64

Sztuczna inteligencja jest dobra. W sumie, to aż za dobra

Sztuczna inteligencja pilnuje tego, żeby Ci się Windows po aktualizacji nie popsuł, zdiagnozuje "parkinsona" we wczesnym stadium, przetłumaczy Ci tekst lepiej jak tłumacz, a nawet będzie Twoim concierge'em, jeżeli tylko będziesz chciał. Fajna ta sztuczna inteligencja, co? No, właśnie nie. Jej możliwości to dla nas szansa i zagrożenie jednocześnie.

Natrafiłem na ciekawy materiał w serwisie BBC: Dr Stuart Russell w swojej nowej książce „Human Compatible: AI and the Problem of Control” twierdzi, że jej rozwój spowoduje, że stanie się ona największym wrogiem rasy ludzkiej. I wcale nie chodzi tutaj o uzyskanie samoświadomości, ale o fakt, iż będzie ona bardziej kompetentna w wykonywaniu wszelkich zadań. W niektórych już teraz przecież przerasta ludzi.

Tym samym, Dr Stuart Russell na dobre (wcześniej już krytykował zbytnie parcie ku AI) dołącza do panteonu sceptycznych wobec AI osobistości ze świata technologii oraz nauki. Wcześniej podobnymi myślami na temat sztucznej inteligencji dzielili się z nami Elon Musk oraz Stephen Hawking. Ci dwaj eksperci rysowali przed ludzkością iście apokaliptyczną wizję, jeżeli tylko AI stanie się zbyt potężna – czyli uzyska samoświadomość. Według zwolenników tej myśli, sztuczna inteligencja uzyskująca samoświadomość przestanie być posłuszna ludziom, bo zacznie być autorefleksyjna (zdolna do myślenia o samej sobie w kontekście własnego istnienia). Uzna, że ludzie są zagrożeniem dla planety, która jest domem i w najlepszym razie homo sapiens zniewoli. W najgorszym natomiast doprowadzi do destrukcji naszego gatunku.

Czytaj więcej: Sztuczna inteligencja dokopała profesjonalnym graczom

W swojej książce (którą muszę przeczytać) Russell proponuje nieco inne podejście do kwestii sztucznej inteligencji: zamiast doszukiwać się zagrożeń w tym, co jest absolutnie ludzkie (samoświadomość jest wybitnie wręcz ludzka), warto sięgnąć po bardziej „praktyczne”, osiągalne dla AI rzeczy. Chociażby samo to, że właściwie wszyscy na świecie się w „zasięgu rażenia” sztucznej inteligencji powinno być dla nas znamienne. A nie jesteśmy? Kochani, sztuczna inteligencja decyduje o tym, co dzisiaj zobaczysz w facebookowym newsfeedzie (a to przecież dla niektórych ogromna część życia). AI dostarcza Ci proponowane treści na YouTube, a także określa, jakie produkty zobaczysz wśród tych reklamowanych. Algorytmy, uczenie maszynowe, AI i inne niepojmowalne dla większości ludzi „duperele”… duperelami po prostu nie są. Są istotniejsze niż się wspomnianej większości wydaje, ale mało kto zwraca na to uwagę. Bo i po co? Jest dobrze tak, jak jest. Jest wygodnie. Jest dobrze, bo na głowę nie kapie, jest co zjeść, pieniądze też się jakoś znajduje. Po co psuć, jak jest „ok”?

sztuczna inteligencja

Sztuczna inteligencja to coś, czego cofnąć się nie da

Ludzkość raz uzależniona od sztucznej inteligencji nie cofnie się przed kolejnymi jej wdrożeniami. A każde z nich natomiast przybliża nas do smutnej wizji, w której żyć nie możemy bez maszynowo wyuczonego pomocnika. Biznes Facebooka padłby, gdyby AI nagle przestała istnieć. Windows zacząłby się sypać po aktualizacjach częściej niż to robi obecnie (to byłby dramat). Pewnie nie narzekalibyście na brak świetnie spersonalizowanych reklam, bo ich nie lubicie (słusznie), ale przy tej okazji znacznie trudniej byłoby funkcjonować różnorakim biznesom, które żyć nie mogą bez internetu. Mówicie, że moglibyście to przeboleć? Świetnie – niepowodzenia w sprzedaży przez internet przełożyłyby się na wzrost cen, bo straty trzeba jakoś wyrównać. Na końcu łańcucha niepowodzeń w biznesach, czy w państwie zawsze jest szary obywatel / konsument, który za owe niepowodzenia zapłaci.

Widzicie, do czego zmierzam? Wydaje mi się, że przegapiliśmy moment, w którym AI stała się tak potężna, że odwrotu nie ma. Bo nie ma już w tym momencie. Nikt o tym nie trąbił, nikt nie napisał o tym artykułu z ogromnym, krzykliwym tytułem. Nikt nie obwieścił nam nowej ery, w której znaczymy znacznie mniej niż doskonale wytrenowany, idealny w mieleniu niebotycznych ilości danych algorytm. Właśnie tego Dr Russell dotyka i między innymi dlatego warto sięgnąć po jego książkę. W ciemno obstawiam, że będzie po prostu dobra.