26

Potrzebujemy wspólnego standardu szybkiego ładowania. I to teraz

ładowanie 125 W
Dzisiejsze telefony możemy ładować z oszałamiającymi prędkościami... jeżeli tylko mamy odpowiednią ładowarkę. A co, jeżeli szybkie ładowanie miałoby jeden, uniwersalny standard?

Żyjemy w świecie, w którym relację pomiędzy klientami, markami i regulatorami rynku ciężko określić inaczej niż „trwająca od dłuższego czasu wojna”. Każda ze stron ma tu bowiem inne cele, które chciałaby wymusić na pozostałych podmiotach. Producenci dążą do zmaksymalizowania swoich zysków, regulatorzy (np. Unia Eurpejska) – do tego, by nikt nie miał nieuczciwej przewagi konkurencyjnej na rynku i nie mógł dyktować innym warunków, a konsumenci chcieliby mieć jak najlepszy sprzęt w jak najniższej cenie. Gdzieś po drodze przeplatają się tu także wątki ekologii, cyberbezpieczeństwa i geopolityki. Co jakiś czas wszystkie strony dochodzą do jakiegoś konsensusu i wtedy jesteśmy świadkami bardzo pozytywnych zmian, jak chociażby wdrożenie ujednoliconego standardu gniazd do ładowania i globalne przejście na micro-USB i kontynuowanie tego obecnie z USB-C. Jednak im więcej telefonów mam w ręce, tym bardziej widzę, że postanowienia tamtego porozumienia są coraz mniej aktualne. Producenci bowiem wymyślili sposób, w jaki zachowując USB-C przywiązać użytkowników do swoich ładowarek.

Szybkie ładowanie to świetna rzecz. Ale potrzebujemy tu regulacji

Dzisiejszy rynek szybkiego ładowania przypomina nieco dziki zachód, ponieważ część graczy posiada własne standardy, część korzysta z cudzych, a część – nie ma ich w ogóle. Oczywiście – wynika to z tego, że każda z firm ma dowolność w opracowywaniu swojego własnego standardu. Dlatego też Oppo ma swoje VOOC Charge, które udostępnia realme, Apple i  Huawei mają swoje standardy, a ci producenci, którzy nie mają swoich standardów korzystają z dostarczonego przez Qualcomm QuickCharge bądź MediaTekowego Pump Express. Ma to swoje zalety. To właśnie dzięki temu wyścigowi na technologie możemy obecnie ładować telefon z mocą 125 W. Jednak ma to też swoje gorsze strony.

Patrząc kilka lat wstecz, ujednolicenie portów do ładowania miało na celu dwie rzeczy. Po pierwsze – wygodę konsumentów, którzy w takim wypadku będą mogli naładować telefon dowolną ładowarką oraz ekologię, ponieważ jeżeli nasza ładowarka padnie, nie musimy kupować nowej i możemy ładować urządzenia dowolną inną z takim wtykiem. Dzięki temu tez producenci nie mogą dyktować sobie bardzo wysokiej ceny za to, że tylko oni mogą sprzedawać akcesorium które działa z ich telefonem. Nie musimy już mieć w domu tylu ładowarek ile sprzętów i jakby się uprzeć, to wystarczy nam jedna. I mniej lub bardziej takie podejście się sprawdziło, ze świecą szukać osoby, która narzekałaby na zmianę gniazd ładowania na USB. Dziś jednak, w momencie w którym baterie w telefonach rosną nawet do 7000 mAh, jeżeli tylko mamy w domu dwa urządzenia różnych producentów, i tak będziemy potrzebowali dedykowanych ładowarek. Dlaczego? Ano dlatego, że standardy szybkiego ładowania poszczególnych producentów nie są pomiędzy sobą kompatybilne. Jeżeli więc mamy w domu sprzęt Samsunga i Oppo lepiej dla nas, żebyśmy nie zgubili oryginalnej ładowarki, ponieważ jeżeli użyjemy innej, to owszem, naładuje ona telefon, ale będzie to robić bardzo, bardzo wolno.

I tak – spełnia to podstawowe założenia porozumienia, można naładować każdy telefon każdą ładowarką (z wyłączeniem Apple oczywiście), ale  ciężko mi sobie wyobrazić, że ktoś, kto zapłacił za telefon z 65 W ładowaniem będzie chciał przez dłuższą część użytkować go nie korzystając z tej funkcji.  Jestem przekonany, że taka osoba pójdzie do sklepu i kupi kolejną ładowarkę i co więcej – będzie niejako zmuszona do kupienia ładowarki dokładnie tego producenta, o tylko on będzie miał na stanie taką oferującą funkcje szybkiego ładowania kompatybilną z jego sprzętem. Można powiedzieć, że wracamy więc do punktu wyjścia.

Jak możemy uregulować rynek, by wszyscy byli zadowoleni?

Jeżeli chcielibyśmy zapewnić użytkownikom, że bez względu jaką ładowarkę podłączą do swojego telefonu, będą oni mogli z niej komfortowo korzystać, musimy rozważyć kilka opcji. Pierwszą z nich jest wprowadzenie jednego, uniwersalnego standardu szybkiego ładowania, wspólnego dla wszystkich. Rodzi to jednak szereg piętrzących się komplikacji, takimi jak to, kto miałby go opracować i co ze standardami wymyślonymi już przez producentów. Generalnie dla mnie wymyślanie kolejnego standardu byłoby nieco wymyślaniem koła na nowo i raczej nie widzę wielkiego sensu takiego działania. Drugim pomysłem byłaby próba zaaplikowania jednego już istniejącego, powszechnego standardu dla wszystkich. Naturalnym kandydatem byłby tu Qualcomm ze swoich QuickCharge, jako prawdopodobnie najbardziej rozpowszechniona obecnie technologia. Ale takie autorytarne przyznanie jednej firmie monopolu na szybkie ładowanie byłoby wbrew zasadom regulatorów i także prawdopodobnie by nie przeszło.

To, co moim zdaniem mogłoby pomóc, to porozumienie pomiędzy największymi producentami którzy mają własne standardy i stworzenie pośredniego, wspólnego dla wszystkich standardu. Każdy mógłby się skupić na przesuwaniu granic ekstremalnie szybkiego ładowania, podczas gdy użytkownicy mieliby pewność, że biorąc do ręki jakąkolwiek ładowarkę otrzymają przynajmniej minimalne szybkie ładowanie. Jak szybkie? To już zależałoby od producentów, ale dziś różnica pomiędzy podstawową mocą (5W) a maksymalną (125 W) to aż dwudziestopięciokrotność. I jeżeli nic z tym nie zrobimy – ta przepaść będzie rosła. Myślę, że producenci spokojnie  mogliby porozumieć się i zapewnić wspólny standard ładowania w okolicach 20-30 W. Większość topowych marek oferuje bowiem dużo więcej niż to.

I tak, w sieci można znaleźć dowody na to, że niektóre ładowarki (np. Huawei) są w stanie wykryć, że telefon obsługuje np. QC 2.0 i przeskoczyć na odpowiednią dla niego moc, by zapewnić mu zasilanie. Jednak nie wszystkie z nich są tak elastyczne, a poleganie na „dobrej woli” producentów to w tym wypadku ruletka. Ustandaryzowanie tego nie tylko ułatwiłoby życie klientom, ale też wróciłoby do życia fakt, że nie musimy się przejmować, jaką ładowarkę mamy w kieszeni.

Myślicie, że taki uniwersalny standard szybkiego ładowania (który z czasem zapewne przekształciłby się w domyślną wartość ładowania telefonów) byłby przydatny?