Żyjemy w kulturze, która wmawia, że jeśli czegoś brakuje, to coś jest nie tak i musimy to naprawić. Tło testów jest więc takie, że w bliskiej perspektywie miałem dość długą podróż i całą serię zaległych rzeczy do obejrzenia, przeczytania i napisania. W klasie ekonomicznej pisać się raczej nie da, więc postanowiłem ograniczyć się do możliwie […]

Żyjemy w kulturze, która wmawia, że jeśli czegoś brakuje, to coś jest nie tak i musimy to naprawić. Tło testów jest więc takie, że w bliskiej perspektywie miałem dość długą podróż i całą serię zaległych rzeczy do obejrzenia, przeczytania i napisania. W klasie ekonomicznej pisać się raczej nie da, więc postanowiłem ograniczyć się do możliwie szybko usypiającego pochłaniania treści. Brakowało tabletu, a miałem do wyboru dwa. Stary i ten do testów. Tym sposobem Sony Xperia S zastąpiła iPada pierwszej generacji i na ponad tydzień stała się centrum rozrywki.

W drogę

Cała przygoda z Xperią w przerośniętej – tabletowej formie zaczęła się od ładowania i pakowania. Nie było czasu na rozczulanie się nad wyglądem. Pierwszy kontakt bez emocji. Ważne było coś do odtwarzania filmów, muzyki i aplikacja do czytania e-booków. Okazało się, że wszystko jest już preinstalowane. W zasadzie zdałem sobie sprawę z tego, że tablet jest zapchany jakimiś dziwnymi aplikacjami, a do tego posiada jakąś specyficzną dla Sony nakładkę na Androida. Na szczęście urządzenie ma czytnik kart, więc zapchałem pliki na kartę i postanowiłem o nich zapomnieć. Doinstalowałem tylko kilka gier i niezbędników w stylu Kindle i Evernote.

Interfejs – Po co przy tym dłubiecie?

Ponieważ jestem dość mocno przyzwyczajony do iOSa na tablecie i Androida w telefonie każdy kontakt z inną konfiguracją jest dla mnie troszkę dziwny i muszę się do tego przyzwyczaić. Tak samo było z Sony. Wizja kilku godzin płaszczenia nieszlachetnej części pleców sprawiła, że zabawa tabletem zaczęła się szybko. Na początek aplikacje z licencją na zabijanie czasu, Cut the Rope, jakieś wyścigi i Angry Birds. Wszystko działa, szeroka ramka czasami może drażnić, ale z drugiej strony nie zasłaniam sobie ekranu. Jest poprawnie, ale zachwytu ciągle brak.

Powstało jedno pytanie: po co ktoś grzebał przy systemowym interfejsie? Dlaczego każda firma chce mieć „swojego” Androida, a ja za każdym razem kiedy przesiadam się na urządzenie oparte o ten sam system operacyjny muszę się go uczyć od nowa. Dlaczego muszę przedzierać się przez dedykowane odtwarzacze, czytniki, inne ułożenie przycisków i tym podobne. Dlaczego mam tracić czas na to, że Sony chce być inne niż Motorola, a ta inna niż HTC, które zupełnie nie przystaje do tego co robi Samsung? Drodzy producenci: Po co przy tym dłubiecie?

Dobry ekran i pilot do telewizora

Podczas normalnego korzystania z Xperii, niewiele może zaskoczyć. To po prostu przeciętny tablet z Androidem, który pozwala wcisnąć w siebie kartę pamięci.

Co może stanowić o jego przewadze np. nad Nexusem, którego jakiś czas temu testowałem to:
– bardzo dobra jakość wyświetlanego obrazu,
– dobrej jakości dźwięk,
– i pilot do telewizora.

Zrzut ekranu 2013-01-29 o 18.34.17

Doceniłem każdy z powyższych aspektów najpierw konsumując sporo treści, a później starając się o nagrodę głupa roku. Pierwsza część komentarza nie wymaga, ale druga jest dość śmieszna. Otóż różne hotele mają różne zwyczaje związane z pilotami do telewizorów. Im tańszy, tym bardziej przywiązany do urządzenia, nawet dosłownie. Ten, w którym byłem pilota nie oferował w ogóle. To nie znaczy, że był ekstremalnie tani.  Po prostu nie mogłem go znaleźć, a cierpiąc na jet lag oglądałem z nudów wszystko „jak leci”, bo nie chciało mi się wstawać za każdym razem kiedy miałem ochotę zmienić program. Poczułem się trochę jak w czasach, kiedy słowo pilot kompletnie nie kojarzyło się z telewizorem.

Tutaj z pomocą przyszedł tablet i jego aplikacja Remote Control . Minuta konfiguracji ograniczająca się do wyboru producenta – na szczęście również SONY – oraz trybu pracy i wszystko zaczęło działać. Cieszyłem się jak dziecko, ale czar prysł po kolejnych 10 minutach, kiedy zobaczyłem, że pilot schował się na telewizorze. W każdym razie miałem okazję przetestować aplikację i myślę, że jest to pomysł, który mógłby stać się wyposażeniem standardowym tabletów.

