47

System operacyjny traci na znaczeniu?

Większą część czasu mojego obcowania z komputerami praktyka uczyła, że kluczowy jest system operacyjny. To on determinuje co można zrobić na komputerze, jakie programy uruchomić. Migracja z jednego systemu na drugi była kłopotliwym zdaniem, nie tylko dlatego, że trzeba było szukać odpowiedników programów działających w innym środowisku, ale przede wszystkim dlatego, że trzeba było przejść […]

Większą część czasu mojego obcowania z komputerami praktyka uczyła, że kluczowy jest system operacyjny. To on determinuje co można zrobić na komputerze, jakie programy uruchomić. Migracja z jednego systemu na drugi była kłopotliwym zdaniem, nie tylko dlatego, że trzeba było szukać odpowiedników programów działających w innym środowisku, ale przede wszystkim dlatego, że trzeba było przejść przez kłopotliwy proces eksportowania i importowania danych, takich jak poczta czy kalendarz. Niektórych rzeczy nie dało się w sensowny sposób przenieść, jak choćby historii niektórych komunikatorów. Przeglądarka była tylko jednym z programów, a internet jednym z zasobów komputera, który włączało się tylko kiedy był potrzebny. Microsoft ze swoim Windows miał rynek PC w garści. Jesteśmy właśnie w momencie przełomowym, kiedy to wszystko się zmienia i staje się nieaktualne.

Tak naprawdę nie ma tu nic odkrywczego, natomiast korzystając z przedostatniego komiksu xkcd, chciałem przywołać i podsumować dość ciekawą zmianę jaka zachodzi na naszych oczach. Oto komiks:

Niby nic, zwrócenie uwagi na drobny fakt, który jednak wywraca wszystko co było do tej pory do góry nogami, przynajmniej jeśli chodzi o przyzwyczajenia jakie wytworzyły w nas komputery przez ostatnie kilkanaście lat.

Jak ładnych parę lat temu zastanawiałem się, co musiało by się stać, żeby Windows przestał być jedynym słusznym systemem operacyjnym na dużą skalę, jawił mi się obraz innego systemu, który musiałby mieć do zaoferowania więcej, niż Windows, czyli być po prostu lepszy. Co więcej musiałby mieć jeszcze cały ekosystem programów. Patrząc na wieloletnie zmagania Linuksa z próbą ugryzienia rynku zwykłych użytkowników, wydawało mi się to w zasadzie nieosiągalne. Nie wiedziałem co musiałby się stać, żeby sytuacja nagle uległa zmianie.

Okazało się, że odpowiedź przyniosło życie, dodajmy, prostą odpowiedź. Żeby system operacyjny stracił na decydującym znaczeniu, wystarczy przenieść większość programów na zewnątrz systemu i dać do nich dostęp poprzez standardowy dla wszystkich protokół. Skoro odbieramy pocztę z dowolnego systemu, dzięki webaplikacji, możemy to rozwiązanie ekstrapolować na inne aplikacje. System z roli kluczowego, przynajmniej w tej relacji, zostaje sprowadzony do zupełnie drugorzędnej roli, natomiast przeglądarka zostaje wyniesiona z funkcji zwykłego programu uruchomionego na systemie, do okna na świat zewnętrzny i wszystkie inne programy. Co najważniejsze, większość przeglądarek jest identyczna na każdym systemie operacyjnym.

Warunkiem koniecznym, ale niewystarczającym, aby opisana sytuacja miała miejsce, jest spopularyzowanie się internetu do tego stopnia, że komputer nie jest już postrzegany jako najważniejszy a internet jako dodatek do niego, lecz odwrotnie, komputer jest tylko urządzeniem umożliwiającym dostęp do czegoś ważniejszego. Bez internetu coraz częściej w ogóle nie mamy po co siadać do komputera. Szybkość internetu musi też umożliwić komfortowe korzystanie ze złożonych webaplikacji. To już mamy, ale to jeszcze nie wszystko.

Muszą pojawić się webaplikacje w całości zastępujące te instalowane lokalnie. Tu jesteśmy wciąż na początku drogi. Wiele osób podkreśla, że usługi w chmurze sprzedają się słabo, że mało kto wykupuje komercyjne subskrypcje, że to tylko slogan marketingowy, bo normalni ludzie tego nie potrzebują. Ja uważam, że główny powód takiego stanu rzeczy, to właśnie sam początek przemiany. Jeszcze nie nastąpiła zmiana myślenia, jeszcze wciąż jesteśmy zbyt przywiązani do swoich danych na dysku, siłą przyzwyczajenia.

Co więcej firmy oferujące usługi w chmurze i prawo w wielu państwach również jeszcze nie do końca dorosły do tej przemiany. Nie zrozumiały, że ludzie potrzebują prywatności na podobnym poziomie, które oferuje trzymanie danych na lokalnym dysku. Oczywiście, stopień bezpieczeństwa nigdy nie będzie taki, jak na dysku komputera, na dodatek takiego, który nie jest podłączony do sieci, ale nie tu moim zdaniem leży problem. Nie chodzi o bezpieczeństwo szyfrowanych połączeń. Chodzi o regulaminy świadczonych usług, o to, że państwo rezerwuje sobie prawo do wglądu w prywatne nade na życzenie, że usługodawcy rezerwują sobie prawo do przechowywania kluczy deszyfrujących, żeby ułatwić sobie działanie. To wszystko będzie musiało się zmienić.

Tym nie mniej osoby, które korzystają głównie z poczty, prostego edytora tekstu, komunikatora, wyszukiwarki i w ten sposób zarabiają na życie, już dziś są całkowicie od systemu niezależne. W drodze są następne, coraz bardziej zaawansowane webaplikacje, które w niedalekiej przyszłości będą w stanie zastąpić rozbudowane pogramy, takie jak Photoshop, czy Final Cut. Coraz więcej osób będzie wolnych od przywiązania do konkretnego sprzętu i systemu.

Chromebook jest dzisiaj tylko zabawką dla geeka i komputerem dla korporacji, ale jest też jaskółką, zapowiada przyszłość, która nastąpi prędzej czy później. Nie wyobrażam sobie, żeby model znany z ostatnich kilkunastu lat przetrwał drugie tyle. Początki bywają trudne, ale choroby wieku dziecięcego nie przekreślają całej koncepcji, wskazują raczej co należy poprawić.

Cieszą mnie te zmiany, bo uwalniają nas od monopolu jednego systemu. Jeżeli ktoś czuje się dobrze na Linuksie, to nie będzie go powstrzymywało, że niektóre pogramy nie chcą działać pod tym systemem. Samą decyzję o zmianie środowiska też będzie można podjąć o wiele łatwiej. Mam tylko nadzieję, że nie zamienimy jednego monopolu na drugi.

Chodzi oczywiście o Google, który w sieci ma niemal taką pozycję, jak Microsoft jeśli chodzi o „biurkowe” systemy operacyjne. Google jest wizjonerem i wyprzedza swój czas, jeśli chodzi o Chromebooka, ma też coraz popularniejszą przeglądarkę internetową. Już niedługo może okazać się, że trzyma w ręku wszystkie asy i dyktuje wszelkie warunki. Oczywiście Google zapracował na swój sukces, ale mimo wszystko wolałbym się nie zastanawiać co musi się wydarzyć w następnej kolejności, żeby osłabić kolejny monopol.