5

Tablet S1 udowadnia, jak silny jest marketing Sony; produkty niekoniecznie

Pamiętacie jeszcze n-Gage Nokii? Ja też jak przez mgłę, raczej w charakterze przeciętnego dowcipu niż wartego zakupu produktu. Sony przy okazji odbywających się właśnie targów IFA prezentuje swój tablet S1 mający trafić do sprzedaży jeszcze w tym miesiącu. Projekt urządzenia mający przypominać książkę mógł od początku sugerować, że na S1 głównie poczytamy. Najwidoczniej ostatnio jednak […]

Pamiętacie jeszcze n-Gage Nokii? Ja też jak przez mgłę, raczej w charakterze przeciętnego dowcipu niż wartego zakupu produktu. Sony przy okazji odbywających się właśnie targów IFA prezentuje swój tablet S1 mający trafić do sprzedaży jeszcze w tym miesiącu. Projekt urządzenia mający przypominać książkę mógł od początku sugerować, że na S1 głównie poczytamy. Najwidoczniej ostatnio jednak polityka uległa zmianie i Sony promuje swój produkt jako gadżet dla graczy. Co najdziwniejsze, retorykę tę podtrzymuję również polskie, opiniotwórcze media. Dlaczego? I dlaczego ten produkt nie ma szans zrobić na graczach wrażenia?

Pisząc enigmatycznie „media” mam na myśli konkretnie dwa artykuły, które wpadły mi w oko – jeden na Spider’s Web, drugi w Technologiach Gazety. Oba teksty już w nagłówkach powielają promowane przez Sony hasło – tablet dla graczy! Jakich, u licha, ja się pytam graczy?

Szybko dowiadujemy się, że chodzi o hasło „Playstation Certified”. Cóż dokładnie się za nim kryje? Możliwość odpalania gier z PSone, pierwszego Playstation z połowy lat dziewięćdziesiątych. Samo w sobie to jeszcze nic złego. Kompletnie niedoświadczone w tym segmencie Sony potrafiło wówczas nieźle na rynku zamieszać i zapewniło graczom masę rozrywki kapitalnymi tytułami. Dość powiedzieć, że bez PSone nie byłoby Tekkenów, Ridge Racerów, Metal Gear Solidów (tak, były kiedyś Metal Geary, ale to jednak co innego), Resident Evili (wyszło na Saturna, ale ta konsola nie wytrzymała konkurencji poza Japonią) i tak dalej… Teoretycznie więc jak najbardziej jest w co grać – nadrabianie klasyki to bardzo wdzięczne zajęcie. Tkwi w tym jednak pewien haczyk.

Na urządzenia Playstation Certified nie są dostępne wszystkie tytuły z PSone. Ba, nie jest nawet dostępna dość już obszerna biblioteka starszych gier z Playstation Network, sieciowej usługi Sony dla PS3 i PSP. W zamian Sony zrobiło niejako osobny sklepik, z którego można korzystać już teraz dzięki Xperii Play. Ale lista jest potwornie krótka i nie robiąca raczej na nikim wrażenia. Potwierdza to zresztą beznadziejna sprzedaż, o której pisałem w swoim czasie na Niezgranych. Sony oczywiście zapewnia, że usługę będzie rozwijać i wkrótce znajdziemy tam całą masę hitów. Szkoda tylko, że nie ma ich teraz i w sumie nie wiadomo kiedy będą.

Oba serwisy wspominają też o sterowaniu – specjalnie przygotowanym interfejsie dotykowym, gdzie układ wirtualnych przycisków wzorowany będzie na tym z pada Sony. To jednak nie zmienia kompletnie NIC – te układy kopiowane są od początku istnienia iPhona czy iPada i raz sprawdzają się lepiej, raz gorzej. Szybsze gry akcji wymagające bardziej rozbudowanego sterowania, bez fizycznych przycisków, to katorga.

Poza tymi dwoma, jak się okazuje, wątpliwymi atutami S1 nie ma graczom do zaoferowania nic unikalnego. To po prostu kolejny tablet, idący nieco pod prąd swoim dziwacznym kształtem. Na dodatek Sony zatrzymało się pod pewnymi względami dwie dekady temu wyceniając swój towar nieprzyzwoicie wysoko (halo? już nie jesteście marką ekskluzywną!). 16GB z WiFi i 3G za 2599, a 32GB z WiFi za 2499zł to gruba przesada. W identycznej, a nawet niższej cenie można nabyć iPada 2 nie wspominając o konkurentach.

Nie jestem specjalistą z dziedziny tabletów, ale o grach to i owo wiem. I naprawdę, to w żaden sposób NIE jest urządzenie dla graczy. A jeśli zaraz pojawi się gwardia obrońców Android Marketu i Angry Birdsów mówiąc, że ich użytkownicy to też gracze to pamiętajcie, że tablety Sony nie mają nawet w tych grach NIC do zaoferowania ponad to, co już jest na rynku dostępne. Póki co jest trochę jak z n-Gage, wciska się graczom to, co im niepotrzebne.

Zawsze jednak mogę się mylić. Jeśli Sony zdecyduje się podesłać nam jeden egzemplarz do testów, to z przyjemnością go sprawdzę. I jeszcze większą przyjemnością odszczekam co napisałem. Póki co jednak – bądźmy bardziej czujni na marketingowe slogany. I czekajmy na PS Vitę – zapowiada się, że dopiero to będzie miało graczom naprawdę sporo do zaoferowania.

PS Aby oddać sprawiedliwość, to szczególnie Przemek poddaje w swoim tekście wątpliwość przydatność S1 dla graczy. Gazeta jednak sugeruje, że samo hasło „gry” to zaleta urządzenia.