23

To już oficjalny koniec Google+. W tle potencjalny wyciek danych 0,5 mln użytkowników tego serwisu

Facebook nie ustrzegł się afery ze strony Cambridge Analytica, teraz okazuje się, że i Google ma sporo za uszami. The Wall Street Journal opublikował informacje, według których od 2015 roku do marca 2018 roku niektóre dane z Google+ dostępne były publicznie, nawet jak zaznaczaliśmy je jako prywatne.

Jakie to były dane? Na szczęście nie były to dane logowania czy hasła, a dane osobowe takie jak: imię i nazwisko, adres e-mail, data urodzenia, zawód, miejsce zamieszkania, płeć, wiek czy status w związku. To spora dawka danych i łakomy kąsek dla reklamodawców, jednak Google twierdzi, że nie ma dowodów na to, że przez te 3 lata ktoś się zorientował, że taki błąd istnieje i że go niecnie wykorzystał.

Google błąd załatał w marcu, ale go nie ujawnił z obawy przed restrykcjami krajowych regulatorów, czego nie ustrzegł się Facebook ze swoją aferą Cambridge Analytica.

Jednocześnie, Google na swoim blogu zapowiedział, że w związku z tym wyciekiem, do którego nie doszło, w ciągu najbliższych 10 miesięcy zamknie swój serwis społecznościowy. Jednak jako główny powód podaje fakt, że z Google+ nikt nie korzystał, a przynajmniej nie tak intensywnie, jakby tego sobie życzyło Google. Nie ulega wątpliwości, że tak można było odebrać statystyki, według których 90% sesji użytkowników trwała około 5 sekund, to wyglądało już jak wejścia przez przypadek.

Szczerze powiedziawszy nie zszokowała mnie żadna z tych informacji, ani o luce ani o zamknięciu Google+, na pierwsze dopada mnie już chyba znieczulica, co do drugiego, czyli zamknięcia Google+, już chyba wszyscy się tego spodziewali od dawna, zaskoczenia więc tu nie będzie dla nikogo. Niemniej martwi mnie podejście gigantów tego światka internetowego, tyle danych im udostępnialiśmy, tyle dobra i dochodów z tego mieli, ale żaden z nich nie zapewnił im należytej ochrony. Ciężko im będzie teraz odzyskać zaufanie internautów, nawet nie wiem czy to jeszcze możliwe.

Źródło: The Verge.