Microsoft

Telewizyjna przystawka Microsoftu przekonuje mnie o wiele bardziej niż Chromecast Google'a

TP
Tomasz Popielarczyk
83

Chromecast to jeden z bardziej udanych pomysłów Google'a. Możliwość przenoszenia obrazu ze smartfona czy tabletu na ekran telewizora jest praktyczna i stwarza ogrom możliwości - szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę te dziesiątki aplikacji, które efektywnie ją wykorzystują. Microsoft zrobił to jedna...

Chromecast to jeden z bardziej udanych pomysłów Google'a. Możliwość przenoszenia obrazu ze smartfona czy tabletu na ekran telewizora jest praktyczna i stwarza ogrom możliwości - szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę te dziesiątki aplikacji, które efektywnie ją wykorzystują. Microsoft zrobił to jednak o wiele lepiej - postawił na otwarty standard i uczynił swoje rozwiązanie o wiele bardziej wszechstronnym.

Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek to napiszę, ale Microsoft Wireless Display Adapter to urządzenie o wiele bardziej otwarte niż to, które jakiś czas temu wprowadził na rynek Google. Teoretycznie obie przystawki różni niewiele. Obie mają postać dongle'a podłączanego do portu HDMI w telewizorze czy monitorze. Oba też wymagają dodatkowego zasilania - z gniazdka lub portu USB (w przypadku modelu od MS odpowiedni kabelek jest wręcz zintegrowany z urządzeniem, co czyni całość bardzo ergonomiczną).

Różnice są widoczne przede wszystkim w działaniu. Kiedy Chromecast zamyka się na Androida i mocno integruje z jego aplikacjami, pozwalając na strumieniowanie obrazu ze smartfonó czy tabletów, rozwiązanie od Microsoftu jest o wiele bardziej uniwersalne bo bazuje na otwartym standardzie Miracast. Skorzystać z niego może zatem większość urządzeń z Windowsem 8.1, Windowsem Phone czy Androidem 4.2.1 i nowszym. Nie będzie to może aż tak efektowne, ale dajmy czas firmie z Redmond, bo za debiutem samej przystawki mogą iść kolejne działania.

Google rozegrał to idealnie. Poza Chromecastem deweloperzy otrzymali instrumenty i narzędzia pozwalające na zaimplementowanie funkcji strumieniowania obrazu w swoich aplikacjach. Stworzyło to szereg dodatkowych możliwości, bo programy mogły w różny sposób współpracować z przystawką i efektywnie wykorzystywać jej możliwości. Nie ograniczało się to jedynie do biernego duplikowania obrazu, ale dawało rzeczywiste korzyści użytkownikowi.

Teraz pora na Microsoft, bo nie oszukujmy się - Miracast jest stosowany dość powszechnie i znajdziemy go w wielu przystawkach, telewizorach, a nawet i monitorach (ostatnio miałem przyjemność testować jeden z nich). Ciągle jednak brakuje oprogramowania, które wykorzystywałoby go w sposób bardziej zaawansowany niż tylko przenoszenie obrazu na większy ekran. I nie mówię tutaj o kwestiach technicznych, jak opóźnienia czy pogarszająca się responsywność - choć są one równie ważne. Chciałbym, żeby MS zapewnił np. mojemu smartfonowi, że po połączeniu z jego przystawką będzie w stanie pełnić rolę gamepada albo wyświetlać filmy z YouTube'a na pełnym ekranie, a jednocześnie pozwalać mi na smartfonie układać dalej playlistę.

Przystawka MS jest o jakieś 25 dolarów droższa od Chromecasta. Na razie jedyną korzyścią jest jej większa kompatybilność i wszechstronność. Teraz czekam na kolejne słowo twórców i udostępnienie odpowiednich narzędzi dla deweloperów pracujących nad aplikacjami dla Windows 8.1 i Windows Phone.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

TVChromecastMiracasthot