24

Tylko w lutym z Google Play zniknęło 60 tys. aplikacji. Początek wielkich porządków?

Często w komentarzach (najczęściej o artykułach typu Android vs. iOS) widzę zarzuty, że w AppStore znajdziemy masę przydatnych i wartościowych aplikacji, a Google Play to śmietnik. W istocie listy popularnych produkcji na Androida są pełne dziwnych, niepraktycznych programów, z którymi jednak kalifornijska firma zaczęła właśnie coś robić. W samym lutym ze sklepu wyleciało 60 tys. […]

Często w komentarzach (najczęściej o artykułach typu Android vs. iOS) widzę zarzuty, że w AppStore znajdziemy masę przydatnych i wartościowych aplikacji, a Google Play to śmietnik. W istocie listy popularnych produkcji na Androida są pełne dziwnych, niepraktycznych programów, z którymi jednak kalifornijska firma zaczęła właśnie coś robić. W samym lutym ze sklepu wyleciało 60 tys. śmieciowych aplikacji, a to prawdopodobnie dopiero początek.

Jak podaje TechCrunch, powołując się na własne źródła, minione tygodnie były dla Google Play wielką czystką. Te 60 tys. usuniętych aplikacji ma być bowiem pierwszym krokiem do przygotowania sklepu na uruchomienie wersji 4.0, o której jakiś czas temu pisał Jan. Część ze śmieciowych programów wykasowano całkowicie, a część została usunięta przez samych programistów wskutek nacisków Google’a. Najwięcej z nich należy do kategorii multimediów, a konkretnie dzwonków MP3.google-play-store-design-youtube

Google nigdy nie miał tak restrykcyjnych zasad, wg których przyjmowane były aplikacje do sklepu. Niemniej w przeszłości zdarzały się już sytuacje, że pracownicy firmy usuwali niektóre pozycje ze względu na naruszenie regulaminu lub inne przypadłości (najgłośniej było oczywiście o tych, które narażały na niebezpieczeństwo samych użytkowników). Nie zapowiada się, by to uległo zmianie. Aplikacje będą dalej swobodnie debiutowały w sklepie, a gigant doskonalił swoje algorytmy i eliminował spam (zupełnie tak, jak w wyszukiwarce).

Rywalizacja na linii Google Play – AppStore ciągle nabiera rumieńców. Google deklaruje, że ma w swoim sklepie 700 tys. pozycji (niektóre źródła podają, że w czerwcu stuknie milion), kiedy na iOS znajdziemy ich o 100 tys. więcej. Wskutek odmiennych zasad przyjmowania nowych produktów do bazy naturalnym wydaje się rychłe prześcignięcie Apple’a.

Nie o ilość, ale o jakość tutaj się jednak rozchodzi. Od pewnego czasu recenzuję aplikacje na AntyApps i ciągle trafiam na androidowe nowości, które w AppStore były dostępne już ładne pół roku temu. Poważne firmy ciągle najpierw celują w iOS, bo tam mogą liczyć na większe zyski  i nie utoną w bagnie śmieciowych produktów. Dopóki Google Play będzie obfitowało w tego typu spam, sytuacja nie ulegnie zmianie.

A tymczasem co bardziej odczuje użytkownik końcowy? Milion aplikacji stojących na różnym poziomie, czy kilkaset tysięcy starannie wyselekcjonowanych produktów? W takiej perspektywie posunięcie Google wydaje się bardzo rozsądne i racjonalne. Podejrzewam, że to dopiero początek większych zmian, bo skoro algorytmy wyszukujące spam w Google Play są już na tyle dobre, by wyłapać 60 tys. pozycji, to nic nie stoi na przeszkodzie by stosować je regularnie.