12

Touaregiem przez Islandię. Pięknie, zimno i za spokojnie

Nigdy nie byłem na Islandii, nie jeździłem też nowym Volkswagenem Touaregiem. Czy połączenie tych dwóch rzeczy ma sens? Na pewno dla osoby testującej samochód, Islandia to urzekające krajobrazy, do których z pewnością pasuje nowy model Touarega. Jednak czy jest to najlepsze miejsce do testowania SUV-a?

SUV to w ogóle bardzo ciekawa kategoria samochodów. Niby auta uterenowione, ale tak naprawdę głównie kupowane przez mieszczuchów, którzy nie wychylają nosa poza asfaltowej drogi. Ja jestem jednym z takich mieszczuchów, który wybrał SUV-a. Dlaczego? Dlatego, że moim zdaniem to świetne rodzinne auto, zapewniające przez swoją wysokość dużo miejsca w środku bez kompromisów, jeśli chodzi o wielkość bagażnika. Kiedy szukałem większego auta dla 4-osobowej rodziny, do wyboru miałem klasyczne kombi, SUV albo typowy tatowóz. Okazało się, że kombi jest tak naprawdę duże tylko z zewnątrz, ale w środku brakuje już miejsca dla dużej dorosłej osoby z tyłu, tatowóz w moim przypadku odpada. Pozostał więc SUV, który świetnie łączy przestrzeń dla kierowcy i pasażerów z dużym bagażnikiem.

SUV-y to zresztą pewnego rodzaju fenomen ostatnich lat. Zdecydowanie wygryzają z rynku wszelkiego rodzaju kombiaki i tatusiowozy. Do tego zostały też przeformatowane do poziomu klasycznych miejskich autek o bardziej klasycznych rozmiarach. Crossovery typu T-roc czy Toyota CHR cieszą się dużą popularnością wśród klientów. Niby to klasyczny miejski samochód, ale taki z ambicjami bycia czymś więcej. Szczerze mówiąc nie dziwię się klientom, którzy wybierają crossovery zamiast klasycznego sedana. Jest to naprawdę miła odmiana niezależnie od tego czy sensowna czy nie. Samochody nie zawsze kupuje się z rozsądku, czasem nad pragmatycznymi wyborami wygrywa chęć posiadania czegoś nowego. Ja ze swojego SUV-a w mieście jestem bardzo zadowolony. Wprawdzie chciałbym aby był tak wyposażony jak nowy Touareg (szczególnie w ten najmocniejszy silnik o mocy 280 koni), ale nie można mieć wszystkiego.

Wracając jednak do Islandii, na zaproszenie Volkswagena miałem przyjemność obcować z całą gamą samochodów tego producenta. Do dyspozycji był bowiem wspomniany w tytule Touareg oraz T-roc i Tiguan. Skupiłem się na najdroższym i najlepiej wyposażonym modelu, czyli nowym Touaregu (test nowego Touarega już publikowaliśmy na Antyweb)

Jak przystało na samochód prasowy była to najbardziej ekskluzywna wersja z praktycznie maksymalnym wyposażeniem. Miałem więc do dyspozycji silnik V6 TDI o mocy 286 KM, skóry, szyberdach, czterostrefową klimatyzacje i nowy przepiękny kokpit kierowcy, czyli 15 calowy ekran, który jest mózgiem samochodu. Nie mogło zabraknąć oczywiście wszystkich systemów wspomagających jazdę, kierowcę, bezpieczeństwo itp.

No dobrze, ale jak się tym jeździ po Islandii?

W skrócie, niesamowicie nudno. Nie z winy samochodu, ale z winy islandzkich ograniczeń prędkości. Przekroczenie dozwolonych na trasach prędkości jest tak drogie, iż żaden normalny kierowca sobie na to nie pozwala.















Mając więc V6 i blisko 300 koni grzecznie jeździłem 90 km/h przez cały mój pobyt na Islandii. Pierwszy raz zrozumiałem więc jak można usnąć za kierownicą. Ktoś powie, że przecież Islandia jest na tyle piękna, iż podczas drogi wystarczy zachwycać się krajobrazem. To prawda, ale to piękno staje się też szybko monotonne, kiedy po przejechaniu 100 km ciągle widzimy to samo i ciągle jedziemy 90 na godzinę. Zacząłem zastanawiać się czy to jest dobre miejsce na testowanie SUV-a? Przecież tam nawet szutrowe drogi są na tyle dobrze utwardzone i wyrównane, że można jeździć praktycznie każdym samochodem, jaki jest dostępny. Nie twierdzę, że cała Islandia jest taka, bo na pewno są tam trasy off roadowe, ale ja my takimi nie jeździliśmy.

