17

Telewizor na sterydach. Test przystawki Measy U4A

Dziś na Smart TV może sobie pozwolić właściwie każdy. Jeżeli nie za sprawą drogiego modelu telewizora z wbudowanymi funkcjami tego typu, to poprze zakup stosownej przystawki. W rolę tę może się wcielić chociażby Measy U4A, która przez minione tygodnie była mózgiem mojego domowego telewizora. Muszę przyznać, że dotąd raczej nie słyszałem o Measy. Firma ta […]

Dziś na Smart TV może sobie pozwolić właściwie każdy. Jeżeli nie za sprawą drogiego modelu telewizora z wbudowanymi funkcjami tego typu, to poprze zakup stosownej przystawki. W rolę tę może się wcielić chociażby Measy U4A, która przez minione tygodnie była mózgiem mojego domowego telewizora.

Muszę przyznać, że dotąd raczej nie słyszałem o Measy. Firma ta ujawniła mi się dopiero przy okazji testów wspomnianej przystawki. Okazuje się, ze dość intensywnie rozbudowuje ona swoje portfolio pod tym kątem, oferując już nie tylko dongle HDMI z Androidem ale również rozbudowane set-top boksy z kamerkami, mikrofonami i innymi gadżeciarskimi dodatkami. Stanowią one trzon line-upu Measy, który jest wspierany przez inne akcesoria, jak chociażby klawiaturka Bluetooth do telewizora, która również czeka na pieczołowite testy (niebawem!).

Measy U4A z uwagi na niewielkie rozmiary została zapakowana do kompaktowego, przeźroczystego pudełka z plastiku. Wewnątrz umieszczono jedynie rzeczy najpotrzebniejsze, a więc samą przystawkę, kabelek USB oraz ładowarkę. Akcesoria niczym nie przypominają dużych chińskich ładowarek jednoczęściowych. Zdecydowanie bliżej im do segmentu middle- lub high-endowego. To ważne, bo po takich detalach można rozpoznać aspiracje producenta.

Inna sprawa, że standardowy zestaw, który znajdujemy w pudełku praktycznie uniemożliwia korzystanie ze sprzętu. Musimy zatem szybko posiłkować się myszką lub innym urządzeniem wskazującym, które pozwoli nam wydawać polecenia przystawce. Szkoda, że producent nie pomyślał przynajmniej o jakimś prostym pilocie, który pełniłby tę rolę.

Wygląd i wykonanie

Measy U4A wyglądem przypomina trochę przerośniętego pendrive’a. Producent do konstrukcji użył znienawidzonego przeze mnie błyszczącego plastiku, który wręcz uwielbia odciski palców. Z praktycznego punktu widzenia to nic nie znaczy, bo dongle i tak będzie przez 90 proc. czasu ukryty z tyłu za telewizorem, ale zdecydowanie psuje dobre wrażenie. Błyszczący wierzch i spód łączą matowe krawędzie w kolorze bordowym. Przyjemnie komponują się one z dominującą czernią i sprawiają, że całość cieszy oko (przynajmniej do czasu dotknięcia palcami…).







Wspomniane krawędzie to również miejsce, gdzie ulokowano niezbędne złącza. Najważniejszym jest tutaj oczywiście wtyk HDMI, który został ulokowany niezbyt ergonomicznie. W telewizorach, gdzie dojście do portu jest utrudnione, będziemy musieli ratować się przedłużaczami. Na przeciwległej ściance umieszczono porty USB 2.0: jeden w standardzie Micro i jeden pełnowymiarowy. Jak nietrudno się domyślić ten pierwszy posłuży nam głównie do dostarczania zasilania. Szkoda, że producentowi nie udało się upchnąć tutaj jeszcze jednego złącza USB. Szybko okaże się, że jedno jest niewystarczające i będziemy musieli posiłkować się HUB-em. Na prawej krawędzi znajdziemy również slot na karty pamięci TF oraz malutki otwór, gdzie ukryto przycisk resetowania.

Interfejs i aplikacje

Measy U4A wyposażono w standardowego, niemalże pozbawionego dodatków Androida 4.2.2 Jelly Bean. Umieszczając przystawkę w mobilnym telewizorze Fergusona, który akurat mam u siebie na testach, miałem wrażenie, że korzystam z budżetowego tabletu. Nie jest to niestety nakładka graficzna zoptymalizowana pod kątem 32, 40 czy 55 cali, jak to miało miejsce w testowanym nie tak dawno Fboksie.

To samo tyczy się wbudowanych aplikacji. Measy U4A jest pod tym względem czysty jak łza. Dla miłośników Androida AOSP to wspaniała wiadomość, bo otwiera im drogę do modyfikowania, instalowania i personalizowania systemu właściwie bez żadnych ograniczeń. Szary Kowalski może się jednak poczuć tutaj zagubiony. Przystawka zdecydowanie nie nadaje się dla osoby, która dopiero zaczyna swoją przygodę z Androidem.

