62

Po paśmie reklamowym w TVP czuje się 30 lat starsza i bardziej schorowana. Nie męczmy tak rodaków

Mówi się, że telewizja nas ogłupia. Ale żeby wywoływała u nas wszelkie możliwe schorzenia? To już, o ironio, chore.

Tradycyjnej telewizji nie oglądam praktycznie w ogóle. Jak mi się już zdarzyło przyznać, zdarza mi się oglądać różnego rodzaju programy rozrywkowe. Tak się składa, że wszystkie lecą na TVN-ie albo na Polsacie. Korzystam z dobrodziejstw ich VOD, czasami dokoleguję się do nagrywarki w dekoderze, z której korzysta mama. Skutkiem tego jest, że nawet jak zdarza mi się obejrzeć coś w telewizji, unikam reklam praktycznie w stu procentach. Widuję je głównie w kinach, czasami na YouTubie. W ostatni weekend byłam jednak u mamy i nie zajmowałyśmy się oglądaniem niczego konkretnego. Rozmawiałyśmy i przerzucałyśmy kanały, nic takiego. Jednak w pewnym momencie mój wzrok przykuł program, który wyświetlił się na ekranie. I tak zaczęła się bardzo dziwna godzina.

(Nie)wesołe jest życie staruszka

Trafiłyśmy na połowę odcinka Koła Fortuny na TVP2. Byłam wielce zdziwiona, że nie prowadzi już tego Rafał Brzozowski. Norbi w roli prowadzącego robił co mógł. Sama zabawa była oczywiście lekko absurdalna. Uroczym wydał mi się zestaw porcelany do kawy, który w pewnym momencie wygrał uczestnik. Uroczo głupia była też prowadząca. Dziewczę z wymową kompletnie nienadającą się do telewizji (bo w tej wersji faktycznie ma sporo do powiedzenia!) przez większość odcinka stoi obok ekranu z hasłem. No właśnie. Ekranu. Pamiętacie, jak lata temu słynna Magda obracała tabliczki w przypadku trafienia przez uczestnika w odpowiednią literkę? Jej następczyni robi coś w tym guście. Dotyka e k r a n u, na którym literki pojawiają się z opóźnieniem względem jej ręki. No cóż. Koło Fortuny nie jest teleturniejem, który wciągnąłby mnie na dłużej, ale zdecydowanie nie jestem w jego targecie. Zapewne już bym nawet o tym zapomniała, gdyby nie reszta otoczki. Zauważyłyśmy, że za moment zacznie się Szansa na Sukces. Nieświadoma faktów, ucieszyłam się z powtórki programu z Mannem sprzed lat, bo w dzieciństwie lubiłam go oglądać. Stwierdziłam, że poczekamy.

Telewizja w Polsce nie umiera, ale ma się kiepsko. Coraz rzadziej korzystamy z kablówki

Ponieważ w TVP zwykłych programów nie przerywa się reklamami, po danej produkcji musimy się przygotować na pasmo spotów maksymalnej, legalnej długości. Przez około kwadransa spodziewałam się zerkać na reklamy Coca-Coli, podpasek, Lidla, inicjatyw społecznych, Żabki, Berlinek, Media Expert i Toyoty. Otrzymałam jednak coś zgoła innego. Mianowicie leki. No dobrze, prawdziwych leków nie można reklamować. Nazwijmy to ogólnie – produktami z apteki. Przez bity kwadrans napatrzyłam się na specyfiki na każde możliwe schorzenie. Już wiem, co robić w przypadku bólu gardła, zgagi, grzybicy pochwy, nerwicy, bólów reumatycznych, wypadających włosów i w ogóle na skraju śmierci. W ciągu tych piętnastu minut zaledwie trzy reklamy nie dotyczyły tabletek i syropków. Jedną z nich była reklama dodatku do Faktu. Dotyczył on jednak zdrowia emerytów, więc pozwolę go sobie zaliczyć do tych aptecznych rzeczy. Oprócz tego pokazano pożyczki oraz zbożową kawę Inka.

W jednym paśmie powtarzała się nie tylko tematyka, ale i same reklamy. Część z nich leciała po dwa razy, co było dość zaskakujące. Przynajmniej dzięki temu już doskonale wiem, że z załamaniem psychicznym najlepiej poradzić sobie z pomocą ziołowych tabletek na uspokojenie! O zgrozo.. Tym smutniejsze to wszystko, gdy zaczęłam myśleć o rzeczywistym targecie TVP. Nie oszukujmy się, telewizję publiczną oglądają (nazwijmy ich umownie) emeryci. To oni odnajdują w sobie dziwną energię do Koła fortuny, to oni czekają na odcinki Korony królów. Mam też szczerą nadzieję, że tylko oni oglądają Wiadomości. W części reklam występowały osoby starsze, część zaburzeń była charakterystyczna dla osób wiekowych, choć oczywiście nie wszystkie. Ale czy staruszkowie myślą naprawdę wyłącznie o chorobach? Czy nie powinniśmy do nich kierować innych reklam? Wystarczyłoby być neutralnym. Oni też chodzą do sklepów, kupują żywność i prezenty dla wnucząt. Oczywiście w idealnym świecie reklamy dawałyby kopa i nadzieję. Wiem, że nie dożyjemy czasów, w których na co dzień lecą pasma jak przy Superbowl, ale skoro już próbujemy programować staruszków, to może puścić im falę pozytywności i radości, a nie smutku i bólu?

Dajcie żyć!

Nie wiem, czy to już ageizm i nie chcę wchodzić w rolę analizującej socjolożki czy psycholożki, bo nie jestem żadnym z nich. Jako przeciętna zjadaczka chleba odbieram to po prostu na smuto. Trudno jest się dziwić tym smutnym i schorowanym emerytom w przychodniach. Ludzie podatni są na sugestie, ci starsi czasem nawet ciut bardziej. Jeśli karmieni są papką sugestii, że się zaczynają rozsypywać, to mogą to po prostu odczuć. Sama jestem zdziwiona, że mnie nic jeszcze w krzyżu nie łamie! Telewizja publiczna ma ponoć misję. Nie zagłębiajmy się jednak w kwestie edukacyjne czy polityczne. Misją mogłoby być po prostu poprawienie dnia oglądającym ją obywatelom.

E-recepty od dziś są obowiązkowe w Polsce, co zrobić aby mieć je wszystkie w smartfonie?

Na szczęście istnieje również masa emerytów, którym daleko do schorowanych wizji. Oby swoją energią zarażali tych pozostałych! Ach, no i ostatecznie doczekałyśmy się na tę Szansę na sukces. Ku mojemu zdziwieniu to nie była powtórka, a nowy odcinek. Teraz program prowadzi Artur Orzech i idzie mu to naprawdę zgrabnie. Muzycznym gościem była Edyta Geppert. Gdy Orzech wylosował na starcie (zgodnie z naszymi przewidywaniami) Życie kocham cię nad życie, by potem zgrabnie przejść do Jaka róża taki cierń oraz Szukaj mnie… odpadłyśmy. To za dużo telewizji na jeden wieczór.