Wywiady

Takiego Sherlocka Holmesa jeszcze nie było. Polska reżyserka i nowy serial Netfliksa

KK
Konrad Kozłowski
7

"Ferajna z Baker Street" już na Netflix, a my mamy szansę zobaczyć Sherlocka Holmesa z zupełnie nowej perspektywy. O tym, jak powstawał serial, jaki jest potencjał na kontynuację i czym zaskakuje produkcja opowiedziała mi polska reżyserka Weronika Tofilska, która stanęła za kamerą wybranych odcinków "Ferajny z Baker Street".

Czy marka Sherlocka Holmesa była ciężarem?

Jestem fanem Sherlocka Holmesa i właśnie w przestrzeni wokół tej postaci się tutaj poruszamy, dlaczego zapytam o to, czy nadal, pomimo tego natłoku i przyzwyczajenia widzów do obecności tego bohatera pod różną postacią, czuje się pewnego rodzaju presję na zasadzie: “mam do czynienia z dużą marką, muszę się przez to bardziej przyłożyć do swojej pracy, wykrzesać coś więcej z siebie”?

Tak, na pewno. Myśląc o tym, nie poruszasz się w próżni i jest za tym duży kontekst popkulturowy, kulturowy i literacki. Jeśli chodzi o kontekst kultury typowo brytyjskiej, wydaje mi się, że nie da się tego uniknąć. Ale jest też taki moment, gdy w trakcie czytania scenariusza, że zapomina się o tym, tak naprawdę, bo te scenariusze były napisane w ten sposób, że Sherlock był tą postacią, która jest gdzieś w tym świecie “The Irregulars”. Trochę gramy z tą konwencją, z tą historią, z tym kontekstem, ale tak naprawdę pozostawiamy to trochę za sobą po pewnym czasie. Jest o trochę taka dychotomia, balans pomiędzy dwoma rzeczami. Jest to nasz świat, to my tworzymy w nim reguły, ale kompletnie nie ignorujemy tego, co było.

Legion Samobójców: pierwszy trailer zapowiada niezłe widowisko! Premiera już w sierpniu

Polski tytuł Ferajna z Baker Street ma się nijak do oryginalnego The Irregulars

Planowałem zaczekać z tym pytaniem do końca, ale padł już tytuł “The Irregulars”. W Polsce serial poznamy pod tytułem “Ferajna z Baker Street”. Korzystając z okazji, że rozmawiamy, muszę uderzyć w ten ton i zapytać bezpośrednio osobę, która odpowiada za powstanie serialu, a doskonale też czuje i rozumie język polski oraz angielski. Jaki jest punkt widzenia kogoś, kto wie, co nakręcił i jak brzmiał pierwotny tytuł, a później słyszy coś innego. Nie będę ukrywał, że tytuł “The Irregulars” mnie zaintrygował, ale gdyby nie Baker Street polskim tytule, to nie wiem, czy bym się nim zainteresował.

To dosyć ciekawe, bo ten tytuł “The Irregulars” jest ironiczny, ale ma też dużo różnych znaczeń. To jest tytuł, który został zapożyczony z książek Arthura Conan Doyle’a, gdzie był używany jako termin pejoratywny w stosunku do tych nastolatków i street kids (dzieci wychowujące się na ulicy - przyp. red). Sherlock Holmes był kimś z pewnej sfery społecznej, a The Irregulars byli z innej i to były nawet postacie, które nie do końca miały imiona, nie był określony ich życiorys. To były postacie totalnie trzecioplanowe czy w tle, dlatego ten tytuł jest ciekawy, bo zapożycza taki punkt widzenia, ale jednocześnie odnosi się do paranormalnych rzeczy, bo irregular mówi, że coś jest niespodziewane, mistyczne. “Ferajna z Baker Street” to natomiast ciepłe określenie i kojarzy mi się to z książkami, które czytałam w dzieciństwie. Pierwszy raz słyszę taki tytuł i rozumiem to, jest w tym coś ciepłego i przyjaznego.

Disney wznawia ulubioną markę, ale będziecie rozczarowani. Wraca Skarb Narodów

W polskiej wersji “Nieregularni” nie niósłby za sobą takiej głębi, a nazwa ulicy sprawia, że wiemy, o czym mowa. Jestem ciekaw o kwestie wizualne produkcji, bo ewidentnie widać, że nie jest to lekka produkcja, choć mamy tu młodszych bohaterów, ale nie brakuje trochę powagi czy strachu. Wiele rzeczy traktujemy z przymrużeniem oka albo przemieniamy na żart, ale poruszanych jest sporo ważnych tematów. Jak odnajduje się ten balans, kiedy wiadomo, że można pozwolić sobie na więcej luzu, a kiedy trzeba przekazać aktorowi “momencik, trochę przeszarżowaliśmy, zagrajmy to jeszcze raz”?

