19

Tyle pieniędzy, takie możliwości, a Google wciąż nie ma gogli VR

O cardboardzie wspominać nie będę, choć uważam, że warto choć raz założyć go na głowę (a raczej na nos). Mamy wielki boom na wirtualną rzeczywistość, a Google wciąż nie pokazało niczego, co by się w ten trend wpisywało. Podobnie ma się sprawa z rozszerzoną rzeczywistością.

HTC ma Vive, Facebook Oculus Rift, Sony PlayStation VR, a Microsoft cały czas dłubie przy Hololens. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że tak wielka i inwestująca w innowacje firma jak Google szybko się w tym towarzystwie znajdzie, tymczasem albo wspomina się nieśmiało, że coś tak sobie dłubią, albo dementuje te plotki.

Wieść gminna niejednokrotnie niosła, że Google pracuje nad sprzętem wirtualnej rzeczywistości, mogącym konkurować właśnie z Oculusem i HTC. Kilka dni temu świat obiegła informacja, że projekt został wstrzymany, a firma przeniosła większość pracujących nad nim osób do działu zajmującego się mobilnym VR – głównie do produkcji narzędzi do tworzenia aplikacji i gier na smartfony. Choć Google wstrzymało się od oficjalnego stanowiska w tej spawie, wspominano jednak nieoficjalnie o specjalnej, liczącej 50 osób grupie zajmującej się właśnie samodzielnym sprzętem do wirtualnej rzeczywistości – i nie chodzi to u Daydream, które ma działać na najnowszej wersji Androida i oferować coś więcej niż cardboard.

Tymczasem inne źródła dementują plotki o zaprzestaniu prac nad hełmem wirtualnej rzeczywistości. Engadget sugeruje, że firma wciąż pracuje nad headsetem, który nie wykorzystuje telefonu, a posiada własny ekran. Co więcej, ma mu być bliżej HoloLensowi niż Oculusowi – co miałoby być efektem zmiany kierunku prac i pod kątem VR skupieniu się na rozwiązaniach z wykorzystaniem telefonu. Ba, sprzęt miałby być na tyle samodzielny, że nie korzystałby również z PC-ta, stając się w pełni kompletnym urządzeniem. Jeśli w lutym The Wall Street Journal pisał o tym samym sprzęcie miałby on posiadać skierowane na zewnątrz kamery oraz chip śledzący ruchy głowy użytkownika.

To nie pierwszy raz kiedy Google bierze się za rozszerzoną rzeczywistość, wsparło przecież swego czasu firmę Magic Leap, której własny headset robił użytek z tej technologii. O rozszerzonej rzeczywistości większość z nas zapomniała, tymczasem ogromny sukces Pokemon Go może (choć nie musi) dać jej drugie życie – może właśnie za sprawą Google. Z drugiej strony warto sobie przypomnieć Google Glass, rewolucyjne okulary, które miały zmienić świat. Wielkie zamieszanie okazało się niczym więcej, jak tylko napompowaniem wielkiego balonu, który bardzo głośno pękł, pozostawiając niedosyt i pokazując, że Google nie zna się na sprzęcie tak dobrze, jak na oprogramowaniu.

Ja jestem jednak dobrej myśli – przy takich zasobach finansowych i możliwościach rekrutacji najlepszych specjalistów w branży, są ogromne szanse na rewolucyjne urządzenie. A to jest wciąż potrzebne, bo mimo tego, że na rynku mamy już kilka propozycji od konkurencji, rewolucja nie będzie mieć pełnej mocy jeśli wszyscy najmocniejsi gracze na rynku nie wezmą w niej udziału. Bierność nie oznacza zmian, a ja wyczekuję nowego sposobu konsumpcji treści, mając już dość klasycznych ekranów i mizernych prób zapraszania do wirtualnych światów przez okno monitora.

grafika: 1, 2

źródło: 1, 2