14

Tajemnica poliszynela: twórcy gier płacą youtuberom za promocję konkretnych produktów. Niech płacą, nawet więcej, ale nie po cichu!

Zgroza, szok, niedowierzanie i skandal. Microsoft płaci za promocję Xboksa One! O co chodzi? Do sieci wyciekły informacje dotyczące układu, jaki producent konsoli zawarł z jedną z sieci partnerskich na YouTube. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że umowa była… nie do końca czysta. Zacznijmy od założeń. Microsoft miał płacić bonusowe trzy […]

Zgroza, szok, niedowierzanie i skandal. Microsoft płaci za promocję Xboksa One! O co chodzi? Do sieci wyciekły informacje dotyczące układu, jaki producent konsoli zawarł z jedną z sieci partnerskich na YouTube. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że umowa była… nie do końca czysta.

Zacznijmy od założeń. Microsoft miał płacić bonusowe trzy dolary, za każde tysiąc wyświetleń dla filmików, które miały promować Xboksa One. W akcji można było wziąć udział publikując w wyznaczonym miesiącu filmik w którego pierwszych dwóch minutach znajdzie się przynajmniej 30 sekund materiału z gry na nową konsolę Microsoftu. Jednocześnie osoba nagrywająca musiała poinformować widzów, że bawi się właśnie z produkcjami na tę maszynkę. Filmik należało także opatrzyć odpowiednim tagiem. Wynagrodzenie? Dodatkowe trzy dolary za każdy tysiąc wyświetleń. Akcja miała trwać aż do wyczerpania „puli” 1 250 000 wyświetleń (zakończyła się po dwóch dniach). Teraz ciemna strona medalu – twórcy materiałów nie zdradzali się z faktem, że umowa o której mówimy w ogóle istnieje.

Nie mam najmniejszych problemów z tym, żeby producenci konsol, gier, wydawcy, itp., płacili youtuberom. Ba! Sądzę nawet, że nie płacenie jest lekko nie na miejscu, bo przecież to są osoby, które nakręcają ich biznes. Natomiast ukrywanie tego faktu, jest bardzo nie na miejscu. Zwłaszcza w takiej sytuacji. Nikogo by nie zraziło, gdyby youtuber wspomniał na początku materiału, że jest on opłacany przez Microsoft, który chce wypromować Xboksa One. Zresztą, Electronic Arts też już przyznało, że oni również płacą youtuberom. W ich przypadku jest to 10$ za 1000 wyświetleń, z limitem 20 000 000 wyświetleń na samego Battlefielda 4! Wszyscy to robią, ale głośno o tym móiąc dopiero, kiedy złapie się ich za rękę.

Microsoft i Machinima w tej chwili zarzekają się, że zakaz informowania dotyczył tylko postanowień umowy, a nie istnienia akcji w ogóle. Twórcy Xboksa zapewnili, że pod filmikami znajdzie się informacja, że są one  częścią akcji marketingowej. Wychodzi na to, że zostali po prostu źle zrozumiali? Jeżeli tak, to dlaczego od początku tej informacji nie było? Ktoś nie dopilnował? A może po prostu uznano, że lepiej pozostawić tę kwestię niedookreśloną? Ciężko stwierdzić. Tak czy siak, nieładnie, nawet jeżeli nie było to działanie z premedytacją.

Druga sprawa. Trzy dolary za tysiąc wyświetleń? To niezbyt dużo, nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę, że w listopadzie był to tylko… jeden dolar. W ten sposób Microsoft osiąga wyniki znane z najbardziej dzikich okresów optymalizacji pod wyszukiwarki czy magicznych wyników marketingu na Facebooku z kosztem odsłony dla jednej osoby w wysokości trzech centów (okej, policzmy że trochę więcej, bo prawdopodobnie sama Machinima też zainkasowała jakieś wynagrodzenie). Przy czym nie jest to byle jaka reklama, bo idealnie targetowana, a w dodatku wykorzystująca sentyment vlogera, którymi się posługiwano. W tej chwili większość filmików pod tagiem XB1M13, którym oznaczano materiały z tej akcji, to „reakcje na”, ale ostało się jeszcze parę zwykłych gameplay’ów. Ile wyświetleń może „wyrobić” popularny vloger? 10 000? 20 000? Wyższe wyniki są zarezerwowane dla sław naprawdę dużego formatu. To oznacza… 30$ za akcję? Pół gry można za to kupić. Łał.

Microsoft przy okazji promocji swojej konsoli z całego, ogromnego zapewne, budżetu na marketing, dla youtuberów zrzeszonych w największej sieci partnerskiej związanej z grami wideo (o ile mi wiadomo), przeznaczył 3750$, czyli nieco ponad 10 000 złotych w zamian za zanngażowanie vlogerów ze znanej i wielkiej sieci partnerskiej. Złoty interes, nie powiem.

Krótko mówiąc – płacenie za obecność na YouTube to nic zdrożnego, ale wypada o tym fakcie informować. Tym bardziej, że czasy posądzania vlogerów o „hipokryzję”, kiedy zarabiają na swoich materiałach, powoli się kończą. Po drugie – bez zaciskania sakiewki, bardzo prosimy. Rzucanie ochłapów nie wygląda dobrze i ośmiesza w równej mierze przyjmujących, co rozdających. Już chyba wolę działania Sony w Polsce, które wciska PlayStation w ręce każdego celebryty, który się na to zgodzi.