6

Twitter – jak go używać, żeby zupełnie nie zwariować?

Facebook, Twitter, Instagram, LinkedIn, TikTok... social media w dużym stopniu zawładnęły naszym życiem. Dla sporej grupy osób stały się wręcz sposobem na życie, dla innych są źródłem nowości, wiedzy i pozwalają zorientować się, w jakim kierunku zmierza nasz świat. Nie łatwo jest jednak nad nimi, a raczej nad sobą, zapanować, potrzeba do tego wewnętrznej dyscypliny, a nie zaszkodzi też wspomóc się odpowiednim systemem i narzędziami. Tutaj chciałbym podzielić się własnymi doświadczeniami w zakresie zarządzania Twitterem na macOS.

Krok pierwszy, platforma wiodąca

Pierwszy krok ma więcej wspólnego z filozofią niż technologią. Jeśli nie chcemy totalnie przepaść w świecie, który polega na przełączaniu się pomiędzy aplikacjami kolejnych serwisów warto znaleźć ten jeden wiodący. W moim przypadku proces polegał na wyborze pomiędzy Twitterem a Facebookiem. Linkedin z racji pro zawodowego charakteru wisi tylko jako swoiste CV, nie zaglądam tam częściej niż raz na miesiąc, Instagrama nie używam praktycznie w ogóle, do infantylnych TikToków nie zbliżam się w ogóle.

Kiedy sociale startowały, to Facebook był moim głównym narzędziem, ale po pewnym czasie okazało się, że jeśli dobrze poszukać, na twitterze można znaleźć bardzo wiele merytorycznych kont, a ograniczenie w liczbie znaków pozwala znacznie szybciej zweryfikować, czy temat jest interesujący i wartościowy. Dość powiedzieć, że to tam przeniosły się najciekawsze dyskusje historyczne, choć wydawałoby się na zdrowy rozum, że ludzie z tej branży raczej rozwlekają wypowiedzi niż je kondensują.

Ogromny skokiem jakościowym dla polskiego Twittera było podniesienie tego limitu do 280 znaków. O ile dla angielskiego 140 mogło być wystarczające, specyfika naszego języka wymaga trochę dłuższych form. Obecny limit to moim zdaniem optimum, pozwalające na poważne dyskusje, ale wymuszające dyscypliny w pisaniu. Na facebooku do dziś widzi się kilometrowe posty, w których autorzy nie wysilili się nawet żeby podzielić je na akapity. Dziś używam go głównie do pisania na zamkniętych grupach tematycznych.

Krok drugi, śledzenie kontra lista tematyczna

Kiedy człowiek polubi Twittera pierwszą jego reakcją jest „folołowanie” wszystkiego, co się rusza z interesujących nas dziedzin. Po pewnym czasie nasza linia czasu przypomina totalny śmietnik. W moim przypadku sprawdziła się zasada tworzenia list tematycznych, które pozwalają, po pierwsze obserwować w skumulowanej formie osoby z jednej „bańki” tematycznej, a po drugie, osób obserwowanych na listach nie muszę śledzić.

Funkcji „Follow” używam tylko dla osób, które uważam że warto w ten sposób wesprzeć moralnie :), albo tych, których wypowiedzi, z różnych względów, chciałbym mieć szansę wyłapać szybciej. Stąd często bywa tak, że zauważając jakiś ciekawy, rokujący wpis wrzucam go i na listę i włączam śledzenie, a po pewnym czasie następuje weryfikacja. Czasem takie konto wyleci z obu miejsc, a czasem przestaje je śledzić, ale zostawiam na liście.

Dodatkowo, jeśli widzę coś ciekawego na timeline, czego nie mam czasu odczytać na bieżąco, wrzucam to do zakładek, stosując zasadę, że przed pójściem spać to miejsce musi zostać wyczyszczone do zera. Na początku, gdy tej zasady jeszcze nie wprowadziłem, zakładki błyskawicznie zamieniały się w bezużyteczny śmietnik.

Kolejną rzeczą, którą raz na jakiś czas można uskutecznić, to wejście w Ustawienia i prywatność > Prywatność i bezpieczeństwo > Treści, które widzisz > Zainteresowania. Twitter zbiera w tym miejscy frazy po których na podstawie naszej wcześniejszej aktywności wyszukuje dla nas tematy i czasem znajdziemy tam bardzo dziwaczne rzeczy. Ciężko określić na ile ma to znaczenie, ja od czasu do czasu taką higieniczną operację przeprowadzam.

Krok trzeci, użyj agregatu

Ostanim krokiem, który spina w całość poprzednie elementy, jest użycie programu do przeglądania wielu wątków na raz. Osobiście używam TweetDecka, oryginalnego klienta firmy, ponieważ w związku ze zmianami w API serwisu, tylko on potrafi streamować tweety. Najlepiej zaprojektowanym programem jest moim zdaniem TweetBot, ale niestety ograniczeń narzuconych przez korporację nie przeskoczy.

W TweetDecku ustawiam stworzone listy na poszczególnych panelach, w kolejności takiej, jaka najbardziej mi odpowiada. Dokładam też często osobne panele tymczasowe, z obserwacją konkretnych użytkowników gdy toczy się w jego kręgu ciekawa dyskusja lub słów kluczowych i hashtagów np. w okolicach ważnych konferencji.

To wszystko pozwala mi poświęcać relatywnie mało czasu  na wyszukiwanie treści, a jednocześnie większość interesujących mnie informacji wpada w moje sito. Ciekaw jestem też, jak Wy sobie z tym radzicie i jakie narzędzia preferujecie. Jeśli ktoś jest chętny podzielić się wiedzą, zapraszam do komentarzy.