Mobile

Tak się dzisiaj sprzedaje smartfony: duże partie w kilka sekund

MS
Maciej Sikorski
6

Chwalenie się nie jest w biznesie niczym nagannym. To wręcz obowiązek, który może wpłynąć na odbiór danego gracza. Kolejne rekordy, dobre rezultaty sprzedaży, ważne umowy, nowi partnerzy są szybko prezentowane światu. Czasami osiągnięcia bywają tak zdumiewające, że na twarzy odbiorcy pojawia się uśm...

Chwalenie się nie jest w biznesie niczym nagannym. To wręcz obowiązek, który może wpłynąć na odbiór danego gracza. Kolejne rekordy, dobre rezultaty sprzedaży, ważne umowy, nowi partnerzy są szybko prezentowane światu. Czasami osiągnięcia bywają tak zdumiewające, że na twarzy odbiorcy pojawia się uśmiech. Bo jak zareagować na wieść o dziesiątkach tysięcy smartfonów sprzedanych w kilka sekund?

Pisałem kiedyś o jednym z trików stosowanych przez Xiaomi: firma wprowadza do sprzedaży poważnie ograniczoną liczbę urządzeń, zazwyczaj podaż jest znacznie niższa niż popyt i w efekcie sprzęt szybko znika ze sklepu. To już nawet nie są kwestie godzin - wystarczają minuty, by spora partia towaru została wykupiona przez klientów. Przywołam fragment tamtego tekstu:

Xiaomi nakręca w ten sposób swoją sprzedaż, jednocześnie czaruje część komentatorów – są oni skłonni przeliczać wyniki sprzedaży i w ten sposób budują mit firmy, która byłaby w stanie sprzedawać rocznie nie dziesiątki, ale setki milionów smartfonów. Skoro w ciągu jednej sekundy sprzedali dziesięć tysięcy sztuk tabfonu (lub jakiegokolwiek innego produktu), to ile mogliby sprzedać w miesiąc…?

To nie jest metoda wymyślona przez Xiaomi, ale oni są kojarzeni z tą zagrywką. Doszło nawet do tego, że konkurencja skarżyła się na te metody i uznawała je za nieuczciwe. Skargi i wyrzuty niewiele tu jednak dadzą. A skoro tak, to pojawia się pomysł, by wykorzystać wspomniane rozwiązanie. Tą ścieżką poszła już firma HTC, jakiś czas temu zastosowano ją chyba przy sprzedaży tabletu Nokia N1, Tomasz pisał też o podobnych ruchach w wykonaniu ZTE. Ale na tym nie koniec. Mogę nawet stwierdzić, że firmy dopiero się rozkręcają.

Przeczytałem wczoraj, że firma Meizu sprzedała 100 tys. sztuk smartfonu M1 w minutę. Fenomenalny wynik. Cios wymierzony w Xiaomi, bo to z tym graczem konkuruje Meizu. Znalazł się jednak jeszcze jeden chiński producent, który przebił nawet wynik Meizu - Lenovo sprzedało w Indiach 20 tys. sztuk smartfonu A6000 w zaledwie 3 sekundy. Powtórzę: 3 SEKUNDY. Z taką informacją można ruszyć w świat, to się sprzeda świetnie. Wspominałem kiedyś, że według plotek branżowych, Lenovo zamierza skorzystać z niektórych sztuczek stosowanych przez Xiaomi i najwyraźniej nie były to zapowiedzi bez pokrycia.

Thanks for the phenomenal response! Next SALE on the 11th of Feb. Register on @Flipkart from 6 PM TODAY. pic.twitter.com/XOD4N46u44

— Lenovo India (@Lenovo_in) luty 4, 2015

Chwalenie się nie jest w biznesie niczym nagannym. To wręcz obowiązek, który może wpłynąć na odbiór danego gracza. Kolejne rekordy, dobre rezultaty sprzedaży, ważne umowy, nowi partnerzy są szybko prezentowane światu. Czasami osiągnięcia bywają tak zdumiewające, że na twarzy odbiorcy pojawia się uśmiech. Bo jak zareagować na wieść o dziesiątkach tysięcy smartfonów sprzedanych w kilka sekund?