Innovation Cockpit

Co można więc robić nudząc się za kierownicą wartego blisko pół miliona samochodu, który nie może jechać szybciej niż 90 km na godzinę? Ja za cel wziąłem sobie przetestowanie systemów bezpieczeństwa, łącznie z nowym wirtualnym kokpitem i całym systemem Innovation Cockpit.

Siedząc za kierownicą mamy do dyspozycji dwa ekrany. Środkowy, o wielkości 15 cali i rozdzielczości 1920 x 1020 oraz ekran zastępujący klasyczne zegary o wielkości 12 cali i rozdzielczości 1920 x 720. Obydwa monitory współpracują ze sobą tworząc stylistyczną i funkcjonalną całość. Zanim jednak zacząłem testować możliwości tego nowego systemu, uwagę moją zwróciła bardzo dobra responsywność dotykowego ekranu oraz wyczuwanie przez system ruchów ręką. Ta druga funkcja jest bardzo ciekawie rozwiązana. Dla przykładu, jadąc samochodem i mając na dużym ekranie ustawioną nawigację, nie mamy żadnych dodatkowych przycisków czy guzików. Nic nas nie rozprasza. Dopiero kiedy zbliżymy rękę do ekranu pojawiają się dodatkowe opcje i możliwości związane ze sterowaniem ekranem. Świetne rozwiązanie pozwalające skupić się na tym, co chcemy wyświetlać bez otoczki dodatkowych opcji i możliwości, które mogą spowodować, że ekran staje się mniej czytelny.

Jadąc kolejny raz 150-kilometrową trasą przez Islandię przetestowałem więc, co może jeszcze zaoferować mi system Touarega. Na początku podłączyłem mojego iPhone do samochodu. Odbyło się to błyskawicznie i za chwilę mogłem słuchać moich ulubionych list z Spotify, zamiast Islandzkiego radia (i to był bardzo dobra decyzja). Kiedy natomiast podłączyłem iPhone do USB mogłem również skorzystać z Apple CarPlay i wtedy na 15 calowym ekranie miałem dostępne moje aplikacje z telefonu. Oprócz tego, system obsługuje oczywiście również Android Auto czy MirrorLink. Mamy więc zapewnioną obsługę większości smartfonów jakie są na świecie. A gdybyśmy mieli potrzebę naładowania w samochodzie naszego telefonu czy tabletu, to do dyspozycji mamy 4 porty USB oraz powierzchnię do ładowania indukcyjnego. Przetestowałem i działa z iPhonem bardzo dobrze.

Warto też zwrócić uwagę na to, że w samochodzie jest wbudowany hotspot WLAN, umożliwiający podłączenia nawet 8 urządzeń. Jest to rozwiązanie, którego osobiście brakuje mi w moim samochodzie szczególnie podczas dłuższych podróży.

To co jednak naprawdę podoba mi się w Innovation Cockpit, to możliwość personalizacji tego, co wyświetlamy na głównym ekranie podczas jazdy. Możemy sobie zbudować kafelkowy układ, w którym na przykład główna część to nawigacja, a obok mamy informacje o tym jaka piosenka leci z naszego Spotify, obok kafelek z parametrami jazdy (np. spalanie), obok informacja o pogodzie czy też skrót do kontaktów. Do tego na bocznym pasku możemy wyciągać sobie skróty do najczęściej używanych ustawień.

Cały system wyposażony jest też w 10 GB dysk twardy oraz dwa wejścia na kartę SD, wspomniane wcześniej porty USB, wejście AUX-IN oraz Bluetooth.

To jednak nie wszystko, poza 15-calowym ekranem, mamy też do dyspozycji interaktywne wskaźniki. Zdaje sobie sprawę, że jest pewnie grupa osób, która zaraz powie, że te klasyczne są lepsze i się nie psują. Ja wolę jednak nowoczesne rozwiązania, szczególnie że wirtualne wskaźniki możemy sobie również konfigurować. Możemy zdecydować, jak będzie wyglądał nasz ekran wskaźników i jakie informacje będzie wyświetlał. Poza np. widokiem nawigacji, możemy dodać np. takie informacje jak – obowiązujące ograniczenia prędkości, informacje o spalaniu, informacje z czujników rozpoznający zmęczenie kierowcy itp. Naprawdę ciekawą funkcją jest włączenie w nocy trybu Night Vision, który pozwala wykryć i szybciej zauważyć poruszające się w nocy obiekty.

Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest też możliwość zapisania naszych ustawień odnośnie kokpitu, ekranu głównego itp. w pamięci samochodu i kluczyka. Ustawienia te będą przywrócone w momencie, kiedy samochód rozpozna nasz osobisty kluczyk. Jeśli kierowców jest więcej można też wybrać swoje ustawienia z menu podczas uruchamiania silnika. Samochód potrafi zapisać do 7 profili kierowców.

Zanim przeszedłem do następnych testów przejechałem kolejne 100 km po Islandii. Nadal pięknie i nadal jedziemy 90 km na godzinę. Testuje więc dalej. Kokpitem i wszystkimi wirtualnymi i cyfrowymi ekranami pobawiłem się na tyle, aby poznać ich główne funkcje. Dodam, że sam interfejs jest na tyle intuicyjny, że nie powinien być problematyczny nawet dla osoby, która nie miała z nim wcześniej styczności.

Touareg i jego systemy

Zacząłem więc testy systemów asystujących i wspomagających kierowcę. I to był błąd. Wcześniej jazda o ile nadal nudna, bo cały czas 90 km na godzinę, to mimo to wymagała ode mnie kręcenia kierownicą i operowania gazem.

Kiedy jednak włączyłem sobie lane assist, i do tego w trybie z włączonym front assist i do tego dodałem aktywny tempomat ustawiony na 90 km na godzinę, to okazało się, że jedyne co mi zostało, to bezwiedne trzymanie kierownicy. Samochód doskonale radził sobie z zakrętami, dobieraniem prędkości przy fragmentach, gdzie trzeba zwolnić (bardzo efektownie to działa) i z pojazdami, które nagle postanowiły zahamować. A nawet jak ostrzej zahamował, to za chwilę dynamicznie wracał do ustalonej prędkości.

Zrozpaczony tym co zrobiłem, ponownie zacząłem rozglądać się dookoła. Wspomniałem już, że Islandia jest piękna prawda? Wszyscy tak mówią, więc trzeba się zgodzić nawet, kiedy od godziny za oknem jest znów ten sam krajobraz.

Oczywiście te wszystkie systemy tylko wspomagają kierowcę. Nie można im jednak zaufać w 100% i się zdekoncentrować podczas jazdy. Nie można? No to sprawdziłem co się stanie. Puszczam więc kierownicę, samochód jedzie dalej, ale po kilku czy kilkunastu sekundach domaga się żebym złapał kierownicę. Nie robię tego więc samochód zaczyna wydawać piskliwe odgłosy (nareszcie coś zaczyna się dziać na tej do bólu nudnej islandzkiej drodze). Po następnych sekundach nagle czuję zaciągnięcia pasów, samochód hamuje do zera i włącza światła awaryjne. Tak właśnie działa Emergency Assist. Gdyby droga miała dwa pasy w jednym kierunku dodatkowo samochód sam zjedzie na prawy pas, a dopiero potem się zatrzyma.

Tak więc stoimy. Za nami nikt nie jedzie, przed nami po horyzont na drodze pusto. Otaczają nas jedynie owce i konie. A trzeba przyznać, że konie na Islandii można spotkać tam częściej niż ludzi (o owcach nie wspominam, bo tych jest więcej niż ludzi na Islandii).

Przez chwilę żałowałem, że nie jadę z przyczepą, bo miałbym okazję przetestować kolejne rozwiązanie, które wspomaga parkowanie z przyczepą. Ten kto kiedykolwiek bez doświadczenia próbował manewrów z przyczepą wie jakie to jest trudne.

Nie miałem też okazji przetestować systemu automatycznego hamowania po kolizji. Działa to tak, że kiedy system wykryje kolizje sam zaczyna hamować nawet jeszcze zanim kierowca zdąży zareagować i do tego uruchamiane są procedury ochrony pasażera, czyli domykane są szyby i szyberdach (dla najefektywniejszego działania poduszek powietrznych), naciągane są pasy bezpieczeństwa itp.

To jednak nie wszystko, jest jeszcze bowiem asystent jazdy w korkach. Jeśli więc nie usnę na islandzkiej drodze, jadąc między 50-90 km na godzinę, to na pewno zasnę jadąc w korku. Samochód bowiem do 60 km na godzinę sam będzie zwalniał, stawał i ruszał (o ile przerwa w jeździe będzie krótsza niż kilka sekund). Tego systemu z premedytacją jadąc w korkach w Reykjaviku nie włączyłem, testowałem go jednak wcześniej w innym modelu i wiem, że działa.

