83

Kierowcy Ubera z wysokimi grzywnami, kolejne miasta biorą aplikację na muszkę

Taksówkarze i urzędnicy wypowiadają wojnę Uberowi w kolejnych polskich miastach, kierowcy współpracujący z amerykańskim startupem zmagają się z coraz wyższymi grzywnami. Największym problemem jest jednak to, że temat jest "przesuwany" między władzami lokalnymi i centralnymi. Jeśli tak dalej pójdzie, możliwe, że dojdzie do zamieszek - niczym we Fancji albo Portugalii.

Uber, niczym bumerang i James Bond, powraca w medialnych doniesieniach. Czasem chodzi o testowanie nowych rozwiązań, np. autonomicznej jazdy albo ciekawe transakcje, ale najczęściej sprawa dotyczy sporów, kontrowersji i zmagań: z urzędnikami, politykami, służbami czy wreszcie taksówkarzami. Jakiś czas temu pisałem, że kierowcy jeżdżący z tą aplikacja w końcu się doigrali i pojawiły się wyroki:

W artykule czytamy, że trzej kierowcy Ubera zostali oskarżeni o wykonywanie działalności bez wymaganej licencji, że zawiadomienia kierował do sądu Urząd Miasta Krakowa, że zdaniem sądu okoliczności czynu i wina obwinionych nie budzą wątpliwości. W efekcie kierowcy muszą zapłacić grzywny wysokości 500 złotych (na dobrą sprawę nie muszą – wyrok jest nieprawomocny i kierowcy będą się pewnie odwoływać do wyższej instancji). Zarówno Uber, jak i kierowcy współpracujący z firmą, przekonywali (i robią to nadal), że urzędnicy działają w sposób niezgodny z prawem.[źródło]

Koniec tematu? Bynajmniej – sprawa jest rozwojowa. Krakowski sąd wydał kolejne wyroki i podniósł poprzeczkę, gdy mowa o karach:

Trzy z nich wyróżniają się spośród dotychczasowych wyroków, bowiem sąd nałożył niespotykane – jak do tej pory – grzywny w kwocie 2000 zł i koszty sądowe od 250 do 280 zł, w tym dwa na kierowców Ubera oraz jeden na kierowcę Bezpieczny Przejazd (w poprzednich wyrokach nakładane były grzywny 200, 500 lub 600 zł).[źródło]

Urzędnicy zapowiadają, że nie zamierzają odpuszczać i nadal będą kontrolować kierowców w Krakowie. Ale stolica Małopolski nie jest jedynym miastem, gdzie sytuacja jest zaogniona – przenosimy się do nieodległych Katowic, a tam…

Na Ubera w Katowicach zwrócili już uwagę radni PiS. W piśmie do prezydenta Marcina Krupy wspomnieli, że w sprawie działalności tej firmy dostali wiele skarg i protestów od taksówkarzy.

– Kierowcy pracujący w tych firmach są wprowadzani w błąd, że ich działalność ma charakter legalny. Te podmioty stanowią nieuczciwą konkurencję dla legalnych przedsiębiorstw taksówkowych płacących podatki w naszym mieście – napisali radni PiS. Podkreślili ponadto, że „sukcesy w zwalczaniu parataksówkowej działalności UBER-a odnosi Kraków i inne miasta. Poprosili prezydenta Katowic, by poinformował, co zamierza w tej sprawie zrobić.[źródło]

Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że polski rząd, również wywodzący się z PiS, na razie nie dążył do zrobienia porządku z firmą Uber i podobnymi jej biznesami. Co więcej, pisałem kiedyś, że amerykańska korporacja może się czuć u nas bezpieczna:

W Rzeczpospolitej pojawił się tekst Uber ma zielone światło, który prawdopodobnie zirytuje taksówkarzy i uraduje „uberowców”. Wynika z niego, że polski rząd nie zamierza walczyć z amerykańską korporacją. Kazimierz Smoliński, wiceminister infrastruktury, mówi wprost, że sektor taksówkarski musi sobie sam radzić z konkurencją – może i deregulacja tego biznesu poszła w naszym kraju za daleko, ale teraz nie da się tego zmienić. Przynajmniej władze nie zamierzają tego zmieniać, nie chcą zwalczać korporacji zakazami i nakazami. Co ciekawe, niebawem dojdzie w Krakowie do spotkania wicepremiera Jarosława Gowina z jednym z top menedżerów Ubera – to raczej zapowiedź współpracy niż walki.[źródło]

Radni próbują rozwiazać sprawę na szczeblu lokalnym, katowickie władze przesuwają problem na arenę ogólnopolską, chcą, by spór rozwiązała Warszawa:

Miejscy urzędnicy zgadzają się, że problemem powinien zając się Sejm.– „Jako miasto mamy ograniczone możliwości kontrolowania tego typu działalności. Ci kierowcy nie mają licencji na działalność w formie taksówki, więc w świetle prawa lokalnego nie podlegają takim kontrolom, jakim podlegają taksówkarze” – tłumaczy Danuta Pylla z Wydziału Komunikacji Urzędu Miejskiego w Katowicach.[źródło]

Tymczasem władze centralne… odsyłam kilka akapitów wyżej. Pat. A gorąco robi się także w Łodzi:

Związki zawodowe łódzkich taksówkarzy chcą, by radni wsparli ich w walce z firmą przewozową Uber. Ta, ich zdaniem, działa na łódzkim rynku nielegalnie, a podróżowanie z kierowcą Ubera wiązać się może, według taksówkarzy, ze sporym ryzykiem. Uber odpowiada, że aplikacja działa legalnie, a kierowcy są sprawdzani podczas rekrutacji.[źródło]

Nadal nie wiadomo, kto ostatecznie podejmie kroki, by rozwiązać problem. O ile zostaną one podjęte. Obawiam się, że w końcu może u nas dojść do sytuacji, z jaką niedawno zderzyła się Portugalia – kilka tysięcy taksówkarzy protestowało w Lizbonie przeciwko Uberowi, domagali się od władz reakcji. Dążono do zablokowania lotniska, doszło do starć z policją. Mamy zatem powtórkę z francuskiego rozwiązania. Chociaż we Francji nałożono sporą grzywnę na Ubera i jej top menedżerów. Wcześniej musiały jednak spłonąć samochody…

Z punktu widzenia taksówkarzy nadal najgorsze jest to, że sami sobie szkodzą – niedawno hitem mediów społecznościowych był film prezentujący „obywatelskie zatrzymanie małżeństwa” (umieszczam wyżej), który nie wystawia najlepszego świadectwa tej grupie zawodowej. Człowiek obejrzy taki materiał i jakoś nie żal mu taksówkarzy, którzy nie potrafią się zachować, stają się „szeryfami”. A gdy jeszcze później wypróbuje Ubera i dowie się, że nie jest to „największe zło”, jak aplikację przedstawiają niektórzy, to zacznie się zastanawiać, czy rzeczywiście należy bronić korporacji taksówkarskich.