za jakiś czas okaże się, że studentów jest mało, że nie wystarczy rzucić kamieniem, aby trafić jakiegoś magistra i posiadany tytuł znów zyska jakąś wartość.

Nie wiem czy to jeszcze możliwe. Dla wielu studia nie mają obecnie żadnego znaczenia, a ich użyteczność jest coraz mocniej kwestionowana.

Jeśli czyta to jakiś student to będę bardzo wdzięczny za podzielenie się swoją opinią na ten temat. Czy rozważacie wciśnięcie pauzy na rok aż sytuacja się unormuje? Oczywiście zdanie każdego jest jak zawsze u mnie mile widziane