58

Powstrzymałem się przed zakupem rzeczy, których nie potrzebuję. Tak teraz wygląda Black Friday

Mam wrażenie, że od mniej więcej dwóch lat tak zwany Czarny Piątek (Black Friday) to jedynie cień niegdysiejszego święta zakupowego. I choć udało mi się upolować jedną rzecz, którą chciałem kupić wcześniej, to najpierw musiałem się przekopać przez tonę ofert, które w ogóle mnie nie interesują.

Pamiętam, jak kilka lat temu w Black Friday przygotowywaliśmy dla Was konkretną pigułkę z promocjami w polskich sklepach z elektroniką. I faktycznie – niektóre oferty były świetne, niektóre dobre, a inne tylko „w porządku”. Jednak mniej więcej od dwóch lat Black Friday „rozwodnił” się w Polsce tak bardzo, że sam przestałem na niego czekać.

Klimat Czarnego Piątku zepsuły same sklepy, wprowadzając swoje dziwne „czarne tygodnie”. Teoretycznie fajnie, bo to wydłużony okres promocji, w praktyce chyba nikomu już nie chce się siedzieć przez kilka dni i śledzić, na jaki produkt akurat pojawiła się zniżka. Usiadłem więc dziś do komputera z nadzieją, że znajdę jakieś fajne promocje na produkty, których zakup odkładałem właśnie do jesieni i poza jednym wyjątkiem (polecana przez znajomych ładowarka Green Cell GC AirJuice 15W w cenie 59,95 zamiast 99,95 zł na stronie światbaterii), nie kupiłem w promocji nic. Co w sumie zabawne, ostatecznie nabyłem jeszcze 4 różne produkty z różnych, niekoniecznie elektronicznych kategorii – ale w normalnych cenach. Bo choć sklepy krzyczały z każdej możliwej strony o Black Friday, to jak na ironię zniżki nie dotyczyły moich zakupów.

Może to moje szczęście – czy raczej jego brak – ale mam wrażenie, że dziś dość ciężko upolować upatrzoną wcześniej elektronikę. A nawet jeśli faktycznie jest coś, na co się czaicie, w dodatku w super cenie – to z kilka minut (lub kilkadziesiąt sekund) boty robią tak dobrą robotę, że po chwili nie ma już towaru na wirtualnych półkach. Oczywiście pojawia się potem w serwisach aukcyjnych w wyższej cenie. Rozumiem oczywiście pomysł na biznes, ale bardzo psuje to przyjemność z zakupów takiemu statystycznemu „Kowalskiemu”, który nie ma szans upolować niczego w korzystnej ofercie cenowej.

Black friday shopping. Black balloon with text on white bricks background, copy space

[/okladka] Black friday shopping. Black balloon with text on white bricks background, copy space

Nie zrozumcie mnie źle – w sklepach jest masa promocji tylko mam wrażenie, że nawet jeśli jest to kategoria, którą się interesujecie, to najlepszej ceny nie dostaje wcale najciekawszy produkt, ale ten, który zalega na magazynie.

Nie daj się oszukać, czyli Ceneo na ratunek

Ceneo czy jakakolwiek inna wyszukiwarka ofert to podstawowe narzędzie, którego warto używać zanim wyda się pieniądze niejako w promocji. Po pierwsze – warto porównać oferty, bo może się okazać, że nawet po „niesamowitej promocji, tniemy ceny, łojezu jak tanio” porównywarka i tak podsunie ciekawszą ofertę. To raz – dwa historia cen. Grzesiek pisał niedawno o jakiejś absurdalnej sytuacji gdzie popularny, duży sklep Media Expert żonglował wręcz cenami laptopa Asusa. To nie jest jedyny przykład i w dzisiejszych czasach naprawdę trudno nie dać się na takich praktykach złapać. Niestety wielki napis „promocja” działa na ludzi w internecie tak samo jak w stacjonarnym sklepie i kusi żeby z takiej promocji skorzystać, czasami nawet kiedy nie potrzebujemy jakiegoś produktu. No bo przecież głupio przepłacić. Tylko niestety nie każdy weryfikuje cenę, a często okazuje się, że znaczek „promocja” nie ma przełożenia na rzeczywistość i czasem płacimy tyle samo co normalnie lub nawet więcej. Między innymi dlatego jestem bardzo sceptyczny do wszelkich tego typu ofert, szczególnie w Czarny Piątek czy Dzień Singla na Aliexpress. Choć akurat w przypadku tego drugiego udało mi się kupić sprzęt za połowę kwoty jaką kosztuje w polskich sklepach (w dodatku przyszedł z Polski w 3 dni). Ale też żonglowałem kodami przez chyba 30 minut, bo połowa z nich nie działała.

Była kiedyś taka radiowa reklama którejś z dużych sieci elektromarketów, gdzie żona chwaliła się mężowi jak to zaoszczędziła pieniądze. Chodziło o kupienie sprzętu po niższej cenie i to miała być właśnie ta oszczędność, tylko zdaje się chodziło o urządzenie, którego nie potrzebowała. I nie ukrywam, że kilka ofert mnie dziś kusiło, ale uznałem, że skoro produkty nie znalazły się na liście sprzed kilku miesięcy, to w ogóle ich nie potrzebuję i nie ma znaczenia w jak dobrej ofercie są aktualnie dostępne.

Jestem bardzo ciekawy czy macie tak samo i czy korzystacie jeszcze z ofert na Black Friday. Bo mnie na przykład często śmieszy kiedy w ten jeden „szczególny” dzień niektóre sklepy wychodzą na chwilę ze swojego dziwnego, magicznego świata zawyżonych cen i przez ten krótki czas zmieniają swoją ofertę tak, by przystawała, zrównała się z cenami konkurencji. I liczą na to, że zwiększenie czcionki z przekreśloną bazową kwotą nagoni im klientów, którzy wykupią zalegający na magazynie towar niechętnie kupowany w regularnej (dla tego sklepu) cenie, a jednocześnie generujący koszty przechowywania.

I tak – mam nadzieję, że urzekła Was moja historia :D