26

Chyba wrócę do oglądania telewizji – niebawem zaserwuje nam „Ciążę z nieznajomym”

O tempora, o mores! stwierdził dawno temu Cyceron, ale pewnie nawet mu się nie śniło, że w przyszłości będzie jeszcze "ciekawiej", a jego sentencja stanie się zwrotem wyświechtanym. Bo gdy wydaje się, że przekroczono już wszelkie granice, okazuje się, że to nie do końca prawda - człowiek potrafi zaskoczyć swój gatunek. Niebawem stanie się tak za sprawą programu "Ciąża z nieznajomym". Widzom zaserwuje go telewizja duńska, lecz można zakładać, że na niej się nie skończy - format wykupią stacje w innych krajach. Zakładam, że Polska nie wyłamie się z kolejki...

Ciąża z nieznajomym to „eksperyment telewizyjny”. Osoby samotne staną przed szansą zostania matką czy ojcem. W gruncie rzeczy taka możliwość istnieje od zarania dziejów, ale teraz wszystko uwiecznią kamery. Mamy grono kobiet, które pragnie dziecka, lecz nie szuka partnera, jest i grupa panów, którzy zostaną odsiani z tłumu przez „ekspertów” i powalczą o szansę zapłodnienia pań (z wykorzystaniem in vitro). To ma być chyba dosłowna walka, bo czytałem o zmaganiach i testach. Zostanie po prostu wyłoniony samiec alfa. Odda nasienie, możliwe, że dojdzie do zapłodnienia, szczęśliwa mama będzie miała dziecko, tata ponoć będzie mógł je odwiedzać, może nawet pomoże wychować potomka. Podkreślę jednak, że program nie ma na celu budowania tradycyjnej rodziny – wręcz przeciwnie. To ma być kwintesencja naszych czasów, odchodzenie od zmurszałych ram społecznych.

Brzmi nieźle, prawda? Mnie zaintrygowało podwójnie, bo w jakimś stopniu wykrakałem tę produkcję. Kiedyś miałem okazję obejrzeć odcinek programu Ślub od pierwszego wejrzenia i na pytanie „ciekawe, co jeszcze wymyślą” odpowiedziałem, że dziecko z nieznajomym. Pewnie wiele osób tak zrobiło. Ale czy zakładały, że ich słowa tak szybko staną się ciałem. Ja nie. Warto dodać, że za tymi dwoma programami stoi ta sama duńska stacja telewizyjna. Najwyraźniej odnalazła się na płaszczyźnie eksperymentów na rodzinie.

Czy ten program może nas szokować? Z niepokojem odpowiadam, że chyba nie. Przez lata telewizje przyzwyczajały nas do takich zabaw. Łamane były kolejne tabu, był już seks, było pijaństwo, bójki, wulgarność przestała dziwić. Big brother, który tak kiedyś szokował, dzisiaj wydaje się niewinnym żartem. Jednak w przypadku programu „Ciąża z nieznajomym” łamana jest kolejna bariera – decyzje podjęte przez uczestników nie będą dotyczyły wyłącznie ich i trudno będzie je cofnąć. To nie ślub, który może się zakończyć rozwodem: tu pojawia się dziecko. Dziecko, którego rodzice chcieli za wszelką cenę znaleźć się w telewizji. Choćby na chwilę ogrzać się w świetle reflektorów. Ktoś powie: hola, hola – przecież ci ludzie naprawdę mogą chcieć dziecka! I nie mam z tym problemu – niech się o nie starają. Ale czy naprawdę trzeba to robić przed kamerami? Jeżeli jakaś pani chce znaleźć męża rolnika, a pan szuka bratniej duszy, jedynym rozwiązaniem nie jest udanie się do programu telewizyjnego.

Coraz bardziej zbliżamy się do rzeczywistości, którą ukazano w filmie Truman Show. Bo jeśli teraz telewizja serwuje nam program Ciąża z nieznajomym, dlaczego po nim miałaby nie pokazać, jak jest wychowywane przynajmniej jedno dziecko z tego eksperymentu? Dzięki temu widzów przyciągnie się na lata, zżyją się z bohaterami bardzo mocno. Niemożliwe? Nie byłbym tego taki pewien. I jestem przekonany, że nie brakowałoby chętnych do takiego programu. Zresztą, mieliśmy już w Polsce przypadek rodziców, którzy w Sieci transmitowali życie domu.

W tym kontekście chyba wypada przeprosić jutuberów – czasem piszemy o ich poziomie, o patologiach w Sieci, upadku obyczajów. Temat podłapują stacje telewizyjne i pokazują widzom, jak źle jest w tych internetach. Ale same nie są lepsze. O 20.00 rwą włosy nad wulgarnym jutuberem, a o 21.00 pokazują półgłówka pijącego wódkę z buta w domu, w którym twórcy programu zamknęli go na miesiąc. Albo parę, która płacze do kamery, bo grupa ekspertów źle ich dobrała i ślub okazał się błędem. Hipokryzja w czystej postaci.

Całkiem serio zastanawiam się nad tym, co będzie dalej?. Czym jeszcze zaskoczą nas stacje telewizyjne. Przecież muszą iść jeszcze bardziej po bandzie, by przyciągnąć widzów, o wywołanie kontrowersji może być coraz trudniej. Przy tym usłyszymy/przeczytamy, że to odpowiedź na poważne problemy społeczne, zaproszenie do dyskusji na istotne tematy. Nie dajmy się jednak zwieść – telewizji chodzi przede wszystkim o robienie kasy. Dla tej ostatniej człowiek jest w stanie zrobić naprawdę wiele, więc czeka nas oszałamiająca ramówka. Chyba naprawdę wrócę do oglądania tv…