42

TVP zmaga się z niską oglądalnością, więc policzy ją po swojemu. To szerszy problem

Ilu Polaków ogląda kanały TVP oraz komercyjnych stacji? Dyskusja na ten temat ciągnie się od przynajmniej kilku kwartałów, szef publicznego nadawcy przekonuje, że wyniki oglądalności prezentowane przez firmę Nielsen są zaniżane, na czym jego biznes traci: finansowo i wizerunkowo. Na słowach się nie skończyło, telewizja narodowa zaczęła wykorzystywać inne źródło danych i... oglądalność prezentuje się w nich znacznie lepiej. A to dopiero przystanek - z czasem liczeniem ma się zająć państwowy podmiot. Już teraz można założyć, że nie zadowoli to wszystkich. W XXI wieku takie badania wciąż są niepewne i wzbudzają kontrowersje...

TVP nie odpuszcza tematu badania oglądalności. Jacek Kurski od kilku lat żali się na firmę Nielsens, z którą TVP ma podpisaną umowę i przekonuje, że wyniki prezentowane przez ten podmiot są niezgodne z rzeczywistą widownią jego stacji. Wskazuje przy tym na sposób, w jaki Nielsen monitoruje rynek, przekonuje, że nie jest to miarodajne. Na słowach się nie kończy – publiczny nadawca zaczął korzystać z alternatywnego narzędzia. Posiłkuje się danymi Netii. Operator udostępnia dane z dekoderów zainstalowanych w 180 tys. gospodarstw domowych w Polsce. W oparciu o te informacje dokonuje się przeliczania danych na wszystkie gospodarstwa domowe w Polsce.

Zapewne nie zaskoczę informacją, że wg danych dostarczanych przez Netię, TVP może się pochwalić lepszą oglądalnością niż wynika z informacji Nielsena. Przekonuje się przy tym, że nowe rozwiązanie jest lepsze, ponieważ nie obejmuje zaledwie 2 tys. gospodarstw. Na pierwszy rzut oka to może mieć sens. Trzeba jednak zauważyć, że owe 2 tys. Nielsena to „Polska w pigułce”. Tymczasem dane od polskiego operatora nie uwzględniają innych platform, nie ma mowy o utworzeniu sensownej grupy, na której można prowadzić badania. TVP może się zatem posiłkować tymi danymi, lecz przez część specjalistów będą one pewnie krytykowane. Tak samo, jak i rozwiązania firmy Nielsen. Patowa sytuacja.

Ostatecznie sprawą miałby się zająć podmiot utworzony przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji – państwowy regulator będzie ponoć badał oglądalność w oparciu o panel GUS. W końcu będzie spokój? Nie sądzę. Zaraz pojawią się głosy, iż projekt jest polityczny, a przy tym niedoskonały, bo… usłyszymy pewnie te same argumenty. Wychodzi na to, że problem jest nierozwiązywalny. Nawet w drugiej dekadzie XXI wieku.

Mogłoby się wydawać, że to wyłącznie kłopot telewizji, szerzej starszych mediów: bo w Internecie wszystko jest jasne i transparentne. Na YouTube mamy licznik odsłon, nie można mieć wątpliwości. Tyle, że zaledwie kilka kwartałów temu głośno zrobiło się o Facebooku, który miał manipulować danymi dotyczącymi swojego wideo: niebieski serwis podobno zawyżał średni czas, jaki użytkownicy spędzali na oglądaniu reklam. Jak to robił? Po prostu nie brał pod uwagę widzów, którzy oglądali te treści krócej niż trzy sekundy. To dość poważne nadużycie, całkowicie wypacza ono obraz sytuacji.

Mniej więcej w tym samym czasie Grzegorz zwracał uwagę na badania przeprowadzane przez Gemiusa dla PBI – jego zdaniem dane tam przedstawione to… loteria. Chodziło nie tylko o liczby, ale i trendy. Trudno uznać takie narzędzie za wiarygodne. Zresztą, osoby, które interesują się Megapanelem, wiedzą, że wywołuje on emocje od lat. Przy tym narzekanie TVP wydaje się drobnostką. A wszystko to dzieje się w nowych mediach, sferze, którą moglibyśmy uznać za pozbawioną wad, gdy mowa o liczeniu odbiorców, mierzeniu zasięgów. Najwyraźniej jednak jest to wątek, który po prostu musi towarzyszyć mediom. Bez względu na czas i miejsce akcji…