34

Sztuczna inteligencja tylko z wyłącznikiem. Ale czy to nadal jest sztuczna inteligencja?

Temat SI coraz częściej pojawia się w mediach i nie jest rozpatrywany wyłącznie w kategoriach ciekawostki czy odległej przyszłości. Ta zmiana powinna cieszyć nawet przeciwników sztucznej inteligencji: w końcu staje się ona zagadnieniem szerzej omawianym, trwa dyskusja, która z pewnością przyniesie więcej dobrego niż złego. Niedawno pojawiły się doniesienia o blokadzie, swoistym wyłączniku, który współtworzy Google, a który może powstrzymać SI, jeśli wymknie się spod kontroli. Kciuk w górę, kiwamy głowami z aprobatą. Zastanawiam się tylko, czy z tym przyciskiem SI nadal jest SI?

Sztuczna inteligencja nie pojawia się już tylko w filmach, książkach i konceptach wielkich firm technologicznych – zaczyna trafiać do naszej rzeczywistości na większą skalę. Owszem, trudno nazwać to rozwiązaniem totalnym i idealnym, na razie patrzymy na nieśmiałe eksperymenty (czasem zakończone blamażem), ale te eksperymenty prowadzą do czegoś dużego. Zaczniemy od botów, a za kilkanaście lat możemy się doczekać asystentów, których będziemy traktować niczym członków rodziny. Przyjaciel żyjący w kieszeni… Dlatego temat musi funkcjonować w dyskusji publicznej – zwłaszcza, że nie wiąże się jedynie z profitami.

Mamy cię na oku i ciągle kontrolujemy

Niedawno w Polsce był Sam Altman, jedna z osób dowodzących OpenAI, instytucji non profit, która chce upowszechnić sztuczną inteligencję. Popularyzacja i otwartość mają sprawić, że SI będzie się szybciej rozwijać i jednocześnie dokona się to pod naszą kontrolą. To ma być alternatywa dla rzeczywistości, w której 2-3 firmy tworzą SI z prawdziwego zdarzenia i w pesymistycznym scenariuszu zdobywają władzę nad światem. Partnerem Altmana w tym projekcie jest Elon Musk, który od lat powtarza, że sztuczna inteligencja to nie zabawa i trzeba z nią uważać, bo możemy się sparzyć. Jeżeli człowiek rozwija taki twór, musi nad nim panować, musi mieć pełną kontrolę.

Idea wydaje się słuszna i Musk pewnie przyklaśnie doniesieniom, jakie płyną z Google i Oxfordu – ich pracownicy pracują nad „wyłącznikiem” dla SI. Nazywam to umownie wyłącznikiem, w zachodnich media pojawia się fraza „kill switch”, a chodzi po prostu o bezpiecznik, który ma nas chronić przed buntem maszyn. Jeżeli coś zacznie się dziać nie po naszej myśli, wystarczy – pisząc obrazowo – wyciągnąć wtyczkę. I po kłopocie, nie trzeba będzie się obawiać tego, że SI uczyni z nas niewolników albo odpali rakiety atomowe, by zmniejszyć populację ekspansywnego gatunku. Takim działaniom brawo bije Musk, powinniśmy bić i my – wszak o nasze bezpieczeństwo tu chodzi. Dostrzegam tu jednak pewne „ale”.

Sztuczna inteligencja jest… inteligentna

Jeżeli stworzymy bezpieczniki, łańcuchy czy wyłączniki i uznamy (słusznie) to za wystarczające rozwiązanie, należy zadać pytanie o to, czy aby na pewno udało się stworzyć SI? Jeżeli ten twór nie jest w stanie ich obejść, to nie jest do końca inteligentny. Człowiek potrafi przecież pokonać zabezpieczenia, jakimi się go ogranicza. A robi to, ponieważ jest inteligentny. Jeśli maszyna nie będzie w stanie pokonać jakiejś bariery, stanie przed problemem nie do rozwiązania, uznam, że to nie jest idealna SI. Jeżeli coś jest zaprogramowane tak, by nie mogło czegoś zrobić, nie miało pełnej swobody działania, oszukiwało samo siebie, trudno uznać to za jednostkę autonomiczną, podmiot stworzony na ludzkie podobieństwo.

Nie twierdzę, że takie zabezpieczenie jest złe – po prostu zauważam, że zabezpieczenia nie do przejścia odejmują SI trochę inteligencji. Gorzej będzie, gdy okaże się, że sztuczna inteligencja jest naprawdę inteligentna, potrafi się szybko uczyć i działać autonomicznie w 100%. Wówczas istnieje ryzyko, że żadna bariera nie będzie dawała pełnej ochrony. Z jednej strony jest się z czego cieszyć, bo stworzyliśmy sztuczny mózg, SI bez ograniczeń. Z drugiej strony, będzie można przyznać, że ukręciliśmy na siebie bicz. W najgorszym scenariuszu człowiek stworzy SI i zaufa swojemu intelektowi, uzna, że cały czas ma kontrolę nad swoim tworem, że jest bezpieczny, bo wymyślił magiczny przycisk, który daje mu władzę. A wtedy wyjdzie na jaw, że to ułuda…