DSC_7828

Znajdziemy tutaj zaledwie trzy programy, którymi nie dysponuje standardowo Android. Pierwszy to eHomeMediaCenter, czyli aplikacja, która pozwala nam na strumieniowanie obrazu w standardzie DLNA. Po uruchomieniu i połączeniu z siecią WiFi program wyszukuje nośniki danych i wyświetla listę multimediów. Drugi z programów, czyli WiFi Display działa podobnie, ale pozwala nam na przeniesienie obrazu z dowolnego urządzenia na ekran telewizora. Ostatnim z dodatków jest RKGameControler, czyli centrum sterowania i zarządzania ustawieniami podłączonego do zestawu kontrolera do gier.

DSC_7833

Czy czysty Android to wada? Dla fana technologii żadna. Otwieramy Google Play i instalujemy. Measy U4A dysponuje jedynie 4 GB pamięci wewnętrznej co może być problemem (w praktyce mamy do dyspozycji nieco ponad 1 G ). Na szczęście możemy przenosić programy na kartę SD, co częściowo rozwiązuje ten problem.

DSC_7836

Wydajność i możliwości

Całość uruchamia się zaskakująco szybko i działa równie sprawnie. Nie uświadczyłem tutaj żadnego klatkowania animacji czy spowolnionych reakcji na wydawane polecenia. Pod tym względem Mesay U4A spisuje się naprawdę świetnie. Jest to zasługą czterordzeniowego procesora Rockchip RK3188 Cortex-A9 o taktowaniu 1,6 GHz. Widać sporą różnicę, szczególnie na tle dwurdzeniowego Fboksa, który pod tym względem idealny nie był. Do tego dochodzi jeszcze 1 GB pamięci RAM, który pozwala na umiarkowany multitasking.

Measy U4A wydaje się sprzętem niemalże stworzonym do gier. Udało mi się tutaj stoczyć kilka wyścigów w najnowszej części Asphalt, a także pomęczyć kilka runnerów 3D i innych produkcji. Po podłączeniu zewnętrznego kontrolera, sprzęt z pewnością znacząco zyska na możliwościach.

Sprzęt dobrze sprawdzał się również w zastosowaniach multimedialnych. Bez większych problemów uzyskał dostęp do zasobów domowego NAS-a i odtwarzał stamtąd filmy – zarówno w 720p jak i 1080p. Dzięki dostępowi do sklepu Google Play właściwie nie musimy się martwić o obsługę formatów plików. Wystarczy nam jakiś dobry odtwarzacz, który załatwi sprawę.

Dobrze, że producent zadbał o obecność Bluetooth, bo to pozwoli nam zaoszczędzić cenny port USB. Zamiast tego możemy podłączyć mysz lub klawiaturę bezprzewodową. Jest to akcesorium niemalże niezbędne w tym przypadku, co oznacza, że na zakupie przystawki Measy nasze wydatki się nie kończą. Warto mieć to na uwadze.

Podsumowanie

Measy U4A to sprzęt dla pasjonatów. Nie poleciłbym go wujkowi czy rodzicom. Oni z pewnością szybciej rozgryźliby Fboksa lub inne, prostsze urządzenie. Tutaj jesteśmy rzucani od razu na głęboką wodę – dostajemy system rodem ze smartfonów i tabletów. Nie jest on nawet w najmniejszym stopniu zoptymalizowany pod kątem współpracy z telewizorami. Jak dla mnie to mimo wszystko wada. Oczekiwałbym od producenta położenia większego nacisku na ten element. Dostęp do Google Play nie zastąpi wszystkiego.

Wynagradza to niska cena, bo Measy U4A możemy kupić już za ok 250 złotych. Jest to stosunkowo niska cena za Androida na naszym telewizorze. Do tego jednak musimy doliczyć jeszcze jakiś kontroler (chyba, ze dysponujemy myszką Bluetooth lub radiową, ale wtedy zajmiemy port USB), więc koszty nieznacznie wzrastają.

Mimo swoich wad sprzęt jest jednak wszechstronny. Szczególnym plusem jest płynność działania interfejsu i ogólna wydajność, które wywarły na mnie dobre wrażenie. Jeżeli szukacie narzędzia, które pozwoli Wam instalować aplikacje na telewizorze na potęgę, to Measy U4A sprawdzi się tutaj doskonale.

Recenzator logoArtykuł pochodzi z bloga Recenzator, gdzie publikowane są testy oraz recenzje smartfonów, tabletów, gier, oprogramowania i szeroko pojętego sprzętu komputerowego