13

Toyota kontratakuje: oferta tego producenta będzie bardzo „elektryczna”

Dopóki o elektryfikacji motoryzacji mówią mniejsze lub szerzej nieznane firmy, można do tego podchodzić z dystansem: ich plany to jedno, rynkowa rzeczywistość jest już inną kwestią. Coraz częściej jednak temat samochodów elektrycznych podejmują giganci tego sektora i to z różnych państw. Przy tym nie zapowiadają jednego modelu, który pojawi się w "bliżej nieokreślonej przyszłości" - zazwyczaj chodzi o poważną przebudowę oferty, wprowadzenie do niej kilkunastu czy kilkudziesięciu aut niskoemisyjnych lub bezemisyjnych na przestrzeni 10-20 lat. Takie plany ma np. japoński gigant z tej branży.

Toyota, bo o tym graczu mowa, nie zamierza stać z założonymi rękami i obserwować, jak zmienia się obraz motoryzacyjnego świata. Firma poinformowała, że w roku 2030 chce osiągnąć roczną sprzedaż na poziomie 5,5 mln zelektryfikowanych aut. Milion z nich mają stanowić pojazdy bezemisyjne. Na tym jednak sprawa się nie kończy: od roku 2025 wszystkie modele Toyoty (i Lexusa) będą dostępne w wersji z alternatywnymi napędami. Nie oznacza to oczywiście końca silników spalinowych, na takie zmiany potrzeba znacznie więcej czasu. Ale już na początku przyszłej dekady, a zatem za kilka lat, w ofercie producenta ma się znaleźć 10 samochodów elektrycznych – klienci będą mogli mówić o wyborze.

Japońska korporacja zapowiada, że zwiększy liczbę nowo opracowanych aut akumulatorowo-elektrycznych, wodorowo-elektrycznych (widać, że firma nie zamierza rezygnować z tego kierunku rozwoju i model Mirai nie będzie ślepą uliczką rozwoju) oraz hybryd plug-in, jednocześnie nie ukrywa, iż chce inwestować miliardy dolarów w tworzeniu nowych technologii dla tego segmentu:

Baterie odgrywają główną rolę w rozwoju zelektryfikowanych samochodów. Obecne na rynku akumulatory trakcyjne nadal generują wiele ograniczeń, wynikających z niewystarczającej gęstości energii, dużej masy i objętości, długiego czasu ładowania i wysokich kosztów. Toyota pracuje nad bateriami litowo-jonowymi nowej generacji ze stałym elektrolitem o znacząco większej pojemności energetycznej i maksymalnie skróconym czasie ładowania. Firma przewiduje komercjalizację tej przełomowej technologii na początku lat 20. Równocześnie Toyota i Panasonic prowadzą badania opłacalności wspólnej produkcji pryzmatycznych baterii litowo-jonowych.[źródło]

Przełom na tym polu zdecydowanie należałoby zaliczyć do ważnych wyzwań sektora motoryzacyjnego. Możliwe, że niespodziankę szykuje tu Tesla, która zapowiedziała naprawdę duży zasięg w ciężarówce Semi – zdaniem niektórych komentatorów, obecne rozwiązania nie zapewnią takiego skoku, więc Elon Musk i spółka muszą mieć asa w rękawie. Czy równie mocną kartą odpowiedzą Japończycy?

Warto podkreślić, że Toyota nie rozpocznie zmian na szeroką skalę na rynku rodzimym, w Europie czy USA – na nie przyjdzie kolej później. Celem nadrzędnym są Chiny. To jednak nie powinno dziwić. Ford poinformował niedawno, że do roku 2025 wprowadzi na rynek chiński 15 modeli elektrycznych. Z kolei jeden z lokalnych graczy z Państwa Środka, Beijing Automotive Group Co, zapowiedział, że od 2020 roku będzie wycofywał się ze sprzedaży aut z silnikiem spalinowym w Pekinie. W całych Chinach ma to nastąpić w roku 2025. Należy zakładać, że ta firma nie będzie osamotniona, chińskie władze poważnie myślą o zakazach dotyczących produkcji i sprzedaży pojazdów tego typu – motoryzacja ma być elektryfikowana na wielką skalę: zarówno przez firmy lokalne, jak i zagraniczne.

W tym kontekście nie dziwią ruchy Volvo (marka należy do chińskiego koncernu) dotyczące chociażby pojazdu Polestar 1, korporacji niemieckich czy amerykańskich. Można mieć też pewność, że Toyota dotrzyma słowa i zainwestuje miliardy dolarów w przebudowę oferty – musi to zrobić, by konkurencja nie „odjechała”. Kto by pomyślał, że na wielką skalę rewolucja w sektorze moto rozpocznie się za Wielkim Murem…