128

Energii zużywanej przy ładowaniu ciężarówki Tesli, wystarczyłoby do zasilenia kilku tysięcy domów

Od premiery Tesla Semi minęło już kilka tygodni, w tym czasie pojawiło się sporo komentarzy dotyczących pojazdu, przybyło informacji na jego temat, ale pytań wciąż jest mnóstwo. Te najważniejsze dotyczą akumulatora, jego pojemności, czasu ładowania, ceny, możliwości... Niektórzy nie wierzą w to, że firmie Elona Muska uda się zrealizować ambitne zapowiedzi, drudzy zakładają, że korporacja z USA dokonała jakiegoś przełomu technologicznego, którym jeszcze nie chce się pochwalić. Jeszcze inni wzięli się za obliczenia i porównania. Wynika z nich jednoznacznie, że... Polska nie jest przygotowana na te pojazdy.

Tesla Semi narobiła sporo zamieszania w branży transportowej. Na razie co prawda wirtualnego, ale i tak przykuwa to uwagę – trudno wskazać na konkurencję, która oferowałaby podobne rozwiązania. Stąd zainteresowanie firm, co kilka dni pojawiają się doniesienia o kolejnych graczach, którzy złożyli zamówienie na ten pojazd. Co prawda nie mówimy o takim szale, jak w przypadku „budżetowego” Model 3, ale cena jest tu inna, a rynek dużych pojazdów wolniej przystosowuje się do zmian, nowinek.

Do tej pory głośno było m.in. o wywodzie kierowcy ciężarówki komentującego część rozwiązań, które pojawiły się w tym pojeździe. Potem wypłynęła cena i okazało się, że… jest tanio. Podejrzanie tanio, nie współgra to z obecnymi kosztami instalacji akumulatorów. Ale czy to będą tradycyjne, dobrze nam dzisiaj znane podzespoły? Póki co należy przyjąć, że tak. W tym kierunku poszedł niejaki John Feddersen z agencji analitycznej Aurora Energy Research. Według jego obliczeń, energia elektryczna wymagana do naładowania Tesla Semi tak, by ciężarówka mogła przejechać 500 mil, byłaby w stanie zasilać 3200 brytyjskich gospodarstw domowych przez godzinę. W przypadku Norwegii wynik byłby niższy, ale już w Polsce domów byłoby więcej.

Tym tropem poszli inni, z Internetu dowiadujemy się teraz, że ta energia mogłaby zasilać jeden dom w Wielkiej Brytanii przez 133 dni, a w Polsce przez blisko 250 dni. Ktoś powie, że takie przeliczenia nie mają sensu, ale mogą one lekko rozjaśnić sprawę, pokazać, z czym wiąże się rozwój elektromobilności. Bo naładowanie akumulatora osobowego auta Tesli zużywa tyle prądu, ile używanie przez rok telewizora. Naładowanie (a potem szybkie wyczerpanie) jednego akumulatora przez dwa auta daje już wynik odpowiadający rocznej pracy pralki, przy dodawaniu kolejnych maszyn pojawią się szybko komputer, piekarnik czy lodówka. Podkreślę, że mowa tu o jednym „tankowaniu”.

W żadnym wypadku nie jest to cios wymierzany w elektryki. Raczej próba pokazania, że one nie są zasilane powietrzem. W Polsce od paru lat mówi się sporo o rozwoju elektromobilności, w przyszłości ten proces może zostać zintensyfikowany, bo wielkim zwolennikiem elektryfikacji aut jest nowy premier, Mateusz Morawiecki. Sęk w tym, że o ile łatwo mówi się o milionie aut na drogach za dekadę, o tyle trudno znaleźć odpowiedź na pytania o to, czy polski system energetyczny wytrzyma dodatkowe obciążenie tego typu. Już teraz zdarzają się problemy z dostawami energii, latem grożą nam awarie dotkliwe w skutkach. Dorzućmy milion aut i… będzie katastrofa.

Tesla Semi jest ciekawa, pozostałe auta tego producenta pod tym względem jej nie ustępują. Ale póki co powinniśmy się chyba cieszyć, że jest to w Polsce ciekawostka. Jeśli tych maszyn, ale też pojazdów elektrycznych innych firm, zacznie masowo przybywać, może się okazać, że na tę rewolucję nie jesteśmy przygotowani.