24

System od Apple, ale aplikacje od Google – ci od Androida opanowali mojego iPhone’a

Każda platforma ma swoje wady i zalety, a do nas należy wybór. Może nam odpowiadać jedna lub druga propozycja, ale istotne jest też to, by po zakupie telefonu nie być na cokolwiek skazanym. iOS ma wiele ograniczeń, ale od kiedy Google traktuje go poważnie, widzę tylko jeden, okej może dwa powody, żeby rozważać zmianę na Androida.

Do wspomnianych powodów jeszcze powrócimy, ale gdy kilka dni temu spojrzałem na ekran główny swojego iPhone’a, to przypomniałem sobie o tym, jak kiedyś zorientowałem się, że choć w rękach trzymam sprzęt Apple z ich własnym systemem operacyjnym, to na moim telefonie rządzą i dzielą aplikacje (a przez to usługi) Google. Notatki zastąpiłem Google Keep, Mapy Apple Mapami Google, Safari mobilnym Chrome, Kalendarz Kalendarzem Google, Zdjęcia Zdjęciami Google, E-maila Gmailem, a na dodatek dorzuciłem aplikację Google do łatwego wyszukiwania i szybkiego dostępu do strumienia personalizowanych informacji i powiadomień.

A to tylko ekran główny, bo cały pakiet aplikacji biurowych również szybko zastąpiły Dokumenty i Arkusze, a obok Siri równie często sięgam po Asystenta Google – głównie dzięki słuchawkom Bluetooth z wbudowanym Asystentem, ale nie tylko.

Kiedy Google zorientowało się, że po prostu istnieje potrzeba (umownie) równego wspierania obydwu platform? Piszę umownie, bo nadal nie brakuje sytuacji, w których jedna z nowości trafi szybciej na Androida, druga na iOS-a, ale wygląda to znacznie, znacznie lepiej niż te kilka lat temu. Pamiętam, że około premiery Nexusa 4 lub 5  jeden z pracowników Google stwierdził w wywiadzie, że zazwyczaj Googlerzy noszą w kieszeniach po dwa smartfony z dwoma różnymi systemami – powodów ku temu było sporo i chyba w Mountain View wreszcie ktoś wtedy zrozumiał, że tak istotnego gracza na rynku zignorować nie można, a jeśli użytkownicy mają pozostać przy usługach i produktach Google, to nie można ich zmuszać do wyboru słuchawek z Androidem.

Google pojęło, że multiplatformowość zatrzyma klientów i dopiero w takich okolicznościach będą bardziej skłonni do ewentualnej zmiany urządzenia na to z Chrome OS czy Androidem. Podobnie stało się w Microsofcie po objęciu sterów przez Satya Nadellę – ostatnie lata to niemały progres w rozwoju aplikacji tej firmy dedykowanych konkurencyjnym platformom jak Android, iOS czy macOS. U mnie na zmianę całego ekosystemu było już za późno, ale wiele osób skusiło się na nowego Outlooka, OneDrive’a czy OneNote’a, którym nareszcie nic nie brakowało, a nie raz zdarzało się, że działały lepiej lub oferowały więcej (nawet jeśli przez chwilę) na obcym terenie, niż na własnym podwórku.

Jestem w pełni usatysfakcjonowany tym, jak korzysta mi się z Gmaila czy Map Google na iOS-ie, choć miejsce na poprawę jest (nadal nie można zmienić akcji przy przeciąganiu wiadomości na bok w widoku skrzynki odbiorczej, np. z archiwizacji na odłóż). Jedynymi cechami, które mogłyby mnie skusić do zmiany platformy są aparaty (znacznie lepsze w smartfonach od Samsunga, LG, Huaweia czy głównie w Google Pixel 2) oraz bliższa integracja współpracy ze smartwatchami z wearOS. Apple Watch jest może najlepszym smartwatchem na rynku, ale jako zegarek (wizualnie oraz pod względem wyświetlania czasu) nie jest w stanie sprostać moim oczekiwaniom aż po dziś dzień. Brak trybu ambient w ostatnim modelu to kompletna pomyłka (chyba nie sądzicie, że będę za każdym razem unosił nadgarstek albo dotykał ekranu), a obłe kształty w ogóle nie przypominające klasycznego czasomierza to nie dla mnie.

Google jednocześnie wyrządza sobie krzywdę, ale też sprzyja swoim interesom. Mimo, że wybrałem produkt Apple, to w najbliższym czasie na pewno nie wydostanę się z rezerwatu Google’a. Dobrze mi z tym, jak jest teraz i chyba wcale nie zanosi się na to, by cokolwiek miało się zmienić na przestrzeni nadchodzących miesięcy czy kilku lat.