26

To chyba ostatni bastion muzycznego internetu sprzed lat. Używam go od ponad 13 lat!

Od czasu do czasu zdarza mi się natrafić na jakąś stronę, z której korzystałem regularnie lata temu. Część serwisów z tamtego okresu już nie istnieje, natomiast inne wciąż funkcjonują, choć niektóre z nich musiały się zmienić. Z jednej ze starszych usług korzystam do dziś i to przez te wszystkie lata od momentu, gdy założyłem tam konto w 2006 roku. Pamiętacie jeszcze last.fm?

Pamiętacie jeszcze Last.fm?

Nie potrafię sobie dzisiaj przypomnieć okoliczności w jakich poznałem tę stronę. Jestem jednak przekonany, że została mi polecona przez jednego ze znajomych, gdy rozmowa na GG zaczęła dotyczyć muzyki. Za największą zaletę Last.fm uznawano ówcześnie radio internetowe, którego można było słuchać zupełnie za darmo. Zasady działania były zbliżone do tego, co oferuje w Stanach Zjednoczonych Pandora – dzięki takiemu, a nie innemu modelowi, serwis mógł oferować także te największe hity muzyczne bez żadnych opłat. Kolejność odtwarzania była oczywiście przypadkowa, ale można było zawężyć stację do konkretnego wykonawcy i posłuchać na przykład kawałków takich legend jak Led Zeppelin, Black Sabbath czy inni.

Ale last.fm to nie tylko radio internetowe, które później stało się płatne, a na sam koniec zostało zamknięte. Używałem go sporadycznie, ale wiem, że dla innych było istotnym, jeśli nie najważniejszym elementem serwisu. Dla mnie większe znaczenie miało coś innego – funkcja scrobblowania, którą zyskał serwis po połączeniu się z projektem o nazwie Audioscrobbler. Wierzę, że niektórzy do dziś nie znają tego czasownika, ale gdy tylko usłyszę go w towarzystwie to wiem, że mam prawdopodobnie do czynienia z podobnym do mnie fanem last.fm.

Last.fm kiedyś, a dziś

Dzięki funkcji scrobblowania, nasz profil na last.fm wypełnia się historią odsłuchanych przez nas utworów. Na komputerach mała aplikacja współpracuje z najpopularniejszymi odtwarzaczami, a usługi streamingowe jak Spotify czy Tidal pozwalają na połączenie konta z last.fm. W przypadku Apple Music trzeba zastosować drogę na około (mówię o odtwarzaniu na mobile), ale jest to też możliwe. Kiedyś aplikacja last.fm była w stanie porównać różnicę w liczbie odtworzeń utworów na komputerze i na synchronizowanym urządzeniu z iOS, ale przestało to działać, a i mało kto dzisiaj w ogóle synchronizuje telefon z komputerem. W przypadku iPodów sprawdzało się to jednak naprawdę fajnie.

Zdaję sobie sprawę, że liczba przescrobblowanych odtworzeń na moim profilu nie jest aż tak imponująca. Liczniki u znajomych przekroczyły już dawno sto tysięcy (np. u Pawła, redakcyjnego kolegi), ale mi nigdy nie chodziło o pobijanie jakichkolwiek rekordów. Najważniejsze są dla mnie dwie rzeczy: możliwość zaprezentowania komuś mojego gustu muzycznego w pigułce – jeden lik wystarczy, by mniej więcej przedstawić komuś to, czego słucham. Najpopularniejsi w danych okresach wykonawcy, ulubione utwory i albumy – to wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Oczywiście nie zastąpi to dobrej i żywej dyskusji, ale może w niej pomóc.

Druga sprawa, to kompletna historia odtworzeń. Przez serwisy streamingowe coraz częściej można trafić na coś nowego, co później z jakiegoś powodu może nam umknąć. Poza tym, z ciekawością wracam do początków scrobblowania, by przypomnieć sobie muzykę, której słuchałem lata temu – czasem można natrafić na niezłe perełki, które jakichś powodów zostały zapomniane. Cały czas podpowiadani są podobni artyści, do tych których słuchamy, więc to kolejne źródło inspiracji muzycznych.

 

Dzięki last.fm można było łatwo natrafić na innych użytkowników o podobnym guście, bo serwis sugerował nam ich profile i porównywał historię odtworzeń uwypuklając punkty wspólne, by ocenić kompatybilność muzyczną. Kontakt z niektórymi osobami mam do dzisiaj, choć na last.fm dzieje się, niestety, coraz mniej. Integracja ze Spotify była dobrym pomysłem, ale chyba nie przełożyła się na wzrost popularności.

Oby jednak działał i scrobblował jak najdłużej.