1

Teamfight Tactics to istny złodziej czasu! Gra jest tego warta.

Teamfight Tactics to gra która skradnie mi wiele dni mojego życia. Jednak dzięki oprawie i formie w jakiej jest dostarczona nie będę uważał tego za wielką stratę.

Dawno, dawno temu kilku kolegów namówiło mnie do zainstalowania customowej mapki do Warcraft 3…tak rozpoczęła się moja przygoda z DOTA. Świetny pomysł, wykonanie i oparcie o moją ulubioną (w tamtym okresie) strategię. Potem przyszła Dota 2 na platformie Steam, która przeniosła wszystko co najlepsza i upakowała w dużo ładniejsze pudełko. Dlatego z przyjemnością grałem od samego początku w Dota Underloards. Z przyjemnością jednak bez czegoś co można nazwać pasją. Problem w tym, że o ile sam motyw gry (znany już dobrze) był całkiem ok, o tyle wykonanie było dość niemrawe. Za każdym razem jak odpalam ten tytuł to czuję, że ktoś tu po prostu odcina kupony. To sprawiło, że z przyjemnością przetestowałem Teamfight Tactics. Chociaż nigdy (serio!) nie grałem w League of Legends, postawnoiłem dać szansę tej wersji gry typu auto chess.

Na czym polega Teamfight Tactics?

Idea gry typu auto chess jest stosunkowo prosta. Dysponujemy pionkami (w tym wypadku to nasi championi), których rozstawiamy na mapie. Każdy champion opisany jest przez konkretną listę parametrów: punkty życia i many, szybkość ataku, obrażenia, pancerz, odporność na magię, zasięg ataku czy umiejętność specjalna. Championów rozstawiamy na planszy i obserwujemy rozwój wydarzeń. Sama potyczka odbywa się w pełni automatycznie i bez naszego udziału. Naszym zadaniem jest wyciągnąć wnioski i dokonywać stosownych korekt między rundami, a czasu na to nie ma za wiele.

Teamfight Tactics

Całość wydaje się prosta, jednak to tylko złudzenie. Cała siła naszej armii opiera się na synergiach. W Teamfight Tactics synergie są wynikiem połączenia klas lub pochodzenia danego championa. I tak dla przykładu posiadanie na mapie trzech różnych kosmicznych piratów daje nam szansę na zdobycie dodatkowego złota, a trzech czarodziejów zwiększa obrażenia zadawane przez nasze zaklęcia. Im mocniej pójdziemy w kierunku danej synergii tym lepsze bonusy dostajemy.

Zasady rozgrywki

Mecz rozpoczyna się od tzw. karuzeli czyli puli championów z której każdy wybiera jednego dla siebie na zasadzie kto pierwszy ten lepszy. Następne trzy rundy toczą się przeciwko botom. Na tym etapie otrzymamy nagrody, które wypadną z pokonanych stworów. Może być to kolejny champion, złoto albo jakiś przedmiot. Od czwartej rundy rozpoczyna się walka z innymi graczami w systemie każdy z każdym. Od tego momentu rozpoczyna się zabawa.

Cały mecz przeplatany jest kolejnymi rundami karuzeli w trakcie których pierwszeństwo mają gracze z mniejszą ilością życia oraz rundami przeciwko botom kontrolowanym przez AI. Pomiędzy poszczególnymi walkami możemy kupować nowych championów oraz punkty doświadczenia, aby szybciej zdobywać wyższe poziomy. Jest to szczególnie istotne, ponieważ to od poziomu doświadczenia zależy ile championów może znajdować się na planszy.

Czy warto instalować Teamfight Tactics?

Jeśli jesteś fanem strategicznego myślenia i przemyślanych buildów to jest to gra dla Ciebie. Szczególnie istotne jest to, że czas reakcji nie odgrywa tu żadnej, istotnej roli. Nie potrebujesz APM’a na poziomie miliona żeby zrównać się z najlepszymi koreańskimi graczami. To co musisz to zrozumieć zasady rozgrywki, wiedzieć kiedy zagrać rundy eco, a kiedy zainwestować w odszukanie tego jednego, konkretnego championa. Musisz chcieć poświęcić czas na analizę zachowania poszczególnych synergii oraz ich słabych i mocnych stron.

Teamfight Tactics

Wspomniałem wcześniej o Dota Underloards, która teoretycznie gwarantuje podobny poziom skomplikowania, jednak tamtej grze czegoś brakuje. Niby się stara, ale nie do końca jej wychodzi, a pamiętajmy, że mówię to z perspektywy fana Doty. Underloards było dla mnie zapychaczem w tle, takim szumem w tle w trakcie rutynowych zajęć. W przypadku Teamfight Tactics jest zupełnie inaczej. Cała oprawa, forma i sposób przygotowania sprawiają, że zasiadam do tej gry z przyjemnością i poświęcam jej pełnie swojej uwagi.

Oprawa graficzna jest świetna niezależnie czy korzystamy z wersji PC czy mobile (tak tak, mamy tu pełen cross-platform). Efekty poszczególnych umiejętności wyglądają świetnie, animacje są bardzo dynamiczne, aż chce się oglądać naszych championów w akcji. To jest po prostu kawałek bardzo dobrej gry w którą chce się grać.

Co jeszcze oferuje Teamfight Tactics?

Gra jest w pełni darmowa. Twórcy jakoś na chleb muszą zarobic więc jak się pewnie domyślacie możemy zakupić przedmioty w grze. W tym wypadku jest to znany i lubiany/znienawodzony (niepotrzebne skreślić) Battle Pass, który można zakupić za ok. $10. Dzięki niemu w każdym sezonie odblokowujemy kolejne dodatki wraz ze zdobywanymi poziomami. Oczywiście nie brakuje też innych dodatków, sklep peka w szwach. Wszystko co kupujemy to czysta kosmetyka bez wpływu na samą rozgrywkę więc nie ma tu mowy o pay-to-win.

Teamfight Tactics oferuje przede wszystkim sporo emocji związanych z budowaniem swojej strategii. Zapewniam was, że gra jest na tyle zróżnicowana, że podążanie za nawet najlepszymi listami buildów nie gwarantuje sukcesu. Nie trzeba więc uczyć się ich na pamięć, ale na pewno warto dobrze zrozumieć aktualną metę, która dominuje w poszczególnych rozgrywkach. Pozwoli to wam na szybsze odnalezienie waszego stylu gry, który ma szansę dać wam wysokie pozycje.