3

Twitter będzie sprzedawać powierzchnię reklamową politykom. Na szczęście na razie tylko w USA

Twitter to chyba najpopularniejszy serwis mikroblogowy na świecie, ale dopiero od niedawna zaczął eksperymentować z mechanizmami reklamowymi. Jest to naprawdę zaskakujące, zwłaszcza, gdy przyjrzymy się tegorocznej liście Digital 100, na której firma ta plasuje się na 4 miejscu, a jej szacowana wartość opiewa na kwotę 8 miliardów dolarów. W końcu, po ponad 4 latach od […]

Twitter to chyba najpopularniejszy serwis mikroblogowy na świecie, ale dopiero od niedawna zaczął eksperymentować z mechanizmami reklamowymi. Jest to naprawdę zaskakujące, zwłaszcza, gdy przyjrzymy się tegorocznej liście Digital 100, na której firma ta plasuje się na 4 miejscu, a jej szacowana wartość opiewa na kwotę 8 miliardów dolarów.

W końcu, po ponad 4 latach od zaistnienia, Twitter zaczął wprowadzać reklamy. Trudno się dziwić, przy około 100 milionach aktywnych użytkowników jego potencjał reklamowy jest olbrzymi i do tej pory leżał odłogiem. Ale już przestaje.  

W 2012, roku końca świata, Stany Zjednoczone będą żyły tylko jednym wydarzeniem– kampanią wyborczą. Szacuje się, że sama kampania prezydencka może kosztować nawet miliard dolarów. Politycy będą wydawać pieniądze na prawo i lewo. Nie skorzystać z takiej okazji byłoby, jeżeli nie grzechem, to przynajmniej marnotrawstwem. Dlatego, jak donosi Politico, Twitter zamierza dać możliwość amerykańskim politykom wydać u siebie pieniądze.

Na szczęście nie musimy się obawiać, że nagle z naszego streamu zaczną uśmiechać się szczerze tuzy amerykańskiej polityki. Nasze profile mają pozostać wolne od reklam, a Twitter będzie sprzedawał jedynie promujące tweety, promujące trends i konta premium. Podobno już 5 komitetów wyborczych zdecydowało się na taką reklamę.

Czy politykom opłaci się promocja za pomocą Twittera? Trudno powiedzieć. Z jednej strony potencjalnych odbiorców jest około 100 milionów, ale tylko 7-8% Amerykanów korzysta z tego mikrobloga. Również sam mechanizm reklamowania się na Twitterze jest mocno ograniczony. Dla użytkowników, którzy nie chcą być bombardowani politycznymi lub jakimikolwiek reklamami to dobrze, dla samych polityków niekoniecznie. O skuteczności Twittera jako środka politycznego marketingu przyjdzie nam się przekonać dopiero za rok.

Zastanawiam się, czy twitterowa kampania reklamowa mogłaby mieć miejsce w Polsce, jeżeli oczywiście byłaby możliwość jej wykupienia. Wprawdzie do wyborów zostało trochę więcej, niż dwa tygodnie, ale puśćmy na chwilę wodze fantazji. Generalnie polityczny e-marketing w polskim wydaniu nie przynosi szczególnie spektakularnego żniwa. Dla przykładu Platforma Obywatelska na Facebooku ma zaledwie 19 tysięcy obserwujących, sam Donald Tusk ledwo 3 tysiące. Najwięcej ma chyba Ruch Palikota – ponad 40 tysięcy.

Jeszcze gorzej jest na Twitterze. Serwis ten nie jest szczególnie popularny w naszym kraju i mało jest polityków, którzy aktywnie się na nim udzielają. Do najchętniej tweetujących należy Radosław Sikorski, który ma ponad 15 tysięcy fallowerów, ale już jego partia ledwo 3 tysiące. Jak dodamy jeszcze do tego liczby z twitt.pl, zgodnie z którymi Polaków korzystających z Twittera nie ma nawet 9 tysięcy, to nie trzeba doktoratu z matematyki, aby stwierdzić, że Twitter, jako narzędzie reklamy politycznej nie ma racji bytu.

Z korzyścią dla jego polskich użytkowników.