30

Świat technologii ma poważny problem. Absolutna prywatność, czy łaska służb?

Tematy związane z bezpieczeństwem w Sieci, prywatnością, czy też dostępem służb do danych użytkowników Internetu rozbudzają wyobraźnię. Wokół tychże tworzy się opinie, pomysły na rozstrzygnięcie niedawno rozgorzałego sporu, a także teorie spiskowe - mniej lub bardziej głupie. Pewne jest jednak to, że stoimy na swego rodzaju rozdrożu. Mamy do wyboru: prywatność dzięki technologiom szyfrującym, albo łaskę służb. No, w sumie to nie mamy wyboru. Ale dylemat jest poważny.

Prywatność to również koszty i korzyści/h2>

Mój dobry kolega ostatnio wysnuł tezę na podstawie nieznanych mi źródeł (nie chciał się nimi pochwalić), że sprawa Apple ma drugie dno i prawda jest taka, że firma sama sprzedała dane FBI, a służby Cupertino kryją. Nie jestem przekonany co do tego faktu – źródło jest (mimo mojego ogromnego szacunku do dobrego kolegi) nijakie, a poza tym – dużo bezpieczniej byłoby cokolwiek ugrać na teatralnym uporze Apple. Wszak wiadomo było nam od samego początku, iż FBI jeżeli bardzo zechce złamać iPhone’a należącego do terrorysty, to i tak to zrobi. Z Apple lub bez Apple. Skończyło się tak, jak przewidywali eksperci – FBI ma dane, Apple może poszczycić się niezwykle dużym szumem w mediach, gdzie niektórzy stawiali firmę za wzór dbałości o prywatność użytkowników. Spokojnie, tam gdzie chodzi o biznes nie ma miejsca na uczucia „wyższe” i ryzyko zabawy z FBI odpowiednio wykalkulowano. Prywatność to pozór.

Dla FBI szyfrowanie to problem. Rozejrzyjmy się trochę po świecie – uświadomimy sobie zaraz, że żyjemy w nieco zwariowanych czasach, gdzie grupy przestępcze mają tak dużo możliwości, jeżeli chodzi o całkiem bezpieczne komunikowanie się, że byłoby dziwnie, gdyby z nich nie korzystały w ogóle. Chociaż, jak wskazywałem w tekście dot. raportu z zamachów w Paryżu – nikt na dobrą sprawę niczego nie szyfrował. A tę technologię demonizowano właściwie w ciemno.

Gdyby jednak uznać (na potrzeby „przykładu idealnego”), że szyfrowanie to bezpieczeństwo absolutne, to stoimy na poważnym rozdrożu. Każdy, kto z niego korzysta jest zadowolony – ma pewność, że jego dane nie wpadną w niepowołane ręce, nie musi obawiać się Wielkiego Brata, który może nas podglądać, czytać, podsłuchiwać niepostrzeżenie. Z drugiej strony jednak nie żyjemy w Edenie. Ludzie mają czasami głupie pomysły. W imię chciwości, czy „bóstwa” potrafią zrobić coś, co nie pasuje do tego, do czego jako społeczeństwo dążymy. Bezpieczeństwo w technologiach zatem to miecz obosieczny, który – oczywiście jest potrzebny nam jako zdrowym na umyśle użytkownikom. Jednak są również ci, którzy mają niekoniecznie dobre zamiary. Im szyfrowanie może pomóc w zrealizowaniu swojego szkodliwego dla ogółu celu.

(Nie)prywatność w wykonaniu służb

Załóżmy, że albo zakazuje się szyfrowania (co jest nie do osiągnięcia), albo do oprogramowania masowo wprowadza się backdoory. Oczywiście – możesz się cieszyć prywatnością do momentu, w którym nie jesteś uwikłany w sprawę, którą mogłyby się zainteresować organy ścigania. Wychodzi na to, że i wilk syty i owca cała. Niekoniecznie.

Pisałem dla Was wcześniej o Proton Mailu, brytyjskim rządzie i rewelacjach Theresy May, która opublikowała bardzo niepokojące dane na temat wpływu służb na firmy technologiczne. Nawet przy braku jednoznacznych dowodów brałbym za pewnik to, że co i rusz w siedzibach Google, Apple, czy Microsoftu pojawiają się smutni panowie i proszą o to, o tamto… korporacja – mimo swojej siły zawsze jest na przegranej pozycji. Służby znajdują się w nierozerwalnym związku z rządem. Rząd natomiast to państwo, nie ludzie. To machina, która stara się uprawomocnić obowiązujący system – wszelkimi metodami. W tych sferach cele uświęcają środki.

W Sieci można znaleźć ostatnią wypowiedź dyrektora FBI – Jamesa Corneya, który bardzo niejednoznacznie niestety wypowiedział się na temat bezpieczeństwa Sieci i trwającego cały czas sporu o prywatność w Sieci – jej konsekwencjach, szansach i zagrożeniach. Każdy oczywiście ciągnie temat w swoją stronę i ostatecznie można wywnioskować, że Corney zwyczajnie ostrzega przed szyfrowaniem „nie do złamania” – właśnie z powodów, które przytoczyłem powyżej. Rzeczywiście, nie każdy człowiek na ziemi ma dobre zamiary i trzeba się z tym liczyć. Im gorsza jest sytuacja w kwestii pokoju na świecie, tym bardziej służby będą dążyć do tego, by mieć dostęp do potencjalnie jak największych ilości informacji o swoich obywatelach – chociażby dla tak bardzo ważnej w kontekście ataków terrorystycznych prewencji. Jednak mieliśmy już przykłady nadużywania swojej mocy przez służby – a chyba nikt nie chciałby żyć w czasach, gdzie Orwell jest nie tylko świetnym pisarzem, ale i prorokiem. Chyba, że do takich czasów już dożyliśmy…?

Grafika: 1, 2