50

Tymczasem przed sklepem Apple…

Plotek dotyczących iPhone’a 6S już się doczekałem – niedawno pisałem o tym dziwnym zjawisku. Teraz przyszedł czas na następną ciekawostkę związaną z firmą Apple, jej produktami i fanami: przed nowojorskim, najbardziej znanym sklepem amerykańskiej korporacji zaczęła się tworzyć kolejka. Szaleństwo, ale skoro można na nim nieźle zarobić… Do dnia premiery nowego produktu (nowych produktów?), a […]

Plotek dotyczących iPhone’a 6S już się doczekałem – niedawno pisałem o tym dziwnym zjawisku. Teraz przyszedł czas na następną ciekawostkę związaną z firmą Apple, jej produktami i fanami: przed nowojorskim, najbardziej znanym sklepem amerykańskiej korporacji zaczęła się tworzyć kolejka. Szaleństwo, ale skoro można na nim nieźle zarobić…

Do dnia premiery nowego produktu (nowych produktów?), a tym bardziej do momentu rozpoczęcia ich sprzedaży zostało jeszcze trochę czasu – kolejkowicze muszą się uzbroić nie tylko w cierpliwość, ale też w poważny zestaw zapewniający przetrwanie na chodniku tych kilku, a może nawet kilkunastu dni. Nie dziwi już widok rozkładanych krzeseł, namiotów, łóżek polowych, dużych parasoli itd. Wiele osób pewnie uśmiechnie się pod nosem albo głośno zadrwi z koczujących, bo trudno zrozumieć ich zachowanie. Po pierwsze, nie wiadomo, co zostanie pokazane i czy warto to kupować, a po drugie, nie ma przecież sensu stać w kolejce po coś, co za jakiś czas będzie można kupić od ręki, wchodząc do sklepu prosto z ulicy. Wszystko to z miłości do marki?

Część osób pewnie faktycznie stoi lub będzie stała w tej kolejce, bo należy do „drużyny Apple”. I tak, jak kibice jeżdżą ze swoją drużyną na jej mecze, kupują stroje i dopingują, tak fani producenta sprzętu dają upust swojemu wsparciu koczując przed sklepem. To jednak część gromady. Są też tacy, którzy przychodzą dla towarzystwa, bo dzieje się coś ciekawego, niektórym zwyczajnie się nudzi, a mają potrzebę przebywania w dużej grupie ludzi. Tych jednostek będzie z każdym dniem przybywać.

Na razie jednak przed sklepem ustawiają się najzagorzalsi fani, fanatycy chciałoby się napisać, „biznesmeni” i osoby wyglądające kamer. Pierwszej grupy nie trzeba chyba przedstawiać. W drugiej znajdują się ci, którzy w dniu rozpoczęcia sprzedaży ustąpią miejsca temu, kto za nie najwięcej zapłaci. A skoro ludzie są w stanie (i chcą) za to płacić, to można postać – do kieszeni wpadnie kila tysięcy dolarów. Gdy tłum odejdzie, będzie można sobie kupić nowego iPhone’a. I na czynsz zostanie…

Jest jeszcze grupa, która chce się znaleźć na zdjęciach i filmach prezentowanych przez media. Zarówno te tradycyjne, jak i nowego typu. Może ktoś nawet wywiad przeprowadzi? Takie zachowanie wynika jedynie z próżności i chęci zaistnienia w szklanym pudle (lub pudełeczku)? Niekoniecznie – są i tacy, którzy promują w ten sposób swoją lub czyjąś firmę albo fundację. W poprzednich latach były już takie przypadki, w tym pewnie pojawi się ich jeszcze więcej.

Patrzę na ten spektakl od kilku lat i nadal mnie dziwi. Nie potępiam, nie wyśmiewam – jeśli ktoś chce w ten sposób spędzać swój czas, ma do tego zdrowie i przede wszystkim możliwości, to daj im Boże. By w przyszłym roku znów mogli pojawić się przed sklepem i zapewnić mi temat do przemyśleń we wrześniowe przedpołudnie…