23

Lepszy od większości seriali Marvel. Recenzja Tytanów na Netflix

Pierwszy zwiastun Tytanów, którzy pojawili się niedawno w serwisie Netflix, nie nastrajał zbyt optymistycznie i wywołał skrajne reakcje. Uspokajam, wyszedł naprawdę udany serial - tylko przebrnijcie przez pierwszy odcinek i nie odpuszczajcie.

Robin

Jedną z najważniejszych cech serialu docenią przede wszystkim (a obawiam się, że tylko) fani uniwersum DC. Kojarzycie postać Robina, prawda? Choćby z żartu:

– co mówi Batman kiedy chce żeby Robin wsiadł do Batmobilu?
– wsiadaj Robin.

Pomocnik Nietoperza obecny jest w świecie DC od lat 60. ubiegłego wieku, nigdy jednak tak naprawdę nie był traktowany odpowiednio. Po prostu był, pomagał. Oczywiście nie jestem jakimś hardkorowym fanem DC i mogłem się po prostu do pewnych informacji nie dokopać, jednak nikt tak naprawdę nie poświęcił jego postaci odpowiedniej uwagi. Aż do teraz.

Tytani to serial przede wszystkim o Robinie i Dicku Graysonie. Rozdzielam te dwie postacie tak samo jak rozdarty jest główny bohater. Z jednej strony Robin siedzi w nim tak mocno, że całkowicie zmienił jego życie, z drugiej Dick stara się z nim rozstać by odzyskać wreszcie normalność. Pokazano jego problemy z czasów dzieciństwa oraz to, jak mocno wpłynęła na niego śmierć rodziców. Istotne są też specyficzne relacje z Brucem oraz sposób, w jaki brutalna codzienność Robina wpłynęły na radzenie sobie w kryzysowych sytuacjach, niezwykle istotny jest też brak umiejętności opanowania brutalności co w zasadzie definiuje tę postać. To wszystko wymieszano ze wspomnianą tęsknotą za normalnym życiem – co więcej, na przestrzeni 11 odcinków udało się też ukazać przemianę Graysona. A to daje niezłe podwaliny pod Nightwinga, który mam nadzieję doczeka się kiedyś swojego serialu.

Batman

Choć to serial o Robinie, jednym z najważniejszych tematów jest…Batman. Jeden z wątków kręci się całkowicie wokół niego (i jest naprawdę spoko), jednak w zasadzie od pierwszego odcinka Nietoperz staje się nieodłączną częścią opowieści – mimo tego, że przez większość serialu w ogóle go nie widzimy. Z jednej więc strony mamy obecne już w pierwszym zwiastunie „jeb…Batmana”, z drugiej Grayson nie potrafi żyć bez wspominania czasu spędzonego z ubranym w czarny strój bohaterem. Bo musicie wiedzieć, że akcja serialu nie rozgrywa się w Gotham – Grayson rezygnując z bycia Robinem, zrezygnował również z obecności w ikonicznym mieście amerykańskiej przestępczości. Temat odwieszenia do szafy stroju jest tu bardzo mocno zaakcentowany, jednak nie obawiajcie się – Dick wskakuje w swoje fatałaszki i klepie złoczyńców również w nowej miejscówce. Same sceny walki są dobrze poprowadzone, dynamiczne i choć nie ma ich tu znowu tak wiele, dobrze dopełniają obraz. Co moim zdaniem ważne, praktycznie nie oglądamy tu dziwnie skomplikowanych wygibasów, robiących z bohaterów chińskich mistrzów sztuk walki. Czuć za to moc ciosów, którym trochę bliżej do realnego świata. Oczywiście trochę, bo nawet kiedy któryś z nich przyjmuje konkretne kombo, wciąż potrafi się po nim podnieść i jednym lub dwoma ciosami posłać przeciwnika na deski.

I ekipa

Czytałem, że w zasadzie wszystkie filmy i seriale DC mają jeden problem – sięganie po inne postacie. Tu tego w ogóle nie czuć – poznajemy Doom Patrol, sąHawk i Dove, jest Donna Tray – pojawia się też Joker i Batman. Tych dwóch jegomości pokazano jednak w specyficzny sposób. Otóż nie widzimy w ogóle twarzy Wayne’a, Joker też jest zasłonięty – buduje to specyficzny klimat, który bardzo doceniam.

Kluczową postacią dla przemiany Graysona, jak i całej opowieści pierwszego sezonu jest Rachel Roth – nastolatka, w której drzemią demoniczne moce. To ona otwiera Graysona na ludzkie uczucia, jednocześnie sama (nie) radząc sobie z siłą, której nie rozumie. Delikatnie przedstawiono też inne postacie, które przewijają się obok nich, jednak na tyle ciekawie, by nie były jedynie tłem. Generalnie główny trzon opowieści jest prosty – Rachel dociera do Graysona i prosi go o pomoc. A ta jest potrzebna, bo dosłownie wszyscy naokoło próbują ją porwać. Wbrew temu, co sugerował pierwszy zwiastun, Tytani nie są więc opowieścią o grupie zamaskowanych przyjaciół, którzy sieją postrach w przestępczym światu – to bardziej obraz o ucieczce i próbie przeżycia.

Zobacz też: Najlepsze filmy Netflix

Tytani wydają się dziwnie “teatralni”, przerysowani. Spora w tym rola humorystycznego podejścia do pewnych elementów, przez co trudno traktować ten serial poważnie. Z drugiej strony nosi on wiele cech horroru. Tak, czasem takiego typowego, innym razem psychologicznego. Jednocześnie autorzy nie stronią od przemocy, krew potrafi sikać hektolitrami, nikt się boi się tu pokazać cięć bronią białą czy połamanych kości. Wszystko przedstawiono jednak ze smakiem, bez zbędnego gore, które psułoby odbiór całości. Zupełnie inaczej niż w Plagach Breslau Patryka Vegi.

Werdykt

Przyznaję się bez bicia – od seriali DC prawie zawsze się odbijam, wyjątkiem było tu Smallville, ale po pierwsze uwielbiam Supermana, po drugie to były inne czasy. Oglądałem Gotham, Flasha, Arrow, ale nigdy nie dociągnąłem do końca i w którymś momencie odpuszczałem. I Tytanów też miałem odpuścić po pierwszym odcinku, na szczęście tego nie zrobiłem, bo już od drugiego serial zaczął mi się podobać. Trochę szkoda, że nie zrobiono go z większym rozmachem, ale jednak Tytani obrócili to na swoją korzyść. Udało się stworzyć ciężki klimat, jednocześnie nie rezygnując z niezłych scen walki i nawet CGI nie wyszło tak źle (choć nie zawsze). Mocno przerysowany, czasem niedorzeczny, ale w większości wciągający i dobrze napisany. Specyficzna mieszanka, która ma prawo się podobać i z tego co widziałem, odbiór jest niezły. Jeśli lubicie seriale o superbohaterach, a macie dość Marveli, sprawdźcie Tytanów – nie pożałujecie.