18

Jeździsz na rowerze? Z tym dodatkiem będziesz czuł się jak kierowca pojazdu cargo!

Wiosna jakoś nie może na dobre zawitać do naszego kraju, w maju nadal obserwujemy śnieżyce, ale to nie odstrasza rowerzystów, dla nich sezon rozpoczął się już dawno. I dobrze: to służy zarówno ich zdrowiu, jak i powietrzu, które nie jest obciążane np. spalinami z dodatkowych samochodów - oby trend przesiadania się na rowery zyskiwał na znaczeniu. A twórcy jednośladów niech pracują nad ulepszeniami maszyn i nowoczesnymi modelami. Przykładem innowacji jest TReGo.

TReGo nie jest kolejnym rowerem towarowym. W zasadzie nie jest to nawet rower – mamy do czynienia z wózkiem, który sprawia, że jednoślad ewoluuje. Z jego pomocą, wedle zapowiedzi twórców, każdy jednoślad może się stać pojazdem cargo. Przy czym nie posłuży on do przewożenia setek kilogramów ładunku czy ludzi, nie zobaczymy ani dużej gondoli, ani przyczepy czy kosza pokaźnych rozmiarów, które rowerzysta miałby za swoimi plecami. Nie, to rozwiązanie jest „zgrabniejsze”, a na rynek trafi jeśli… uda się sfinansować projekt w ramach crowdfundingu.

Wózek jest ponoć lekki i wytrzymały, a jego instalacja nie sprawia większych problemów (co widać na poniższym filmie). Element instaluje się na przednich widłach roweru, zastępuje on po prostu przednie koło. Powstaje trójkołowiec, dość zwrotny i z zapewnionymi hamulcami. Ów element umożliwia pakowanie towarów: do kosza czy torby, które przyczepi się do stelaża. W ten sposób można przewieźć zakupy, prowiant na grilla (wraz z grillem) czy np. stos książek do biblioteki. Ktoś powie, że to samo daje zwyczajny koszyk zamontowany przy kierownicy, ale…

Atutem w tym przypadku jest nie tylko potencjalnie większa ładowność i wytrzymałość: użytkownik może odczepić wózek od roweru i pociągnąć go za sobą. Część stelaża robi wówczas za podpórkę, zmniejsza się przy tym prawdopodobieństwo, że ktoś wskoczy na rower i na nim odjedzie. Proces odczepiania/doczepiania jest prosty i nie trwa długo, nie wymaga narzędzi. Nie trzeba prowadzić całego roweru, jeśli robi się zakupy na targu, nie trzeba go ciągnąć po schodach, wprowadzać do budynku. W codziennym użytkowaniu może się to okazać dość istotne.

Jeżeli wózek TReGo ma się stać faktem, twórca potrzebuje pieniędzy na rozwój biznesu. Chce zebrać na Kickstarterze 80 tysięcy dolarów, na razie wpłynęło kilkanaście tysięcy. Za projektem stoi człowiek z „mniejszej Doliny Krzemowej”, czyli Izraela, ponoć na dopracowanie projektu poświęcił blisko 5 lat. Może mu zatem zależeć, by to wypaliło. Ale nie zdziwiłbym się, gdyby jakaś firma działająca dłużej w tej branży, przejęła jego pomysł i włączyła go do swojej oferty. Może udałoby się to zrobić taniej…

Właśnie cena stanowi największy mankament TReGo – wczesna wersja wózka w ramach finansowania społecznościowego kosztuje ponad 600 dolarów. Ale w detalu ma to być ponad 1250 dolarów. Dużo, jak na taki dodatek (przy okazji odsyłam do naszego wpisu poświęconego akcesoriom rowerowym). I nie chodzi jedynie o polskie warunki, przeliczanie na złotówki – na Zachodzie ludzie też mogą kręcić głowami. Pomysł, materiały i wykonanie swoje kosztują, lecz ta bariera cenowa może być po prostu nie do przeskoczenia dla dużej grupy odbiorców.

Fajny pomysł, można dzięki niemu zaoszczędzić miejsce, nie trzeba kupować osobnego pojazdu do przewożenia towarów (o ile nie są one duże). Jeśli wszystko działa tak, jak wygląda na filmie i grafikach, to jestem pod wrażeniem i chętnie zobaczyłbym taki rower/wózek u siebie. Niestety, wciąż przypomina o sobie cena…