123

“To po prostu działa”, bo Apple się nie dzieli

Chyba nie ma w świecie technologii drugiej takiej firmy jak Apple. Bo żadna inna nie wzbudza równie dużo emocji, o gromadzeniu przed komputerami zarówno zarówno najwierniejszych fanów, po prostu użytkowników jak i hejterów przy okazji swoich konferencji nie wspominając. Powodów do zachwytów / narzekań / dyskusji jest wiele, a ostatnio na pierwszym miejscu znajdują się... praktyki monopolistyczne. Czytając oskarżenia skierowane w kierunku giganta z Cupertino, no, nie sposób się z nimi nie zgodzić. Bo wszystko to prawda. Problem polega jednak na tym, że dlatego firmie udaje się tworzyć taki ekosystem, bo ma kontrolę nad wszystkim. I dzięki temu -- to po prostu działa.

Graj według naszych zasad, albo idź na swoje boisko

We wnioskach skierowanych przeciwko firmie, powodzi oskarżają sklepik z aplikacjami Apple o blokowanie innowacji i dostępu do sprawiedliwej konkurencji. Wiadomo że firma blokuje aplikacje służące do dystrybucji innych programów — i robi co tylko w jej mocy, by wszystkie dostępne na iOS gry i programy musiały być przez nich zweryfikowane. Do tego dochodzi też tzw. „Apple tax”, czyli 30% zysków od każdej transakcji na platformie idzie do kieszeni firmy. Wiecie, promocja, serwery, dostęp — to wszystko kosztuje (zresztą w przypadku Google Play — dokładnie tyle samo). Nie wszystkim się to podoba, więc próbują bronić swoich racji w sądzie. I pewnie, niech próbują, mają do tego prawo — ale absolutnie im nie kibicuję. Nie dlatego że jestem przeciwny konkurencji i dalszemu rozwojowi, a dlatego że… cenię sobie względny porządek który obowiązuje w obecnej formie.

To mógłby być początek końca

To nie jest tak, że na iOS nie ma piractwa i aplikacji spoza sklepu. Jak ktoś bardzo się postara, pogrzebie i pokombinuje — wszystko się da. Ale to (całkiem nienaganne) bezpieczeństwo i porządek który panuje na iOS nie jest dziełem przypadku. Decyzje Apple często są głupie i nawet jako użytkownik się z nimi nie zgadzam (przypomnijmy sobie chociażby cyrk związany z aplikacją Steama), ale trzeba im przyznać, że potrafią to wszystko utrzymać w ryzach. Trzymają rękę na pulsie, kontrolują każdy ruch, cenzurują jeśli uznają to za stosowne, albo wyrzucą kiedy coś im nie pasuje. I mają do tego prawo: to ich zabawki, więc robią co im się tylko podoba.

I choć informacje o większej otwartości i alternatywach brzmią kusząco, to jestem na nie z jednego, prostego, powodu. App Store’owi może być daleko do ideału. Ale odnalezienie tam wysokiej jakości aplikacji i gier nie jest niczym specjalnie kłopotliwym — rankingi działają całkiem nieźle, a do tego wybierane i opisywane przez redakcję sklepu tytuły to NAPRAWDĘ dobre produkty. Można się w tym odnaleźć i nie zwariować. Kiedy zaś zaglądam do jego największego konkurenta — załamuję ręce. Nie ma tam żadnych solidnych kryteriów, wybierane przez redakcję produkcje pojawiają się raz na kwartał, algorytmy polecają mi tak fatalne rzeczy że szkoda gadać. Obok niego są jeszcze alternatywy w postaci kilku(dziesięciu?) innych sklepów z aplikacjami — i wielu najpopularniejszych z nich sprawy nie mają się o wiele lepiej.

Polityka Apple może wydawać się głupia, panujące tam ograniczenia miejscami irytują, ale takie są zasady tej gry. Też kiedyś przesiadałem się z Androida, też miejscami nie wszystko wyglądało tak, jakbym tego oczekiwał. Ale w sumie dostosowanie było łatwiejsze niż myślałem, a to wszystko… no cóż, po prostu działa. To chyba część tej magii Apple — i niekoniecznie chciałbym zburzenia tego porządku.