Off road

Nowy Touareg oferuje też wiele trybów związanych z jazdą off road. Jest tam min. wspomaganie przy jeździe po śliskich powierzchniach, w głębokim piasku, po polach itp. Rozglądam się więc po tej islandzkiej drodze, gdzie tu zjechać aby to przetestować i jednocześnie nie przestraszyć koni. Swoją drogą te hodowle z wolnym wybiegiem są niesamowite. Widzimy zwierzęta, które luźno chodzą sobie po polu oddalonym kilometry od jakiegokolwiek gospodarstwa. Ponoć wszystkie są z zachipowane, ale mimo wszystko, chodzą sobie wolno gdzie chcą, łącznie z tym, że niektóre postanowiły zasnąć sobie wysoko w górach. Jak oni te standa zaganiają do zagrody (a czasem muszą), nie mam pojęcia.

Podczas kiedy nie kierowałem samochodem sprawdziłem jak się w Touaregu czuje pasażer na tylnym siedzeniu. Pierwsza zaleta tej wersji – ma własne sterowanie klimatyzacją. Przez własne rozumiem to, że mogę sobie po mojej stronie ustawić żądaną temperaturę. Mogą też nieco pochylić tylną kanapę, aby zbliżyć się do pozycji leżącej. Niewiele, ale zawsze to coś. Siedząc i oglądając przepiękne widoki Islandii (wspominałem już, że tam jest pięknie? Przez pierwsze 2 godziny jest naprawdę uroczo) wpadłem na rewolucyjny pomysł dla branży motoryzacyjnej. Dlaczego na tylnym siedzeniu nie ma żadnego wsparcia dla osób, które chciałbym pójść spać. Jakiś bocznych poduszek? Wyginanego zagłówka czy czegoś co ułatwiłoby spanie na tylnej kanapie. W Islandii każdy pasażer na pewno zapłaciłby za takie rozwiązania duże pieniądze.

Cztery koła skręcają – dojeżdżając do rozlicznych celów naszej podróży liczyłem na to, że wyzwaniem będzie chociażby parkowanie samochodem. Przy włączonych tych wszystkich kamerach chociaż ciasny skręt może spowodować, że kierowca będzie trochę bardziej potrzebny. I znowu błąd. Nowością w tym samochodzie jest system czterech skrętnych kół. Działa to tak, że przy prędkości do 37 km/h tylne koła odchylają się w przeciwnym kierunku do kół przednich. Zyskujemy dzięki temu zwrotność jakiej nie powstydziłby się miejski samochód.

Podsumowując

Nie wspomniałem o wielu systemach jakie ma nowy Touareg tylko dlatego, że ich nie przetestowałem (ok, zawieszenie dostosowujące się do trybu jazdy przetestowałem – właściwie przetestowało się samo). Przetestowałem natomiast przez moment (mam nadzieję, że policja islandzka tego nie czyta) dynamikę i przyspieszenie tego samochodu i powiem szczerze, że spodziewałem się troszkę więcej. W trybie komfortowym, samochód musi chwilę przemyśleć zanim zacznie dynamicznie przyspieszać (skrzynia biegów mogłaby nieco szybciej zredukować biegi). Podczas ruszania czuć też, że mamy do czynienia z naprawdę potężnym autem i wcale nie mamy dużego zapasu mocy. Oczywiście to jest duży SUV i dla takiego samochodu są inne priorytety niż duża dynamika przy przyspieszaniu. Nie można też powiedzieć, że samochód nie jest dynamiczny. Kiedy trzeba i przyciśniemy, naprawdę nie ma absolutnie żadnych problemów z wyprzedzaniem i dojściem do prędkości zaczynającej się na liczniku od cyferki 2…

Poza tym Touareg to dla mnie półka premium pełną gębą. Jeździłem zarówno X5 jak i najnowszym Volvo XC90 i uważam, że poza różnicami jeśli chodzi o gusta stylistyczne, to naprawdę może on śmiało z nimi konkurować.

Niestety takie wyposażenie i parametry oferuje najbogatsza wersja, za którą trzeba zapłacić blisko pół miliona złotych (cena wyjściowa za model z tym silnikiem to ponad 270 tysięcy PLN).

Zanim zakończę te moje islandzkie przygody, odpowiem jeszcze na pytanie z tytułu. Czy miało sens testować ten samochód w takich okolicznościach przyrody? Dla mnie tak – miałem bardzo dużo czasu, aby zapoznać się z technologiami w samochodzie i zobaczyć kawał naprawdę imponującej Islandii. Jedynie czego mi brakowało, to sprawdzenia jak taki samochód zachowuje się w prawdziwym terenie.