37

Telefon stacjonarny to relikt przeszłości? Bzdura!

Dziwiłem się kiedyś, że Polacy nadal wysyłają tak dużo SMSów, że ta forma komunikacji nie poddaje się naporowi nowych usług (maili czy komunikatorów), ale rozwiązanie zagadki stało się jasne po analizie danych oraz po konfrontacji z komentarzami pod wpisem. Przyszedł czas na kolejną historię tego typu. Chociaż tym razem sam siebie przekonałem, że zdziwienie jest niewskazane. Chodzi o telefon stacjonarny. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz z niego korzystałem (tym bardziej w budce, o której wczoraj pisał Grzegorz), ale nie oznacza to, że sprzęt stał się zbędny.

Telefon stacjonarny to urządzenie, które znika z naszych domów. Próbowałem sobie dzisiaj przypomnieć numer telefonu z domu rodzinnego, ale ta sztuka się nie udała – aparat zniknął lata temu, gdy komórki stały się naprawdę popularne. Rodzice zdecydowali, że stacjonarka jest zbędna i nie ma sensu za nią płacić. Podobny scenariusz dotyczy pewnie wielu rodzin w naszym kraju. Zresztą, nie tylko w naszym kraju, to globalne zjawisko, w krajach rozwijających się etap stacjonarek został w poważny sposób ominięty: od braku telefonu społeczeństwo przeszło do telefonii komórkowej.

Gdy pomyśli się o codziennym użytkowaniu takiego sprzętu (w celach prywatnych), szybko dochodzi się do wniosku, że to rozwiązanie z poprzedniej epoki. Po co aparat w domu, skoro cały dzień mam przy sobie komórkę? Sytuacja podobna do tej, którą opisywałem rano, gdy stwierdziłem, że aparat fotograficzny staje się zbędnym urządzeniem dla sporej części społeczeństwa, pewnie dla większości populacji. To samo widzimy też w przypadku pecetów – wszystkie wymienione produkty zastępuje smartfon. Przynajmniej w podstawowym wymiarze, codziennym, nieskomplikowanym i niewymagającym użyciu.

Trzeba jednak podkreślić, że tak, jak komputery czy aparaty znajdują zastosowanie w bardziej zaawansowanych zadaniach, tak telefon stacjonarny nie opuści naszej rzeczywistości. Stąd rozpoczyna się cały wywód: kilka dni temu dostałem maila dotyczącego telefonii stacjonarnej, także tej bardzo nowoczesnej i pojawiły się w nim wnioski z raportu UKE. A wynika z nich, że 2/3 firm nie zamierza rezygnować z takich aparatów, nadal jest to dla nich ważny element biznesu. Początkowo byłem zdziwiony, zaskoczenie podobne do tego „smsowego”, ale wystarczy chwila, by szok minął – stacjonarki naprawdę mają sens.

Dla firm telefon stacjonarny jest ponoć pewnym gwarantem, to jeden z elementów bezpieczeństwa: jeśli jest aparat, numer, który kojarzymy ze stacjonarką, to wzrasta przekonanie, że nie mamy do czynienia z firmą-krzakiem. Bo ma biuro. I wiecie co? Sam kieruję się tą zasadą, gdy sprawdzam jakąś firmę usługową czy sklep internetowy, w którym zamierzam zostawić pieniądze. Może to irracjonalne, może bezpieczeństwa w tym za grosz, ale tak się sprawy mają. Numer komórkowy jakoś mnie nie przekonuje, nie wystarcza, bo wiem, jak można go zdobyć. Nawet dzisiaj, po zmianach w przepisach i konieczności rejestracji, jest to raczej proste zadanie. A telefon stacjonarny wymaga trochę wiekszego zachodu…

Warto też pomyśleć o wygodzie tego rozwiązania. Jeśli telefon w biurze czy urzędzie dzwoni przez cały dzień i ktoś spędza kilka godzin ze słuchawką w ręku, to jestem w stanie uwierzyć, że łatwiej jest ze stacjonarką. No i o zgubienie, zawieruszenie się czy zwyczajną kradzież trudniej. Do tego dochodzi kwestia ładowania baterii. A wiecie co może być największym atutem stacjonarki, z punktu widzenia pracownika? To, że nie musi jej ze sobą zabierać do domu. Kończy się praca, opuszcza się biuro i nie ma telefonów do późnej nocy. Jasne, w wielu przypadkach jest to minus, nie da się zrezygnować z całodobowego kontaktu z klientem, bo nie pzowala na to charakter usługi. Warto jednak pamiętać, iż nierzadko klienci nadużywają tego kontaktu…

Pisząc krótko: telefon stacjonarny nie opuści nas mimo postępującej ekspansji komórek. Czasem stare rozwiązania są po prostu lepsze.