19

Tumblr niedostępny od wczoraj. Spłaca swój dług biznesowy?

Popularny serwis mini czy też mikrblogowy (w zależności od przyjętej definicji) Tumblr.com przeżywa właśnie ciężki kryzys techniczny związany z błędem bazy danych. Początkowo wydawało by się czysto techniczna awarii przeradza się jednak powoli w problem PR-owy dla tej platformy. Komunikowanie się z milionami użytkowników poprzez lakoniczne komentarze puszczane w odstępach kilku godzin na Twitterze nie […]

Popularny serwis mini czy też mikrblogowy (w zależności od przyjętej definicji) Tumblr.com przeżywa właśnie ciężki kryzys techniczny związany z błędem bazy danych. Początkowo wydawało by się czysto techniczna awarii przeradza się jednak powoli w problem PR-owy dla tej platformy. Komunikowanie się z milionami użytkowników poprzez lakoniczne komentarze puszczane w odstępach kilku godzin na Twitterze nie jest na pewno dobrym sposobem na komunikacje z własną społecznością.

Tumblr to już niestety nie domorosły startup, który może sobie pozwolić na całodniową awarię. Serwis dostał od inwestorów dość sporo pieniędzy bo aż 35 milionów dolarów, zaufało mu już miliony internautów. W takiej sytuacji trzeba naprawdę postarać się o sprawną komunikację. Jej brak powoduje spekulacje i duże niezadowolenie które przejawia się tysiącami postów na Twitterze.


Profil Tumblr na Twitterze nie jest zbyt aktywny nawet podczas awarii


Jan Rychter pisał dzisiaj o długu technologicznym – myślę, ta świetna definicja idealnie pasuje do tej sytuacji tylko ma wymiar bardziej biznesowy. Dług, który powstał przez zaniechanie czy też odłożenie pewnych rzeczy związanych z własnym biznesem na później teraz niestety się mści.

Nie twierdzę, że Tumblr zaniedbał biznes od strony technologicznej czy też nie miał odpowiednich systemów backupowych. Natomiast jeśli sytuacja trwa 24 godziny i dłużej to można ją śmiało nazwać kryzysową. W takich momentach dobrze by było swoje zachowania i komunikację oprzeć na pewnych wzorach zachowań, mieć plan – cokolwiek co sprawia, że klient wierzy iż panujemy nad sytuacją. Są to rzeczy o których się przeważnie nie myśli choć zapewne każdy słyszał o business continuity czy disaster recovery.

Nie chodzi tu oczywiście o ślepe wdrażanie teorii zarządzania z dużych korporacji, bo w większości przypadków to nie ma sensu. Można jednak zastosować wersję mini, i odpowiedzieć sobie na kilka prostych pytań w konsekwencji czego podejmuje się pewne działania.

Przykładów takich mini procedur może być wiele. Kiedy Twitter notorycznie miał problemy z stabilnością – autorzy serwisu stworzyli blog, który było oddzielony od ich infrastruktury . Dzięki temu zyskali możliwość komunikacji z użytkownikami nawet w przypadku poważnych awarii. Proste rozwiązanie i skuteczne jeśli pomyśli się o nim wcześniej. Oczywiście Twitter uczył się na własnych błędach i podejrzewam, że kiedy Tumblr upora się z problemami technicznymi zaraz zabierze się za swoją wersję mini disaster recovery.

Osobiście też mam na kołnierzem sporo błędów zaniechania. Przypomnę chociażby problemy z hostingiem w nazwa.pl – pojawiały się i znikały a przez brak mojej reakcji skończył się kompromitującą niedostępnością bloga. To samo tyczyło się „włamania” na blog spowodowanego zaniechaniem w aktualizacji skryptu. Z wszystkich tych „przygód” wyciągnąłem jednak wnioski. Teraz mam firmę hostingową, która wiem że odpowiada na nocne sms-y z informacją o awarii, a aktualizację wordpressa wykonuję tak szybko jak to możliwe. Sprawdziłem też w praktyce, że backupy mojego blog robione są codziennie i są dostępne w przypadkach awaryjnych. Owszem można powiedzieć, że to drobiazgi ale przy skali małego Antyweba to wystarcza aby zapewnić sobie spokój. Myślę więc, że spłaciłem mój dług biznesowy z nawiązką – co nie oznacza, że nie powstają zadłużenia w innych miejscach. Niestety często są nimi konta bankowe :)

PS. Podobno Tumblr wraca już do życia – ja jednak cały czas widzę, czarny ekran z informacją o niedostępności.