79

Mam 36 lat i pełne szuflady kabli. Jestem pewien, że Wy też

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego w erze bezprzewodowych słuchawek, internetu WiFi i indukcyjnego ładowania z naszych szuflad wypadają tony kabli? Jestem bowiem więcej niż pewien, że podobnie jak ja macie ich całą masę. Dlaczego?

Kilka dni temu wpadłem w sieci na zabawny obrazek, który prawie idealnie oddaje moją codzienność. No może wiek się minimalnie nie zgadza.

Pod postem na moim Facebooku znajomi zaczęli dzielić się swoimi historiami – mają tak samo. Wyłamał się tylko Michał Szafrański, który stwierdził, że można takie przewody wyrzucać. Nie wiem kto i jaką magię na niego rzucił, ale coś musi być na rzeczy.

Chciałbym napisać, że mam po prostu pudło z przewodami, ale musiałbym skłamać. Mam szuflady, w liczbie mnogiej, bo jest ich kilka. Magiczne szuflady, które spełniają w moim życiu dwie funkcje – irytują, bo kable zajmują w nich miejsce i zawsze trzeba coś rozplątać. Druga to ratowanie życia w kryzysowych sytuacjach, czyli główny powód posiadania kolekcji kabli. Sęk w tym, że nie zawsze się z tej misji wywiązują i w ostatnią niedzielę odwiedzałem sklep celem zakupu kolejnego przewodu, bo poprzedniego nie mogłem znaleźć. Takie zwykłe mini-jack na chinch, których zawsze walało się w domu kilka.

Po co mi te wszystkie kable?

Raczej nie kolekcjonuję ich dla samego kolekcjonowania, aż tak szalony nie jestem. Nie da się w dzisiejszych czasach nie mieć kolekcji przewodów, bo producenci sprzętów cały czas nie potrafią ustandaryzować swoich urządzeń. Mam więc przewody z końcówkami lightning, starym wejściem do iPhona, kilka mini USB (te wciąż uwielbiają samochodowe nawigacje i rejestratory), tonę microUSB, zwykłe duże USB, przewody HDMI. A wraz z nimi poplątane ładowarki od starych telefonów – ciągle się zbieram żeby zrobić w tych szufladach porządek i wyrzucić rzeczy, których na pewno nigdy więcej nie użyję.

Mamy 2018 rok, a cały czas nie można mieć w domu po prostu dwóch kabelków w dwóch egzemplarzach i w razie potrzeby ich używać. Na bezprzewodową wymieniłem niedawno klawiaturę, myszkę i headset do grania – kiedy tylko mogę, rezygnuję z kabli. Tylko co z tego jeśli ciągle coś jest rozładowane, a jak można naładować te sprzęty? Kablami. Nie raz i nie dwa miałem sytuację kiedy umówiłem się ze znajomymi na wieczorne granie, a każdy z trzech wymienionych wyżej sprzętów zaczynał wołać o prąd. Ile potrzebuję kabli? Trzy microUSB. Gdzie podziała się cała bezprzewodowość? Poszła w…

Dodajcie do tego smart-opaski i smartwatche. Każdy producent ma swój własny port ładowania, bo czemu nie. Masakra.

Wielokrotnie zachwalaliście ładowanie indukcyjne, do którego ja nie potrafię się przekonać i po przesiadce z dwóch modeli Samsung Galaxy na OnePlus 6 bez ładowania bezprzewodowego, w ogóle za tym nie tęsknię. Ale mam ładowarkę, która, uwaga – wymaga kabla. Nagrywając dziś dla Was materiał o PlayStation Classic zapomniałem zabrać z domu przewodu microUSB. Problem? Nie, w redakcji mam w szufladzie 3, koledzy z biura podobnie.

Trochę marudzę, wiem – ale sami doskonale wiecie, co znajduje się za Waszymi szafkami pod telewizorem. Staram się co jakiś czas tam odkurzać, ale za każdym razem boję się, że zgromadzone w tym miejscu przewody to jakieś macki potwora i mnie tam wciągną. Tyle dobrego, że zdecydowałem się na specjalny tunel w ścianie, przynajmniej nic nie wisi na linii tv-szafka. Najgorszy jest oczywiście przewód od kablówki – gruby, twardy i ciężko go dobrze ułożyć wraz z innymi. Przydałyby mi się chyba jakieś korepetycje z systemu zarządzania przewodami. Widziałem, że niektórzy znajomi mają tam taki porządek, że można na wyznaczonych przez kable drogach robić wyścigi resoraków.

Cała ta bezprzewodowość 2018 to jeden wielki mit, utopia w której chcielibyśmy żyć. I pewnie kiedyś będziemy, o ile oczywiście te wszystkie bezprzewodowe sprzęty da się ładować bez kabli. Do tego czasu jednak każdy z nas, fanów technologii, gadżeciarzy będzie posiadał takie tajemnicze miejsce. Skrzynkę, pudełko, szufladę z kablami. Znienawidzone przez dziewczyny/narzeczone/małżonki, które nie potrafią go docenić nawet jeśli znajdą tam przewód, który uratuje im dzień.

Nie będę pytał, czy też macie takie kolekcje, bo na pewno macie. Zastanawia mnie jednak jak duże – bo może część z Was wyrzuciła połowę i potrafi żyć z mniejszym zestawem. Chętnie poznam jakiś sposób na radzenie sobie z tym problemem.