55

Światłowód w pakiecie z Netfliksem to połączenie doskonałe. I co ważne – niedrogie

Gdyby przyjąć, że rozrywka w każdej dekadzie XXI wieku ma swoje hasło, do pierwszej moglibyśmy przypisać „znowu nic nie ma w telewizji”. Koniec drugiej to natomiast bez wątpienia „Netflix and chill”. Odłóżmy jednak na bok postępującą amerykanizację języka polskiego i skupmy się na tym, co to tak naprawdę oznacza.

Kiedy ostatnio oglądaliście coś w telewizji? Film? Serial? Z roku na rok przybywa osób, które świadomie rezygnują z tego medium. Czemu zresztą trudno się dziwić, bo na przestrzeni lat skutecznie zapracowało ono sobie na hasła typu: „telewizja ogłupia”, „telewizja kłamie”, „w telewizji nie ma co oglądać”. Przez te wszystkie lata to ktoś decydował o tym, co zobaczymy po powrocie z pracy i wyciągnięciu się na kanapie. Nasza rola sprowadzała się jedynie do wyboru kanałów, których co i rusz przybywało, dając nam pewnego rodzaju złudne poczucie kontroli. Aż do teraz.

W przyszłości nie ma miejsca na telewizję linearną i trwające 3,5 godziny filmy, w trakcie których oglądamy pięć bloków reklamowych po 15 minut każdy. Widz stał się dziś wymagający do tego stopnia, że nie tylko nie chce oglądać reklam i woli samodzielnie decydować o tym, jaki serial/film/program sobie zaserwuje do obiadu. Mało tego, może obejrzeć równie dobrze jeden jak i sześć odcinków. I nikt mu w tym nie będzie przeszkadzał (nie licząc sterczących nad głową deadline’ów w pracy, głodnego kota albo rozjuszonego partnera/partnerki).

Ale dość truizmów – czytacie Antyweb, a więc jesteście świadomi tej rewolucji, która będzie powoli zmierzać ku końcowi, pozostawiając z czasem tradycyjną telewizję gdzieś na marginesie. Nowe formy rozrywki stwarzają jednak szereg nowych wymagań. Kiedyś była to kablówka lub dobrze ustawiona antena, która dawała dobry obraz na dwóch kanałach i śnieżenie na trzecim (albo na odwrót) – mieszkańcy podmiejskich miejscowości zrozumieją. Dziś musimy mieć w domu szybki internet. A nawet bardzo szybki. Bo Netfliksa nie ogląda tylko córka, ale też rodzice, babcia i kot.

A przecież życie nie kończy się na Netfliksie. Są domy, w których mieszkają gracze (i streamerzy, albo streamerzy i gracze – bo teraz jest modne być jednym i drugim). W innych pasjonaci dzielą się swoimi zajawkami na YouTube. W jeszcze innych mieszkają freelancerzy. A zdarza się też, że te wszystkie persony lądują pod jednym dachem (wówczas nazywamy to mieszkaniem studentów).

I dlatego od jakiegoś czasu obserwujemy rosnące zainteresowanie łączami światłowodowymi. Rozwiązania tego typu mają, jak dotąd, znakomity PR i są świetnie oceniane przez użytkowników. Trudno się dziwić, bo oferują o wiele wyższy poziom stabilności i przepustowości łącza. Słowem jest szybciej, wydajniej i bez niespodzianek. Ktoś jednak powie: „i drogo”. Okazuje się, że nie.

Zaprezentowana kilka tygodni temu przez T-Mobile oferta Magenta 1 pod tym względem mocno wyróżnia się na tle innych rozwiązań. Zamiast proponować nam to samo co wszyscy, operator przygotował pakiety z… Netfliksem. I tak światłowód o prędkości do 100 Mb/s wraz z podstawowym planem Netfliksa możemy mieć już za 69 złotych. Za 99 złotych otrzymamy jeszcze pakiet komórkowy z nielimitowanymi rozmowami, SMS-ami, MMS-ami i 5 GB pakietem internetu. Dopłacając 10 złotych mamy fajny dekoder z wbudowanym Chromecastem i Bluetooth. Za kolejne 10 złotych prędkość światłowodu może wzrosnąć do 300 Mb/s. Mógłbym tak wymieniać naprawdę długo.

