36

Tesla zbudowała w Kalifornii magazyn energii elektrycznej

Śledząc temat energetyki w dzisiejszym świecie, niejednokrotnie trafiałem na stwierdzenie, że problemem nie jest wytwarzanie taniej energii, lecz jej magazynowanie. To spora wada OZE: mowa o źródłach nie do końca przewidywalnych, które jednego dnia mogą dostarczać więcej energii, niż potrzeba, by po tygodniu zaspokajać jedynie część potrzeb. Szukamy zatem sposobów na przechowywanie energii. Tanich i wydajnych. Czy w sukurs branży przyjdzie firma Elona Muska?

Tesla dzisiaj nadal kojarzy się głównie z samochodami, ma nawet słowo „Motors” w nazwie, ale widać wyraźnie, że ten biznes rozszerza się nie tylko na polu motoryzacyjnym – coraz większą rolę odgrywa energetyka. I to na różnych płaszczyznach. Z jednej strony mamy Gigafactory, które produkuje akumulatory, z drugiej projekt dachu wytwarzającego energię elektryczną z promieni słonecznych. Gdy w Nevadzie powstawać będą urządzenia Powerwall i Powerpack do przechowywania energii w domach czy małych firmach, inżynierowie Tesli postarają się, by to rozwiązanie dawało coraz więcej za coraz mniej.

W tym kontekście ciekawie brzmią doniesienia dotyczące magazynu energii stworzonego przez Teslę. Powstał z połączenia urządzeń typu Powerpack, setek takich jednostek. I to powstał szybko: Tesla wygrała przetarg w wakacje poprzedniego roku, dzisiaj instalacja o pojemności 80 MWh jest gotowa do użytku. Zastosowane w niej baterie litowo-jonowe przez cały dzień będą mogły zapewniać energię elektryczną kilku tysiącom gospodarstw domowych w Kalifornii. W tym samym czasie powstały dwie podobne instalacje (stoją za nimi inne firmy) i każda mogłaby zostać uznana za największe przedsięwzięcie tego typu.

Do realizacji projektów doprowadziło… nieszczęście. Pod koniec 2015 roku doszło do katastrofy ekologicznej, rozpoczął się wielki wyciek metanu z magazynów ulokowanych w Kalifornii. Nie dość, że negatywnie wpłynęło to na środowisko i skutkowało ewakuacją rzeszy ludzi, to jeszcze doprowadziło do potrzeby znalezienia alternatywy dla paliwa kopalnego, zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego. Postanowiono postawić kilka magazynów energii elektrycznej, które pobierałyby ją z sieci w czasie, gdy zapotrzebowanie jest mniejsze i oddawały w szczycie.

Projekt brzmi bardzo ciekawie, ale nie brakuje znaków zapytania: ile takich instalacji musiałoby powstać, by np. uniezależnić Kalifornię od paliw kopalnych i pozwolić jej funkcjonować w oparciu o OZE? Do jakiego poziomu muszą spaść ceny akumulatorów, by stało się to opłacalne i kiedy do tego dojdzie? Jak wygląda żywotność takiego magazynu: przecież baterie zużywają się i kolejne ładowania oraz rozładowania będą pogarszać wyniki magazynu. Jasne, że nie nastąpi to zbyt szybko, ale te wyliczenia muszą być brane pod uwagę, nim zacznie się ewentualny boom na magazyny.

Czy są szanse na ów boom? Przybliżają nas do tego projekty typu Gigafactory: im więcej akumulatorów będzie produkowanych, im bardziej wzrośnie skala, tym szybciej powinny spadać ceny. Ostatecznie może się okazać, że chęć zmian w segmencie motoryzacyjnym doprowadzi do przetasowań także w innych branżach. Człowiek może nie tylko magazynować na ścianie domu energię wytworzoną przez dachówki, ale też liczyć na to, że prąd płynący do niego z sieci pochodzi z wielkiego akumulatora. Na razie takie zmiany wydają się odległą przyszłością, ale dekadę temu wiele osób powiedziałoby pewnie, że inwestycja zrealizowana właśnie przez Teslę to mrzonka. Tymczasem…