39

Szybciej nie znaczy lepiej. Ci, którzy piszą odręcznie są „mądrzejsi”

Pisałem dla Was nie tak dawno o tym, że zwyczajnie zacząłem zapominać jak się pisze odręcznie. Tak, dokładnie. Po tym, jak na moim biurku znajduje się mnóstwo kartek i żadnego długopisu, a wszystkie notatki robię w telefonie, bądź na komputerze zwyczajnie udało mi się odzwyczaić od zwykłego pisma. Za to doskonale znam układ klawiatury, co przydaje mi się rzecz jasna w pracy. Niezły ambaras jest wtedy, jak okazuje się, że trzeba coś napisać za pomocą długopisu...

Ze mną jest jeszcze jeden problem. Za nic w świecie nie mogłem nauczyć się pisać „ładnie”. Ortografia wchodziła mi z automatu, świetnie sobie radziłem z treścią. Pismo? Za to w klasach od pierwszej do trzeciej byłem regularnie rugany. I do dzisiaj jest tak, że jak cokolwiek na szybko napiszę odręcznie, to potem również ja mam problem z doczytaniem się owych hieroglifów. Taka moja natura – jeżeli już muszę użyć długopisu, zazwyczaj piszę „drukowanymi literami”. Co by ktoś nie miał problemów z doczytaniem się po mnie.

Nic więc dziwnego, że bardzo szybko porzuciłem kartkę i długopis na rzecz klawiatury. W liceum mi nie pozwalali, to na studiach latałem z torbą – a tam laptop. Zacząłem naukę w szkole wyższej już w tych czasach, gdy komputer na zajęciach nie powodował zbyt dużego zamieszania, zresztą co do notatek z reguły byłem pilny (do czasu). Właściwie teraz mam więcej do poczytania, jak do zanotowania.

No, dobra. Ten wpis miał być o czym innym – czyli o tych, którzy piszą odręcznie…

Tak, tak. Wybaczcie. A teraz do rzeczy. Badacze z Uniwersytetu w Princeton oraz Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles zdołali porównać osiągnięcia w nauce dwóch grup studentów. Tych, którzy woleli pisać odręcznie w kajetach oraz tych, którzy preferowali zdobycze nowych technologii. Podstawowy wniosek? Ci, którzy notowali za pomocą komputerów gorzej radzili sobie podczas ewaluacji wiedzy. Dodatkowo, lepiej się uczyli, dłużej pamiętali materiał oraz lepiej radzili sobie z powiązaniem swojej wiedzy z praktyką. Czyli wychodzi na to, że pisanie odręczne jest mega-pożyteczne.

Rozmawiając o tym z kolegą, ten wysnuł wniosek, że to przecież bujda – ci, którzy piszą na klawiaturze robią to znacznie szybciej, niż ci, którzy biorą do ręki długopis i kartkę. Oczywiście. W przypadku takich osób jak ja dysproporcja jest jeszcze większa, piszę dużo szybciej niż przeciętny internauta i mimo wszystko można by było oczekiwać, że dla mnie notatka nie będzie żadnym problemem, podczas gdy moi tradycjonalni koledzy mogą zgubić się podczas wykładu. Oczywiście, z tym, że jest jeszcze jeden problem.

Ważne jest to, gdzie przechowujemy informacje

I tutaj również przykład z autopsji. Kiedy miałem niesamowity problem z jednym z egzaminów na studiach – uczyłem się przepisując materiał kilkukrotnie na klawiaturze. Szło szybko – niemal jak z płatka. Potem już tylko powtórzyć sobie kilka razy i durny, niepotrzebny mi i abstrakcyjny do cna przedmiot wchodził do głowy metodą „na chama”. Nie jestem fanem wykuwania czegokolwiek „na blachę”, ale tego oczekiwał właśnie jeden z profesorów, który o mało co nie doprowadził do tego, że moja praca dyplomowa poczekałaby jeszcze rok. Jaki był efekt „kucia” w ten sposób? Laczek do indeksu.

Potem się zawziąłem, rzuciłem laptopa w kąt i postanowiłem to przepisywać – w bólach, bylebym myślał o czym piszę. Dużo rzeczy umyka podczas wpisywania na klawiaturze, szczególnie, gdy robi się to naprawdę szybko. Gdy już uporałem się z przepisaniem notatek raz, drugi, trzeci za pomocą pisma odręcznego, okazywało się, że dalsze powtarzanie materiału jest bezcelowe (a nawet niebezpieczne, bo jedno z drugim lubiło się mieszać). Wystarczyło zrobić sobie tzw. „mapy myśli”, uporządkować wiedzę i… zaliczyłem przedmiot na 3. I uwierzcie mi, cieszę się z tego niezmiernie.

Dlaczego tak się stało? Rzuciłem laptopa w kąt. Nie kusił Facebook, nie wrzeszczał Messenger, nie odpalałem co chwila ulubionych stron. Komputer, smartfon rozpraszają niemiłosiernie i nauka z nimi to nie przyjemność, a kompletna udręka. Sposób przechowywania informacji to poważna kwestia w procesie uczenia się. Tam, gdzie są rozpraszacze, tam szanse na gorsze opanowanie materiału są dużo większe. Od tego czasu nawet, jeżeli już mam jakieś notatki na komputerze, drukuję je. Byleby sobie nawet na tych kartkach kółka i krzyżyki rysować. Na materiale trzeba się odpowiednio skupić.

Badacze, którzy zajmowali się tym zagadnieniem wskazali również, że ci, którzy notowali odręcznie często „oszukiwali” notując tylko to, co uznawali za ważne. A zatem – wyłuskiwali z wywodu wykładającego najbardziej istotne rzeczy, oddzielali ziarno od plew. Natomiast ludzie, którzy pisali na komputerach przepisywali wszystko, często bezmyślnie. I w tym tkwi kolejny dowód na przewagę pisania odręcznego.

Czy to powód, aby porzucić pisanie na klawiaturze na studiach? Nie. Ja na to sobie pozwolić nie mogę, chociażby dlatego, że mam problem z pismem (wierzcie mi na słowo). Ale staram się to rekompensować sobie tym, że dalej, gdy już materiał przyswajam, stosuję metody jak najmniej ocierające się o nowe technologie. Dużo rysuję na sporych kartkach, łączę myśli, porządkuję wiedzę i robię małe (ale jednak) notatki obok pewnych zagadnień. To pomaga, szczególnie tam, gdzie nie tylko muszę znać treść bardzo enigmatycznej książki – wypada mi też ją zrozumieć, mimo wszystko.

Owocnej nauki Wam życzę! (o ile jeszcze się uczycie, mawiają jednak, że człowiek uczy się całe życie :) )