Guest Mode i Parental Control

Drugim plusem jest tryb gościa, ewentualnie tryb dziecko. Niestety ani jeden z nich nie sprawia, że urządzenie zmienia się w ultra-pancerny dzieckoodporny tablet niczym Dodge Viper w starym serialu, ale po wstępnej konfiguracji możemy urządzenie oddać w ręce komuś, kto nie jest jego jedynym, prawowitym użytkownikiem. Może się przydać wszystkim, którzy za chwilę spokoju są w stanie „pożyczyć” nawet swój tablet.

Denerwująca zaślepka i podwinięty rękaw

Z mojego punktu widzenia w tym miejscu skończyły się pozytywy. Teraz będę narzekał, a dokładnie mówił dlaczego nie kupiłbym Sony Xperia Tablet S.

Zrzut ekranu 2013-01-29 o 18.33.47

Pierwszą rzeczą, która doprowadziła mnie pewnego poziomu irytacji jest dziwna zaślepka, w którą wyposażony jest środek tylnego panelu. Pod bardzo łatwą do zgubienia i trzymającą się „na słowo honoru” zaślepką znajduje się gniazdo zasilania/komunikacji. Przede wszystkim jest w tragicznym miejscu, ale domyślam się, że jest tam po to, żeby udawać Surface dzięki dopinanej klawiaturze. Oprócz tego zatyczkę bardzo, ale to bardzo łatwo zgubić, a wystarczyłoby żeby miała małą gumową smycz niepozwalającą oddalić się od urządzenia.  Po za tym jest tragicznie brzydka i poddaje w wątpliwość odporność urządzenia na zachlapania, o której i tak już było za głośno.

Zrzut ekranu 2013-01-29 o 18.31.56

Drugim wkurzającym elementem jest plastikowy „rękaw” podwinięty z przodu na tylny panel. Nie wiem po co on tam jest i czemu ma służyć, bo ani nie pomaga kiedy urządzenie trzymamy w dłoni, ani kiedy leży na blacie. W pierwszym wypadku miałem tendencję do skubania tego kołnierza, a w drugim do robienia z tabletu huśtawki. Powodów mogę się jedynie domyślać: może nie zmieściła się bateria, a może ktoś chciał tam zbierać brud, a może ktoś zaplanował większe zużycie plastiku w 2012 roku. Niestety tego się pewnie nie dowiem. Podwinięty ekran jest i w tym modelu już się z nim nie rozstaniemy.

Sztuczny ekosystem akcesoriów

Analizując ilość akcesoriów dostępnych dla tabletu Sony nie mamy raczej w czym wybierać. Jest podobnie jak w przypadku innych androidowych tabletów, czyli raczej bieda. Dwa stojaki (chyba specjalnie dla nich jest ten podwinięty rękaw), głośnik, stacja dokująca, klawiatura, kilka kabli osłonka ekranu i kolorowe futerały. Niby wszystko, co jest potrzebne, ale mam wrażenie, że jakoś tak na siłę i trochę sztucznie.

Wysoka cena

Od urządzenia, które kosztuje w Polsce ponad 1500zł i firmy, która urządzeniami audio-video stoi można oczekiwać trochę więcej.
Sama cena była dla mnie początkowo zastanawiająca, ale kiedy znalazłem na stronie Reuters deklarację Pana Kunimasa Suzuki (Sony Executive Vice President), w której wspomina, że Sony nie zamierza konkurować na rynku tabletów ceną, wszystko stało się jasne. Tak po prostu będzie i już. Będzie podwinięty rękaw, gubiąca się zaślepka i całkiem przeciętne urządzenie, ale na pocieszenie dostaniemy pilot do telewizora, dziecko-mode i kilka gadżetów.

Podsumowanie

Ponarzekałem sobie i od razu mi lżej na duchu. Podsumowując całość czegoś, co można by było nazwać testem, muszę przyznać, że urządzenie mnie nie zachwyciło. Nie wbiło się w pamięć niczym szczególnym, nie dało niczego ekstra. Ponadto w moim dość skromnym postrzeganiu rynku tabletów Sony Xperia Tablet S konkuruje z takimi urządzeniami jak:

  • Google Nexus 7
  • iPad mini,
  • Kindle Fire,
  • Samsung Galaxy Tab.

Jest to bardzo silna grupa, z której Xperia nijak się nie wystaje. Nie jest tańsza, nie jest lepsza. Jest stosunkowo droga i nie zachwyca. Gdybym miał kupić ten tablet przekonać mogłaby mnie jedynie cena, bo jak do tej pory w czołówce wyścigu o zasoby mojego portfela są iPad mini i Nexus 7.