14

Szwedzi w ciekawy sposób zachęcają do oddawania krwi. W Polsce też tak powinno być

Dostałem dzisiaj link do tekstu, który porusza bardzo ważny temat: krwiodawstwo. Sprawa niezwykle istotna, ale traktowana trochę po macoszemu – zarówno przez władze, jak i przez obywateli. Sytuacja nie wygląda dobrze, czasem jest wręcz tragicznie. A przecież każdy z nas może potrzebować krwi. Pomysł wprowadzony w Szwecji nie stanowi na tym polu rewolucji, ale warto […]

Dostałem dzisiaj link do tekstu, który porusza bardzo ważny temat: krwiodawstwo. Sprawa niezwykle istotna, ale traktowana trochę po macoszemu – zarówno przez władze, jak i przez obywateli. Sytuacja nie wygląda dobrze, czasem jest wręcz tragicznie. A przecież każdy z nas może potrzebować krwi. Pomysł wprowadzony w Szwecji nie stanowi na tym polu rewolucji, ale warto dodawać takie cegiełki.

Otrzymany link prowadził do strony whatnext.pl, a tam do tekstu pod tytułem Szwedzcy krwiodawcy dostają SMSa w momencie gdy ich krew ratuje komuś życie. W gruncie rzeczy wyjaśnia on sprawę – oddajesz krew, a gdy zostanie ona wykorzystana, na telefon trafia SMS informujący o tym fakcie. Dobre, naprawdę dobre. Pisze to osoba, która przez kilka lat oddawała krew.

Na odznaki i tytuły się nie załapałem, ale „człowieka oddałem” (ile krwi znajduje się w człowieku?). Pewnie oddawałbym dalej, lecz pojawiły się problemy zdrowotne, odpuściłem. Gdybym jednak nadal odwiedzał punkty krwiodawstwa, to chciałbym otrzymywać SMSy, o których wspomniałem wyżej. Po co? Bo to pewnie bardzo mobilizuje. Jeżeli człowiek czyta, że jego krew komuś pomogła, to na twarzy pojawia się wielki uśmiech. Ja bym podskoczył z radości i patrzył na tę wiadomość przez dziesięć minut. A następnego dnia poszedłbym do punktu oddać krew. O ile oczywiście byłoby to możliwe.

To brzmi jak świetna forma mobilizacji. O nią czasem trudno – bywało i tak, że przez kilka kwartałów nie oddawałem krwi, chociaż byłem zdrowy i w niezłej formie. Ale odkładałem to na później: bo nie mam czasu, bo nie mam po drodze, bo nie chcę się osłabiać jesienią, bo po prostu mi się nie chce. Tak było, przyznaję. A ten jeden woreczek mógł być na wagę złota. Powtórzę zatem: gdybym dostał SMS, to następnego dnia postarałbym się pojawić w drzwiach punktu krwiodawstwa. Podejrzewam, że nie jestem wyjątkiem. Dlatego chętnie zobaczyłbym podobne rozwiązania wdrażane na polskim podwórku. To może być lepsze od czekolady serwowanej po pobraniu. Albo od „filmu”, który możecie zobaczyć wyżej.

Ktoś napisze pewnie, że problem szybko by się rozwiązał, gdyby za krew płacono. Możliwe. Nie jestem jednak pewien, czy wszystko musimy z automatu zamieniać na kasę. Problem rozwiązałby się, gdyby do ludzi dotarło, że niewielkim kosztem mogą zrobić coś naprawdę dobrego i pożytecznego. Przecież kiedyś sami mogą tej krwi potrzebować. Albo stanie się ona niezbędna do leczenia członka rodziny. Wtedy człowiek zadaje sobie pewnie pytanie, o to gdzie są ludzie i dlaczego nie oddają krwi…

Pamiętajcie o tym, a najlepiej zbierzcie grupę krewnych i znajomych, z którymi oddacie krew.

PS Pisząc tekst, przypomniałem sobie o serii Było sobie życie – polecam, nawet jeśli ktoś już to widział ;)