Sprawę zaginięcia lotu MH370 śledziłem na ile to możliwe. Dawałem się zwieść kolejnym tytułom przykuwającym uwagę i newsom z etykietką „breaking” z nadzieją, że rzeczywiście pojawiły się nowe fakty. Tak się nie stało. W ostatnią niedzielę zaginął drugi samolot, a pytania o to, dlaczego tak trudno jest odnaleźć „zgubiony” samolot znów powróciły. Porównywanie obydwu przypadków […]

Sprawę zaginięcia lotu MH370 śledziłem na ile to możliwe. Dawałem się zwieść kolejnym tytułom przykuwającym uwagę i newsom z etykietką „breaking” z nadzieją, że rzeczywiście pojawiły się nowe fakty. Tak się nie stało. W ostatnią niedzielę zaginął drugi samolot, a pytania o to, dlaczego tak trudno jest odnaleźć „zgubiony” samolot znów powróciły.

Porównywanie obydwu przypadków nie jest do końca uzasadnione, bo różnic pomiędzy obydwoma katastrofami jest całkiem sporo. Samoloty nie podróżowały w takich samych warunkach, zachowanie pilotów lotu linii AirAsia do ostatnich chwil przed zniknięciem nie budzą podejrzeń i znane było przybliżone położenie maszyny, co doprowadziło do jej odnalezienia. Mimo to, wciąż pytamy, jak to możliwe, że odnalezienie samolotu przy posiadanej przez nas technologii, zajmuje tyle czasu.

Namierzenie telefonu pozostawionego dla przykładu w samochodzie to kwestia nie kilkunastu, a nawet kilku minut – logujemy się pod odpowiednim adresem i sprawdzamy lokalizację urządzenia. Ludzkość potrafi fotografować odległe o miliony lat świetlnych od Ziemi gwiazdy i zdalnie lądować na komecie. A mimo to, poszukiwania samolotu, który zaginął na powierzchni Ziemi odbywają się w standardowy sposób – po prostu przeczesujemy konkretny obszar i wypatrujemy szczątków prawdopodobnie rozbitego samolotu.

1

Mierzący ponad 37 metrów, o rozpiętości skrzydeł sięgającej blisko 34 metry i ważący 73 tony AirBus A320 ze 162 osobami na pokładzie znika z radarów. Rozpoczyna się akcja poszukiwawcza, w której udział biorą jednostki i załogi wielu krajów świata. Dlaczego zawartość telefonu czy komputera może być stale synchronizowana z chmurą, dzieki czemu dostęp do tych danych jest możliwy w każdej chwili i z niemal każdej lokalizacji, a poznanie wszelkich parametrów lotu jest dopiero możliwe po odnalezieniu czarnych skrzynek? Dlaczego te dane nie są nieprzerwanie przesyłane w odpowiednie miejsce?

Dlaczego lokalizacja samolotów nie jest śledzona w czasie rzeczywistym? Okazuje się, że liniom lotniczym wcale nie zależy na ciągłym kontrolowaniu pozycji samolotu, mimo że zabezpieczenia wydano już miliardy dolarów. Tymczasowe zniknięcie z radaru nie jest niespodzianką, bo prawie zawsze samolot „melduje się” po pewnym czasie po opuszczeniu „martwej strefy”. A jak widać, „prawie” robi wielką różnicę.

3

Co zabawne, jeżeli można w tej sytuacji w ogóle użyć tego słowa, technologie umożliwiające śledzenie samolotu w czasie rzeczywistym już istnieją. Dwie firmy oferują już takie usługi – Flyht i Star Navigation System. Linie lotnicze nie są nimi jednak zainteresowane. Dlaczego? Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Zdaniem linii lotniczych bezpieczeństwo pasażerów nie leży jedynie w gestii przewoźnika, ale jest kwestią bezpieczeństwa narodowego, więc choć w części powinno to być finansowane przez rząd(y). Do rozwiązania jest jeszcze jeden problem – bez ustanowienia odpowiedniego prawa, linie lotnicze nie zdecydują się na nawet częściową inwestycję w tego typu zabezpieczenia.

Dwa niezwykle nagłośnione przypadki zaginięć samolotów w ostatnim czasie mogą, ale nie muszą być przyczyną do zainteresowania się przez głowy państw bezpieczeństwem lotów pasażerskich. Dopóki linie lotnicze, czyli po prostu firmy, nie zostaną przymuszone do stosowania dostępnych już technologii w celu uniknięcia podobnych tragedii, nic się nie zmieni.

„Same sugestie nie wystarczą. Na to musi być prawo.”

komentuje w CNN Mary Schiavo, były inspektor generalny Departamentu Transportu Stanów Zjednoczonych.