Pisałem kiedyś o jednym z trików stosowanych przez Xiaomi: firma wprowadza do sprzedaży poważnie ograniczoną liczbę urządzeń, zazwyczaj podaż jest znacznie niższa niż popyt i w efekcie sprzęt szybko znika ze sklepu. To już nawet nie są kwestie godzin - wystarczają minuty, by spora partia towaru została wykupiona przez klientów. Przywołam fragment tamtego tekstu:

Xiaomi nakręca w ten sposób swoją sprzedaż, jednocześnie czaruje część komentatorów – są oni skłonni przeliczać wyniki sprzedaży i w ten sposób budują mit firmy, która byłaby w stanie sprzedawać rocznie nie dziesiątki, ale setki milionów smartfonów. Skoro w ciągu jednej sekundy sprzedali dziesięć tysięcy sztuk tabfonu (lub jakiegokolwiek innego produktu), to ile mogliby sprzedać w miesiąc…?

To nie jest metoda wymyślona przez Xiaomi, ale oni są kojarzeni z tą zagrywką. Doszło nawet do tego, że konkurencja skarżyła się na te metody i uznawała je za nieuczciwe. Skargi i wyrzuty niewiele tu jednak dadzą. A skoro tak, to pojawia się pomysł, by wykorzystać wspomniane rozwiązanie. Tą ścieżką poszła już firma HTC, jakiś czas temu zastosowano ją chyba przy sprzedaży tabletu Nokia N1, Tomasz pisał też o podobnych ruchach w wykonaniu ZTE. Ale na tym nie koniec. Mogę nawet stwierdzić, że firmy dopiero się rozkręcają.

Przeczytałem wczoraj, że firma Meizu sprzedała 100 tys. sztuk smartfonu M1 w minutę. Fenomenalny wynik. Cios wymierzony w Xiaomi, bo to z tym graczem konkuruje Meizu. Znalazł się jednak jeszcze jeden chiński producent, który przebił nawet wynik Meizu - Lenovo sprzedało w Indiach 20 tys. sztuk smartfonu A6000 w zaledwie 3 sekundy. Powtórzę: 3 SEKUNDY. Z taką informacją można ruszyć w świat, to się sprzeda świetnie. Wspominałem kiedyś, że według plotek branżowych, Lenovo zamierza skorzystać z niektórych sztuczek stosowanych przez Xiaomi i najwyraźniej nie były to zapowiedzi bez pokrycia.

Thanks for the phenomenal response! Next SALE on the 11th of Feb. Register on @Flipkart from 6 PM TODAY. pic.twitter.com/XOD4N46u44

— Lenovo India (@Lenovo_in) luty 4, 2015

Zastanawiam się, jak długo producenci będą stosować ten wybieg w celach marketingowych i czy przybierze on monstrualne rozmiary, a przy tym karykaturalne kształty? Jestem po prostu ciekaw, kiedy producenci przedobrzą, ewentualnie kiedy ludziom się to znudzi i magia przestanie działać. Jednocześnie chciałbym zwrócić uwagę na inny ważny element tego zagadnienia - cięcie kosztów. Marketing schodzi tu na drugi plan, liczy się to, że w magazynach firm X czy Y nie zalegają produkty, które nie znajdują nabywców. Xiaomi gwarantuje niskie ceny m.in. dlatego, że zamawia tyle urządzeń, ile jest w stanie sprzedać - nie ma niesprzydanych produktów, generowania niepotrzebnych kosztów. Innych producentów może zainteresować także ten wątek, bo każdy z nich jest zmuszony szukać sposobów na redukcję kosztów. Ostatecznie może się zatem okazać, że chwyt marketingowy rozpowszechniony przez Xiaomi da początek poważnym zmianom w systemie dystrybucji elektroniki. Byłoby ciekawie.

Zastanawiam się, jak długo producenci będą stosować ten wybieg w celach marketingowych i czy przybierze on monstrualne rozmiary, a przy tym karykaturalne kształty? Jestem po prostu ciekaw, kiedy producenci przedobrzą, ewentualnie kiedy ludziom się to znudzi i magia przestanie działać. Jednocześnie chciałbym zwrócić uwagę na inny ważny element tego zagadnienia - cięcie kosztów. Marketing schodzi tu na drugi plan, liczy się to, że w magazynach firm X czy Y nie zalegają produkty, które nie znajdują nabywców. Xiaomi gwarantuje niskie ceny m.in. dlatego, że zamawia tyle urządzeń, ile jest w stanie sprzedać - nie ma niesprzydanych produktów, generowania niepotrzebnych kosztów. Innych producentów może zainteresować także ten wątek, bo każdy z nich jest zmuszony szukać sposobów na redukcję kosztów. Ostatecznie może się zatem okazać, że chwyt marketingowy rozpowszechniony przez Xiaomi da początek poważnym zmianom w systemie dystrybucji elektroniki. Byłoby ciekawie.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

sprzedażLenovoMeizuXiaomi