57

Te siedem seriali w TVP sprawi, że będę płacił abonament z przyjemnością

Nie sądziłem, że kiedyś będę pisał na AW o serialu Doktor Quinn. Ba, że wspomnę o nim w jakimś wpisie. A tu niespodzianka. Wszystko za sprawą TVP, która postanowiła wyemitować hit sprzed lat. I to na swoim głównym kanale! Za taką telewizję chętnie zapłacę abonament. Mam też kilka propozycji innych "perełek", które mogłyby się pojawić u publicznego nadawcy.

Telewizja Polska wie, jak powalczyć o widza w 2017 roku – najlepiej odwołać się do klasyki. Na Twitterze stacja poinformowała, że od poniedziałku do piątku będzie zabierać chętnych na Dziki Zachód. Przewiduję, że przed telewizorami o 10.35 każdego dnia zasiadać będą tłumy, by obejrzeć perypetie Doktor Quinn. Liczę przy tym na to, że po tym zostaną wyemitowane archiwalne odcinki Śmiechu warte. Niech młodzież dowie się, jak kiedyś wyglądał YouTube. Niech pozna kunszt i maestrię klasyka polskiego dowcipu…

Doniesienia o wielkim powrocie pojawiają się mniej więcej w tym samym czasie, co wiadomości o projekcie nowej ustawy abonamentowej: prace są ponoć na finiszu, za dwa tygodnie trafić ma ona pod obrady rządu. Potem szybkie procedowanie i za kilka miesięcy zaczną obowiązywać nowe przepisy. Aż chciałoby się napisać „w końcu”. Tyle czasu się z tym męczyli, musieli porzucić (odwlec?) plany wprowadzenia opłaty audiowizualnej, ale chyba czeka nas szczęśliwy finał: ściągalność abonamentu wzrośnie. Na szczęście przewidziana jest abolicja.

Wedle nowych przepisów, dostawcy płatnej telewizji będą dostarczać Poczcie Polskiej informacje na temat swoich klientów. Mechanizm jest tu dość prosty: jeżeli ktoś płaci za telewizję, ma telewizor. A jeżeli ma telewizor, powinien płacić abonament. GIODO ten pomysł nie do końca się podoba, ale to raczej nie zatrzyma zmian. Efekt będzie jednak taki, że do kasy TVP wpłyną dodatkowe setki milionów złotych. A dzięki temu powstawać będą nowe, świetne programy. Tyle teoria. W praktyce może być przecież tak, że Telewizja Polska wyciągnie z szafy klasyki – po Doktor Quinn pojawi się jeszcze kilka hitów sprzed dekad.

Na to liczę. Bo gdzie oglądać te perły telewizji? Chociaż nie mam telewizora (jeszcze – po głowie chodzi zakup), chociaż nie jestem odbiorcą płatnej tv, to chyba zacznę płacić abonament, gdy TVP dorzuci jeszcze kilka seriali sprzed lat. Oto moja krótka lista propozycji tytułów, które mogą przyciągnąć ludzi przed telewizory i zapewnią publicznemu nadawcy sukces w starciu nie tylko z Polsatem czy TVN, ale tez z HBO i Netfliksem.

Bonanza

Uzasadnienie jest tu dość proste: nie widziałem tego serialu. A to przecież klasyka. I zdecydowanie jest czym zapełniać ramówkę: jeden odcinek trwa blisko godzinę, odcinków jest grubo ponad czterysta. Z tego, co czytałem, wynika, że krzewione są w nim wartości, które powinna promować Telewizja Polska. Mama nadzieję, że to także doskonała lekcja historii Dzikiego Zachodu i poradnik życia ranczera.

Xena: Wojownicza księżniczka

Emitowała to konkurencja, ale warto powalczyć o ten tytuł. I w tym przypadku za serialem przemawiają wartości moralne: główna bohaterka była nicponiem, lecz ostatecznie postanowiła zmagać się ze złem, stanęła po stronie uciśnionych, walczyła z potworami i zbirami. Dobra postać na trudne czasy. To może być zachęta do uprawiania sportu i nabierania tężyzny fizycznej, lecz także lekcja z zakresu mitologii oraz kultury starożytnej. Bomba.

Alf

Wyjaśnienie wydaje się zbędne: kto nie chciałby ponownie obejrzeć Alfa? Jest zabawnie, jest rodzinnie, mamy szczyptę adrenaliny, bo nie wiadomo, kiedy przybysz z planety Melmac zostanie wykryty i pojmany. Trzeba przy tym wyraźnie zaznaczyć, że mamy do czynienia z postacią pozaziemską: w chwili, gdy Elon Musk dokonuje kolejnych przełomów w biznesie kosmicznym, gdy planowana jest wyprawa na Marsa, a NASA informuje o planetach, na których może istnieć życie, taki serial jest na wagę złota – każde dziecko będzie chciało zostać astronautą, by odwiedzić planetę Alfa.

Kojak

Klasyka serialu kryminalnego. Co tam Luther czy Sherlock w nowej odsłonie. Stróżem prawa, przez duże STRÓ był porucznik Theo Kojak. Nie dość, że klasycznie, w jednym odcinku rozwiązywał sprawę i łapał zbira, to jeszcze przez serial przewinęła się plejada gwiazd. Mam nadzieję, że przed telewizorami zasiądą zarówno polscy twórcy kina i telewizji, jak i służby mundurowe. Jeżeli tym pierwszym mimo wszystko nie uda się stworzyć przyzwoitego serialu, to może przynajmniej drudzy zdobędą dodatkowe umiejętności. Może będą dzięki temu szybciej łapać „najmłodszych milionerów”.

Doogie Howser, lekarz medycyny

Po pierwsze, seriale medyczne się nie nudzą. Każdy oglądał pewnie przynajmniej kilka, jeśli nie pełnymi seriami, to przynajmniej część odcinków. Dzięki temu wszyscy wiedzą, jak zdiagnozować toczeń i wykonać punkcję lędźwiową. Po drugie, mamy tu bardzo młodego lekarza. Niech będzie wzorem dla młodzieży – nie musisz zostawać jutuberem, by zyskać sławę i uznanie. Wystarczy, że zostaniesz lekarzem.

MacGyver

Gospodarka ma być nowoczesna i nastawiona na wytwarzanie oraz eksport technologii przyszłości – politycy powtarzają to niczym mantrę. Aby tak się stało, potrzebni są kolejni absolwenci politechnik. Pewnie nic nie zachęci ludzi do studiowania kierunków ścisłych/technicznych tak, jak MacGyver. Przecież nie wystarczy mieć pod ręką paczkę zapałek, korkociąg i skarpetę – trzeba jeszcze wiedzieć, jak to połączyć, by powstał helikopter. Na uczelniach technicznych pewnie tłumaczą takie rzeczy. TVP powinna tym serialem zapewnić maturzystów, którzy będą już znali podstawy.

Drużyna „A”

Mógłbym podać wiele powodów, ale wystarczy tylko jeden: Mr. T

O, tak skonstruowana ramówka powinna zapewnić TVP sukces. Starsi przyjdą z sentymentu, młodsi z ciekawości. Znowu przed telewizorami będą zasiadać miliony Polaków, by obejrzeć odcinek ulubionego serialu. Jak za czasów świetności doktor Quinn. Wygrają wszyscy. Najbardziej TVP. Mam nadzieję, że pieniądze z abonamentu, te dodatkowe, wydarte nieuczciwym Polakom, pomogą zrealizować ów plan…

PS Pominąłem polskie klasyki, bo wiem, że one i tak będą przypominane.