51

Pozywają Apple i domagają się usunięcia z AppStore komunikatora Telegram

telegram
Grupa aktywistów twierdzi że Telegram aż kipi od treści pełnych nienawiści i domaga się usunięcia komunikatora ze sklepów z aplikacjami.

Bywają dni w których czytając wiadomości ze świata technologii przecieram oczy ze zdziwienia. Nie do końca wiem, czy trafiam na jakiś żart, czy niekoniecznie. Ale zaglądając w kalendarz okazuje się, że dzisiaj 19. stycznia, a nie 1. kwietnia. A źródłem informacji jest Washington Post, wierzę więc, że oni nie bawią się w takie humoreski. Czytamy tam, że grupa Coalition for a Safer Web (Koalicja na rzecz Bezpieczniejszej Sieci) uznaje Telegram za miejsce dla doskonałe miejsce dla ekstremistów by dzielili się tam swoimi pomysłami.

Pozew wniosła Coalition for a Safer Web, bezpartyjna grupa która opowiada się za technologiami i polityką usuwania ekstremistycznych treści z mediów społecznościowych oraz prezes koalicji Marc Ginsberg, były ambasador USA w Maroku.

W oczach tego ugrupowania, Telegram jest narzędziem gdzie toczone są rozmowy „białych supermacji, neo-nazi i inne treści pełne nienawiści”. W ich mniemaniu to jawne pogwałcenie regulaminu App Store’a, a już teraz zapowiadają analogiczny pozew w kierunku Google Play. Ich celem jest doprowadzenia do usunięcia komunikatora z oficjalnych sklepów z aplikacjami w oparciu o te same punkty regulaminu, przez które ostatnio został skasowany Parler.

Prawdopodobnie chodzi o grupy, w których… no cóż, jak wszędzie – mogą się dziać różne rzeczy. Ale idąc tym samym tropem, właściwie wszystkie pozwalające na grupowe rozmowy komunikatory oraz media społecznościowe powinny zniknąć z internetu, bo nie wierzę, by na Facebooku, Messengerze czy Discordzie nie znalazły się miejsca z analogicznymi treściami. Kolejne pozwy więc będą w natarciu? Na ich miejscu bardziej od Apple i Google, odpowiedzialności szukałbym wśród administracji poszczególnych miejsc. Telegram to narzędzie pełne sprzeczności — niby bezpieczne, ale jednak nie tak, jak wielu by tego oczekiwało. Nie zmienia to jednak faktu, że są kraje, w których jest on jedyną furtką do szczerego, wolnego, internetu. Tylko dzięki niemu udaje im się omijać lokalną cenzurę.