3

Thinkspace to kampus Google w zwykłej szkole

Facebook czy Google to jedni z najciekawszych pracodawców w branży IT. I nie ma się tu czemu dziwić. Swoboda, darmowe posiłki, dostęp do sprzętu sportowego i przeróżnych rozrywek skutecznie zachęcają Googlersów i Facebookersów (chyba to dopiero wymyśliłem;) do jeszcze większego zaangażowania w pracy, a jak niektórzy zauważają, nawet nieopuszczania firmowego budynku. Skupiając się jednak tylko […]

Facebook czy Google to jedni z najciekawszych pracodawców w branży IT. I nie ma się tu czemu dziwić. Swoboda, darmowe posiłki, dostęp do sprzętu sportowego i przeróżnych rozrywek skutecznie zachęcają Googlersów i Facebookersów (chyba to dopiero wymyśliłem;) do jeszcze większego zaangażowania w pracy, a jak niektórzy zauważają, nawet nieopuszczania firmowego budynku. Skupiając się jednak tylko i wyłącznie na samych pozytywach tych miejsc, spróbujmy sobie wyobrazić, że tego typu kampus dostępny byłby dla uczniów szkół…

Thinkspace, bo tak nazywa się ta inicjatywa, jest także nazwą dla miejsc, które mają być przestrzenią, gdzie młodzi będą mogli wykazać się swoją kreatywnością i zaangażowaniem w programowanie własnych pomysłów. Jak ma wyglądać takie pomieszczenie? Jak mówią sami pomysłodawcy: „Miejsce to musi wpisywać się w ściśle określone zasady, obejmujące gładkie ściany, minimalistyczne umeblowanie, siedziska typu „bean bag”, duże telewizory i nowoczesne komputery – niczym kampus Google”. Doskonale wiadomo jak wiele czasu poświęcono na przygotowanie biur i kampusów Google, które cieszą się taką popularnością, nic więc dziwnego, że takie otoczenie może sprawdzić się także w szkole, gdzie wyraźnie odróżniać się będzie od klas i stojących w rzędach ławek.

PRThinkspaceNI

Za całym projektem stoi James Anderson, szesnastolatek z południowo-zachodniej Anglii oraz jego koledzy ze szkoły. Thinkspace ma na celu stworzenie opisanych pomieszczeń w szkołach w Wielkiej Brytanii i poza nią. I choć dobrze wiemy, że początki są zawsze trudne, to tutaj można mówić już o pewnym osiągnięciu, ponieważ w tym tygodniu otwarte zostaną dwa ‚Thinkspace’ – w szkołach w Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Dwudziesty pierwszy wiek po po prostu potrzebuje młodych, kreatywnych ludzi, którzy jak najszybciej będą dysponować wiedzą i umiejętnościami, które będą mogli wykrzystać w tworzeniu produktów, usług, firm, aplikacji czy nawet sieci społecznościowych. Wszystko jednak można zbudować na zdobytej wiedzy, której zaczerpnąć można także na Thinkspace Social. A co to takiego?

Thinkspace

Wizja wprowadzenia w życie planu James’a Andersona, Olivera Bredemeyera i Kamrana Malika jest piękna, ale potrzeba na nią czasu. Nie tracąc więc ani chwili uczniowe przygotowali portał społeczno…, no można określić go mianem społecznościowego. Nie ma on jednak na celu konkurowania z Twitterem, Facebookiem czy Google+, lecz ma być miejscem, gdzie zarejestrowani użytkownicy będą mogli poprosić o pomoc przy tworzeniu projektu, wrzucić: grafiki, kod, pliki wideo, książki i wiele więcej. Serwis ma skupiać uczniów i nauczycieli w obrębach szkół, choć nie tylko. Dyskusje na portalu mogą obejmować jedynie tematykę aplikacji, programowania oraz nowych technologii. Swoją chęć udziału w tym projekcie zgłosiły już szkoły z takich krajów jak Stany Zjednoczone, Irlandia, Szwajcaria, Singapur i Holandia.

www

Gdyby tego było mało, swoje poparcie dla idei Thinkspace wyraziły doskonale zapewne Wam znane nazwiska i postacie światka nowych technologii. W gronie tym znalazły się takie osoby jak CEO Twittera Dick Costolo, CEO Foursquare’a Dennis Crowley, wiceprezes Google Vic Gundotra, współzałożyciel Apple Steve Woźniak oraz prezenter BBC Stephen Fry, zaś wśród partnerskich firm znalazł się między innymi Microsoft.

supporters

Czy stworzenie dwóch pierwszych Thinkspace’ów oraz doprowadzenie do oficjalnego otwarcia serwisu Thinkspace Social to tylko początek? Miejmy nadzieję, bo mając na uwadze, lekko generalizując, poziom edukacj z przedmiotów technologii informacyjnej czy informatyki w naszym kraju, pozostaje nam jedynie liczyć na to, że idea ta dotrze nad Wisłę, lub co bardziej prawdopodobne, ktoś weźmie tę sprawę w swoje ręce na naszym rodzimym podwórku.

Źródło: Wired, The Verge.