Co jest w tym wszystkim najfajniejsze? Że otrzymujemy jeden rachunek miesięcznie i sumarycznie płacimy mniej niż byśmy zdecydowali się kupić te usługi osobno. A większość z nas przecież i tak to robi. Każdy ma w domu internet. Każdy ma telefon. I coraz częściej płacimy też za Netfliksa. T-Mobile na tym nie poprzestaje i pozwala klientom dokupić też pakiet sportowy SUPERPAKIET SPORT, zawierający dostęp do platformy IPLA z kanałami linearnymi, IPLA SPORT oraz IPLA ELEVEN SPORTS (30 zł za 90 dni, a więc… 10 zł miesięcznie). I to jest naprawdę fajne, że w ramach jednego operatora możemy tak naprawdę komponować sobie zestaw usług multimedialnych pod nas i to niewielkim kosztem – oby takich pakietów w miarę upływu czasu tylko przybywało.

Zresztą analogicznie wygląda to w przypadku oferty dla firm, gdzie ceny są nieco inne, ale w pakiecie pojawia się na przykład Office 365 na 6, 12 lub 18 miesięcy. I tu znowu odchodzi nam kolejny koszt, bo pakiet Microsoftu to w skali roku wydatek rzędu kilkuset złotych. Tutaj zaszyty jest w abonament komórkowy, więc tego tak bardzo nie odczuwamy. Klienci mają też do wyboru zdalny serwis IT lub pakiety zabezpieczające Norton IT Security. Operator kieruje się zatem tutaj tą samą logiką – skoro i tak to kupujemy, czemu nie połączyć tego w jedną fakturę i płacić mniej?

Nie zapominajmy jednak, że sercem tego wszystkiego jest łącze światłowodowe, o którego zaletach można pisać długo. W dzisiejszych zastosowaniach potencjał tego rozwiązania jest tak ogromny, że pojedynczy użytkownik z pewnością go nie wykorzysta (szczególnie w przypadku najwyższych prędkości, a te sięgają 900 Mb/s).

Co innego grupa użytkowników, spośród których jedni grają, a inni ściągają i oglądają. Wówczas zapotrzebowanie na prędkość rośnie, a wszelkie spowolnienia wynikające z podłączenia do sieci większej liczby osób wywołują tylko frustrację. Buforujące się w nieskończoność wideo czy lagująca gra potrafią skutecznie popsuć wieczór. I choć Netflix pod tym względem może się pochwalić jednymi z najskuteczniejszych i najbardziej wydajnych algorytmów kompresji wideo na świecie, to wciąż ma swoje wymagania – szczególnie w najwyższych pakietach z rozdzielczością 4K.

Nie da się też ukryć, że preferencje grających w gry też ulegają zmianie. Ku mojemu rozczarowaniu stawiające na głębokie i porywające kampanie fabularne produkcje są dziś w mniejszości. Dominują gry z trybem wieloosobowym. Najpopularniejsze na świecie tytuły są… darmowe i pozwalają kilkudziesięciu osobom zmierzyć się ze sobą na rozległych mapach. Ten trend będzie tylko postępował.

Magenta 1 to doskonały dowód na to, że oferty operatorów będą się zmieniać – tak, jak zmieniają się preferencje użytkowników. A ci coraz częściej nie potrzebują już 150 kanałów telewizyjnych, na których zazwyczaj trudno znaleźć cokolwiek wartościowego. Często nawet świadomie rezygnują z telewizora w domu, aby oglądać filmy i seriale na komputerze lub tablecie. Nasze domowe centra rozrywki mocno ewoluują i zamiast stać w centralnym punkcie mieszkania, mieszczą się w naszych kieszeniach. I tu ujawniają się kolejne przewagi Netfliksa (czy też generalnie VOD) nad telewizją, jak tryb offline, mnogość dostępnych aplikacji, zapamiętywanie postępu oglądania i wiele innych. Ale Wy to zapewne już wiecie. ;)

Materiał powstał we współpracy z T-Mobile