68

Tesco chce skanować moją twarz? Nie widzę problemu…

Wczoraj media obiegła informacja, którą można streścić w następujący sposób: Tesco będzie skanować twarze klientów, by móc dopasować do nich konkretne reklamy. Usłyszałem o tym w radio (kilka razy w jednej stacji), przeczytałem na paru stronach, TV nie mam, ale może też zwrócili na to uwagę. Nie zdziwię się, jeśli gazety również poświęcą swoje łamy […]

Wczoraj media obiegła informacja, którą można streścić w następujący sposób: Tesco będzie skanować twarze klientów, by móc dopasować do nich konkretne reklamy. Usłyszałem o tym w radio (kilka razy w jednej stacji), przeczytałem na paru stronach, TV nie mam, ale może też zwrócili na to uwagę. Nie zdziwię się, jeśli gazety również poświęcą swoje łamy temu zagadnieniu. Informacja może i ciekawa, wiele osób uzna, że warto ją rozprzestrzeniać na masową skalę. Czy powinniśmy się jednak bać wspomnianego pomysłu i kolejny raz krzyczeć o inwigilacji?

Zadane przed chwilą pytanie nie jest przypadkowe – lektura doniesień dotyczących pomysłu, a zwłaszcza komentarzy internautów, wywołała u mnie jedną myśl: ludzie, nie przesadzajcie. Oto sklep postanowił wykorzystać technologię, która na podstawie skanu twarzy określi mniej więcej płeć oraz wiek kolejkowicza (więcej na ten temat znajdziecie tutaj lub tutaj). Po co? By na monitorze przed kasą pojawiła się 10-sekundowa reklama, która zostanie jako tako dopasowana do konkretnego klienta. Jeżeli zatem jest się młodą kobietą, to prawdopodobnie zostanie wyemitowana krótka reklama kosmetyków, a facet w średnim wieku zapewne zobaczy promocję piwa. Straszne? Raczej nie.

Pojawiają się oczywiście głosy, że to dopiero początek wielkiej inwigilacji: dzisiaj sklep rozpozna twoją płeć, a jutro nazwisko. Teraz zaproponuje ci przypadkową zupę w proszku, ale za pięć lat będzie wiedział, że zrobiłeś zakupy, lecz nie kupiłeś czekolady, którą często wkładasz do koszyka. Sklepy, a zaraz po nich pewnie punkty usługowe, zaczną od niewinnych reklam, które mogą wywoływać uśmiech (wyobraźcie sobie np., że po zeskanowaniu twarzy młodego mężczyzny pojawi się reklama kremu dla kobiet 60+), ale potem będzie już tylko gorzej. Z czasem zaczną się urzeczywistniać wizje niektórych pisarzy i reżyserów filmów SF. Problem polega jednak na tym, że głośno zrobiło się o projekcie Tesco, gdy tymczasem każdego dnia udostępniamy dane równie ważne, co zdjęcie naszej twarzy.

Jan pisał wczoraj o Google Now i dawał do zrozumienia, że może to być jeden ze sposobów Google na jeszcze większą ekspansję oraz na… zbieranie coraz większej ilości informacji dotyczących konkretnych ludzi. Do wspomnianej przez niego lodówki, można dorzucić pozostałe AGD, samochód, urządzenia mobilne, i pewnie całą masę innych urządzeń podłączonych do Sieci. Google (ale to może dotyczyć każdej innej firmy, która zacznie działać na tym rynku) będzie wiedziało, co jem na śniadanie, jak często piorę skarpetki, gdzie pojechałem w piątek wieczorem i z kim wymieniam maile po 23.00. Część tych danych już posiada.

Smartfon od dawna nazywany jest asystentem swojego użytkownika i trudno się z tym nie zgodzić. Telefon wie już nie tylko, do kogo się dzwoniło i pisało SMS – teraz śledzi poczynania swojego właściciela przez kilkanaście godzin na dobę i nierzadko zna go lepiej niż rodzice czy mąż/żona. Nie ma tu większej różnicy, czy korzysta się ze smartfonu z platformą Google czy z iPhone’a. Czy ludzie zdają sobie z tego sprawę? Podejrzewam, że większość nie. Co więcej, rzesze użytkowników beztrosko podchodzą do korzystania ze smartfonu i padają ofiarą wyprowadzania ważnych danych, oszustw czy zwykłych żartów. Do wielu osób dotarło już, że trzeba chronić komputer przed wirusami czy złodziejami, ale tej wiedzy jakoś nie przekładają na sprzęt mobilny. Zmieniły się urządzenia oraz ich możliwości, ale wielu użytkowników nadal mentalnie działa w ramach nakreślonych dekadę temu, a może jeszcze wcześniej.

Biorąc pod uwagę fakt, że wiele firm zbiera bardzo wrażliwe informacje na nasz temat (nierzadko ludzie udostępniają je bez większej refleksji), trochę dziwi mnie to, iż głośno zrobiło się nagle o pomyśle Tesco. Ta sieć sklepów w zakresie zbierania ważnych danych jest daleko za gigantami z branży nowych technologii. Bardziej niż straszenie pomysłem Tesco, przydałoby się chyba nagłaśnianie innych tematów dotyczących naszej prywatności i ochrony danych. Nie po to, żeby wywoływać u ludzi panikę, ale w celu edukacyjnym. Warto również przygotowywać społeczeństwo na postępujące zmiany i uzmysławiać mu, że za pięć czy dziesięć lat pralka będzie w ramach anegdoty opowiadała swoim koleżankom, jak jej właściciel chciał wyprać białe prześcieradło z czerwonymi spodniami…

Źródło grafiki: juicefm.com