17

To nie będzie kolejna recenzja Galaxy Note II

Lubię testować sprzęt. Głównie dlatego, że to taki powrót do dzieciństwa i dostawania nowych zabawek, a jak się pobawisz to możesz oddać. Problem jednak w tym, że bierzesz ten sprzęt nie na przechowanie, tylko ponosić, poużywać. Pytanie tylko, czy to Ty testujesz sprzęt, czy sprzęt testuje Ciebie i dzięki temu możesz opisać jak się z […]

Lubię testować sprzęt. Głównie dlatego, że to taki powrót do dzieciństwa i dostawania nowych zabawek, a jak się pobawisz to możesz oddać. Problem jednak w tym, że bierzesz ten sprzęt nie na przechowanie, tylko ponosić, poużywać. Pytanie tylko, czy to Ty testujesz sprzęt, czy sprzęt testuje Ciebie i dzięki temu możesz opisać jak się z nim czułeś.

W przypadku ostatnio otrzymanego Galaxy Note II było chyba tak, że to on testował mnie. Opisanie go, z bliżej niewyjaśnionych przyczyn było po prostu trudne i zabierałem się do niego kilka razy. W końcu jednak podszedłem do sprawy metodycznie i oto jest.

Zacznę od tego, że przyzwyczajony do Androida (Motorola RAZR) stwierdziłem, że przez tydzień poużywam galaktycznego notatnika jako swojego podstawowego telefonu. Nie była to jednak dobra decyzja. Przynajmniej nie na początku i nie na końcu. Te wszystkie nakładki na Androida sprawiają, że muszę się „uczyć telefonu”, a wcale tego nie chcę. Nie zamierzam dociekać, czy bardziej zmodyfikowana jest Motorola czy Samsung, ale przesiadka była jak z roweru górskiego na szosowy i w przeciwnym kierunku. Nie, żeby któryś był lepszy, czy gorszy, po prostu trzeba się go było nauczyć. Stąd początkowa myśl o tym, że to Galaxy Note II testował mnie, a nie ja jego. No ale przejdźmy do wrażeń, bo jak mnie znacie o technikaliach nie będzie.

Gliniana tabliczka

Oczywiście najważniejsze w Galaxy Note II jest to, że można notować za pomocą rysika. Niby nic wielkiego, bo pamiętam, że pierwszy rysik miałem dawno temu w Ericssonie R380 (wiem, że muzeum), ale biorąc pod uwagę, że na stylus do iPada wydałem ponad 100zł byłem ciekawy jak to działa. No i działa tak sobie. Nie zachwyca, nie rozczarowuje. Pojawiający się ślad ma minimalne opóźnienie, a rozpoznawanie znaków lubi szwankować i to wkurza jeśli lubisz się czepiać.

Po prawie dwóch tygodniach używania mogę powiedzieć rysik działa przyjemnie.  Dość szybko da się opanować fakt, że plastik ślizga się po szkle i wrażenie pisania jest zupełnie inne niż na papierze. Kiedy jednak rysujemy proste schematy, mapy myśli, czy nanosimy uwagi na przesłane projekty jest ok. pomaga też temu ekran. Jest bardzo wyraźny i dobrze ogląda się na nim zarówno filmy jak i zdjęcia. Bardzo dobry jest też do grania i myślę, że jeśli przeminie zachwyt pisaniem to będzie to jego najmocniejsza strona. Dead Trigger śmiga na nim pięknie, a ekran jest w sam raz. Na tyle duży, że gry nie zasłaniamy sobie paluchami i na tyle niewielki, żeby go mieć w kieszeni. Jest więc potencjał.

Za duży na telefon?

Patrząc na Galaxy Note II z ortodoksyjnie telefonicznego punktu widzenia, czyli tak, że smartfon to nie mały komputer, który potrafi dzwonić, tylko telefon z funkcją komputera to jest on za duży. Niby niewiele większy od posiadanej przeze mnie Motoroli, ale jak się ma małe dłonie to różnica jest spora. Note po prostu wypadał mi z dłoni gdy nie mogłem mu poświęcić uwagi dwóch kończyn. W trakcie dzwonienia też było jakoś tak troszeczkę niewygodnie. Nie żebym czuł się jak z deską do krojenia przy uchu, ale jednak ciut ciężko było go ogarnąć.

Za mały na tablet?

Jako, że czasami korzystam z tabletu do czytania PDF-ów postanowiłem, że spróbuję zastąpić Note-m tablet. Okazało się, że trochę jest jednak za mały. iPad Mini sprawdza się lepiej. Jest po prostu większy o tyle, ile trzeba. Jeśli przy użyciu Note-a chciałem ogarnąć aplikacje webowe w formie znanej z tabletu wszystko było za małe, a wersji pośrednich raczej nikt nie przewidział.

Spróbuj zanim kupisz

Niby tylko troszkę większy od standardowych telefonów, a jednak to robi różnicę. Czasami na plus, a czasami wręcz przeciwnie. Na plus, kiedy konsumujesz treść, ewentualnie coś tam próbujesz zanotować. Na minus, kiedy próbujesz zadzwonić, albo zrobić coś jedną dłonią na klawiaturze, a daleko jej do dłoni Gortata.

Jeśli szukasz więc urządzenia, które chociaż trochę będzie bliższe notatnikowi, jeśli jesteś hard userem aplikacji z rodzaju Evernote, sprawdzasz wypracowania albo często musisz ocenić coś, co jest graficzne i na czym nanosisz odręczne poprawki, a oprócz tego lubisz w coś zagrać, to może to być urządzenie warte uwagi.