Wydaje mi się, że humor i ton, to coś co bardzo ciężko wytłumaczyć, dlatego to jest coś, z czym ma się duże zaufanie, że czytając scenariusz wszyscy wyobrażamy go sobie w podobny sposób. I to jest też kilka różnych rzeczy, w tym praca z aktorem, a ja nigdy nie pracuję tak, że mówię mu, że coś ma być śmieszniejsze. Jeżeli jest dobry casting, to aktor będzie wiedział i załapie ton, natomiast wszystko musi bazować na tym, co jest prawdziwe. Coś będzie śmieszne, dlatego że sytuacja jest zabawna. Nigdy nie mówię aktorowi, by coś zagrał śmiesznie. Być może w sytuacji, gdy jest gdzieś ewidentny żart w dialogu, to może kilka razy na różne sposoby można spróbować, czasami coś trzeba powiedzieć po prostu szybciej, jeżeli scena ma powolne tempo, to zatraca się humor. Ale jeśli chodzi o to balansowanie tonu, to nie do końca odbywa się to na zasadzie komunikacji. To, jak wygląda scenografia, jakich używamy obiektywów, jaki jest ruch kamery, jaki jest montaż, jaka jest muzyka, to są elementy, które zmieniają ton.

Niesprawiedliwy tytuł i nietypowy Sherlock Holmes. Ferajna z Baker Street – recenzja

Jak wygląda praca nad serialem, gdy jest się jednym z kilku reżyserów?

Czy poszukiwanie tego balansu należy do roli reżysera? Gdy spojrzymy na “House of Cards” o charakterze serialu stanowił showrunner Beau Willimon, ale każdy z reżyserów miał swoje pomysły. Jak wiele mogłaś zostawić śladu po sobie w nakręconych przez Ciebie odcinkach?

Wydaje mi się, że każda produkcja ma inny styl i ma inną hierarchię. Nie pracowałam nigdy w USA, ale jako widz - osoba, która się tym interesuje - wiem, że tam ten showrunner, który też bywa reżyserem wielu odcinków, jest osobą od projektu do projektu. Bo są takie projekty jak “The Sopranos” czy “Mad Men”, które są ustawione w całości przez jedną osobę, natomiast tutaj było tak, że osobą, która była twórcą był scenarzysta i on był osobą, która wykreowała ten świat i do której zawsze się odnosiliśmy z ważną kreatywną decyzją, jak również do producentów wykonawczych i Netfliksa. Oni wszyscy nad tym sprawowali pieczę. Natomiast każdy z reżyserów miał równą pozycję i każdy mógł w obrębie tego, czym scenariusz jest, pójść w kierunku, jakim by chciał. Żadne z nas nie poszło radykalnie w innym kierunku, bo ten wskazuje scenariusz. Każdy serial jest inny i ten reżyser, który kręci pierwsze odcinki, wraz osobami odpowiedzialnymi za kostiumy i inne aspekty, podejmują wiele pierwszych decyzji dotyczące tego świata, dlatego gdy my wchodzimy są już pewne fundamenty.

Na koniec zapytam oczywiście o kwestie kontynuacji. Jak rysuje się w Twojej wyobraźni przyszłość tych wątków, czym jeszcze można zaskoczyć widza?

Na pewno jest możliwość kontynuacji. To, co jest najfajniejsze w serialu, to główni bohaterowie i aktorzy, którzy byli niesamowici, jak również ci wcielający się w postacie drugoplanowe Sherlocka i Watsona. Mam wrażenie, że szczególnie młodzi aktorzy mają jeszcze dużo do powiedzenia i jest mnóstwo ciekawych wątków pomiędzy nimi, które mogą się wydarzyć. To odwrócenie perspektywy jest bardzo fajne, znamy Sherlocka Holmesa jako jedną z głównych postaci w tych wszystkich serialach, mimo że w książkach był on widziany przez dr Watsona. W naszym serialu jest on postacią drugoplanową, peryferialną, która pokazujemy później. Główni bohaterowie z serialu nie mieli przecież w książkach żadnych historii, wręcz nie istniały. Po zmianie perspektywy pokazujemy ich w centrum wydarzeń, gdy Sherlock Holmes jest tłem.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu