11

Tożsamość vs anonimowiść – Chris Poole, twórca 4chan twierdzi, że Google i Facebook robią to źle

Problem anonimowość kontra tożsamość w sieci jest bardziej złożony i ważny, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Jak do tej pory tak naprawdę nikt nie znalazł właściwego rozwiązania. Z tożsamością w internecie jest trochę tak jak z demokracją – nikt nie wymyślił jeszcze lepszego rozwiązania, ale nie oznacza to automatycznie, że obecne jest najlepsze. […]

Problem anonimowość kontra tożsamość w sieci jest bardziej złożony i ważny, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Jak do tej pory tak naprawdę nikt nie znalazł właściwego rozwiązania. Z tożsamością w internecie jest trochę tak jak z demokracją – nikt nie wymyślił jeszcze lepszego rozwiązania, ale nie oznacza to automatycznie, że obecne jest najlepsze. Tożsamość ma być strażnikiem porządku, zwiększając odpowiedzialność za nasze czyny w sieci, uchronić nas przed bałaganem. Niewątpliwe jednak takie rozwiązanie ma poważne minusy.

Wszyscy spełniamy różne role społeczne i w każdej roli przybieramy trochę inną twarz. Wystarczy zastanowić się jak zachowujemy się wśród kolegów w pubie, a jak na rodzinnym obiedzie. Zwykle będą to zachowania diametralnie różne, mimo wszystko nikogo nie oszukujemy, ani w żadnym z przypadków nie zachowujemy się sztucznie. Tak właśnie działają role społeczne, dlatego jest ich wiele a nie jedna.

Nikomu nie trzeba tłumaczyć, że na imprezie na której będą jednocześnie nasi znajomi, ale również rodzice czy dziadkowie, raczej nie będziemy bawili się dobrze i czuli swobodnie (są wyjątki np. wesele). Powstaje konflikt. Mimo wszystko portale społecznościowe wymuszają na nas zaprezentowanie się tylko z jednej konkretnej strony. I musi to być jakoś kompromis, bo na liście kontaktów mamy zarówno rodzinę jak i znajomych. Kiedy obserwują nas jednocześnie nasze dzieci, rodzice, znajomi, koledzy z pracy i pracodawcy musimy czuć się na swój sposób niezręcznie.

Sytuacja uległa delikatnej poprawie od momentem wprowadzenia grup osób z którymi możemy się dzielić określonymi treściami. Mimo wszystko koncepcja nie jest do końca dla wszystkich jasna i rozwiązanie raczej nie jest wykorzystywane na dużą skalę. Nie rozwiązuje to również całkiem problemu. Nie każdemu chcemy przedstawiać się swoim imieniem i nazwiskiem.


Z drugiej strony pełna anonimowość zwykle prowadzi do chaosu. Ludzie zwolnieni z odpowiedzialności za swoje słowa i czyny zdolni są do naprawdę dziwnych rzeczy, zwłaszcza w sieci która daje pozory anonimowości nawet tam gdzie jej nie ma. Często można spotkać się z wirtualnymi dyskutantami, którzy okazują się klonami jednej osoby, która potrzebując wsparcia sama potwierdza swoje argumenty i opinie. Nie rzadko ktoś celowo wprowadza zamieszanie, wszyscy znamy tego typu zdarzenia z życia. Podpisywanie się własnym nazwiskiem pozwala zmniejszyć skalę tych problemów, chociaż o dziwo, nawet w takiej sytuacji ludzie często się zapominają.

Głos w dyskusji zabrała osoba szczególnie kompetentna do wypowiadania się na temat anonimowości w sieci, poinformował serwis Venture Beat – Chris Poole znany również pod pseudonimem moot, twórca serwisu umożliwiającego anonimowe umieszczanie obrazów 4chan, jak również nowego projektu Canv.as. Stwierdził on, że nie czuje się bardziej adwokatem anonimowości niż tożsamości, ale lubi mieć wybór, podczas gdy najwięksi gracze opowiadają się zdecydowanie za tożsamością (Facebook, Google) i zaburzają tę równowagę.

Poole stwierdził, że Google i Facebook uważają nas za lustra, podczas gdy bardziej przypominamy diamenty, zależnie pod jakim kątem jesteśmy oglądani, możemy wyglądać zupełnie inaczej. Uważa, że Facebook konsoliduje nasze tożsamości czyniąc nas bardziej uproszczonymi, niż w rzeczywistości jesteśmy. Zwraca również uwagę, że wiele osób przedstawia się swoim pseudonimem również w realnym świecie, ponieważ stanowi on część ich tożsamości. W ten sposób można wprowadzić tożsamość bez zbędnych poświęceń.

Twitter radzi sobie z tym problemem o wiele lepiej, powiedział Chris, przede wszystkim dlatego, że komunikacja napędzana jest zainteresowaniem danym tematem, a nie tożsamością, do tego aplikacje Twittera wspierają wiele kont, prywatne, służbowe i wszystko co znajduje się pomiędzy nimi. Chris uważa, że Google straciło wielką szansę podążając za standardami ustanowionymi przez Facebooka. To użytkownicy sieci ustanawiają poprzeczkę i stracą coś naprawdę cennego i wyjątkowego, jeśli nie zmienią swojego podejścia.

Swoje przemówienie Poole podsumowuje słowami:

Facebook and Google do identity wrong, Twitter does it better, and I wonder what the web would look like if we did it right.

Cóż, dyskusja trwa nadal. Wielkie korporacje nie mają interesu w tym, żeby dać nam szanse odzwierciedlić w sieci nasze różne „twarze”. Mają natomiast bardzo dużo zysków ze śledzenia nas, poznawania naszych nawyków, które później pozwolą pokazać nam lepiej spersonalizowane reklamy. Pisałem o tym chociażby wczoraj, poruszając temat pozwu przeciwko Facebookowi. Dlatego równowaga pomiędzy anonimowością i tożsamością nie jest zachowana i wszystko wskazuje na to, że nie będzie w najbliższym czasie.

Warto jednak drążyć temat i poszukiwać nowych rozwiązań. W końcu spędzamy w sieci coraz więcej czasu, wielu moich znajomych poznało swoje obecne żony i partnerki właśnie za pomocą internetu. Czy tego chcemy czy nie, nasze życie jest coraz mocniej związane z wirtualną społecznością. Warto postarać się, budując nową platformę relacji między ludzkich, aby zrobić to dobrze.