25

Twórca Quake’a i Dooma: „pecety dominują na rynku gier wideo”

Jeszcze pamiętam czasy, kiedy wszyscy wieszczyli koniec pecetów, a przynajmniej dalej postępującą marginalizację tego segmentu. Granie na komputerach osobistych miało zaniknąć, albo ledwie dyszeć, napędzane heroicznym wysiłkiem woli małej grupki idealistów i pasjonatów. Jak wszyscy wiemy, jest zupełnie inaczej – zabawa na pecetach kwitnie. Dlaczego? Niech odpowie Wam John Romero. Kim jest właściwie John Romero? […]

Jeszcze pamiętam czasy, kiedy wszyscy wieszczyli koniec pecetów, a przynajmniej dalej postępującą marginalizację tego segmentu. Granie na komputerach osobistych miało zaniknąć, albo ledwie dyszeć, napędzane heroicznym wysiłkiem woli małej grupki idealistów i pasjonatów. Jak wszyscy wiemy, jest zupełnie inaczej – zabawa na pecetach kwitnie. Dlaczego? Niech odpowie Wam John Romero.

Kim jest właściwie John Romero? To jeden z najbardziej szanowanych twórców gier wideo – osoba odpowiedzialna za dużą część Wolfensteina 3D, Dooma czy Quake’a. Podczas gdy John Carmack odpowiadał w dużej mierze za technikalia, tak Romero był osobą, która zajmowała się częścią konceptualną właściwej zabawy. To jemu zawdzięczamy m.in. nazwę „deathmatch”, odnoszącą się do trybu multiplayer w strzelaninach. Dziś nie ma już takiego wzięcia jak kiedyś, nie oznacza to jednak, że nie pracuje w branży i nie wiedzie mu się nieźle.

Zdaniem Romero są dwa główne czynniki, które odpowiadają za sukces pecetowego grania w ostatnich latach. Są to przede wszystkim: free-to-play i wyprzedaże na Steamie.

Mając peceta masz dostęp do gier free-to-play i gier na Steama sprzedawanych po pięć dolców. Pecety dziesiątkują konsole, chociażby samą ceną. Free-to-play zabiło setki studiów AAA. – John Romero

Odnosząc się jeszcze do kwestii free-to-play designer stwierdził, że powodem, dla którego wielu graczy nie lubi free-to-play, jest kiepska praca projektantów. Zdaniem Romero trzeba sprawić, aby gracze chcieli płacić, a nie musieli. Trudno się z tym nie zgodzić.

Osobiście sądzę, jest jest w tym sporo uproszczenia, a także nie patrzenia na sprawę z szerszej perspektywy, ale generalnie rzecz biorąc… tak – głównymi, bezpośrednimi przyczynami, dla których pecety w tej chwili na nowo rozkwitają, są właśnie free-to-play i wyprzedaże. Nic oczywiście nie stoi na przeszkodzie, żeby producenci konsol wzięli co najlepsze z nowych trendów na PC i starali się je przenieść na swoje systemy, ale… no właśnie – w tym przypadku muszą się oni starać, pozyskiwać, delegować środki. Rynkiem PC nikt nie steruje, a co za tym idzie, nikt nie ponosi kosztów kierowania. Sony czy Microsoft mogą zachęcać twórców produkcji free-to-play czy deweloperów niezależnych do wydawania swoich gier na ich sprzęty, ale jest to zadanie ciężkie, a w dodatku spotykające się z silnym oporem „dużych” partnerów, z którymi trzeba dobrze żyć, z wielkimi wydawcami pokroju EA, Activision czy Ubisoft.